„Nie przyjeżdżaj na ślub, jeśli nie umiesz być jak my” — burza, która rozdarła moją rodzinę
Pojechałam do Kingi na kawę, a wyszłam stamtąd z sercem w kawałkach, bo w jednej chwili postawiła mnie pod ścianą: rodzina albo moje życie. W kilka dni z rozmowy „jak dawniej” zrobił się rodzinny sąd, telefony, płacz mamy i milczenie rodzeństwa. Wciąż nie wiem, czy da się uratować miłość, kiedy wszyscy chcą ją naprawiać krzykiem.