Moja córka wstydzi się mnie, bo jestem biedna – historia matki z Warszawy, która walczy o godność i miłość
– Mamo, czy możesz nie przychodzić na tę kolację? – głos Lany drżał, ale był stanowczy. Stałam w przedpokoju jej nowego mieszkania na Wilanowie, ściskając w rękach skromny bukiet tulipanów. Czułam, jak serce mi się kurczy.
– Dlaczego? – zapytałam cicho, choć znałam odpowiedź.
Lana spojrzała na mnie z niepokojem, jakby bała się, że zaraz się rozpłaczę. – Po prostu… Wiesz, mama, oni są inni. Tata Michała jest prezesem dużej firmy, mama prowadzi własną klinikę. Nie chcę, żebyś czuła się nieswojo. I… – urwała, a ja poczułam, jakby ktoś wylał mi na głowę kubeł zimnej wody.
Nie chcę, żebyś czuła się nieswojo. To ja miałam się czuć nieswojo? Czy to ona się mnie wstydziła? Przez chwilę stałyśmy w milczeniu. W końcu Lana spuściła wzrok i dodała: – Mamo, nie zrozum mnie źle. Kocham cię. Ale… czasem mam wrażenie, że nie pasujesz do tego świata.
Wyszłam na klatkę schodową z głową pełną myśli. Przez całą drogę do domu powtarzałam sobie: „Nie płacz. Nie płacz.” Ale łzy same ciekły po policzkach. Przypomniałam sobie wszystkie lata, kiedy byłam dla niej wszystkim – ojcem i matką w jednym, bo jej tata odszedł, gdy miała trzy lata. Pracowałam na dwa etaty: rano sprzątałam w szkole podstawowej na Ochocie, po południu dorabiałam jako pomoc kuchenna w barze mlecznym. Każdą złotówkę odkładałam na jej podręczniki, ubrania, korepetycje z matematyki.
Pamiętam jej pierwszą komunię – sukienkę pożyczoną od sąsiadki i buty kupione na bazarze. Lana była wtedy taka szczęśliwa! Przytulała mnie i mówiła: „Jesteś najlepszą mamą na świecie.”
A teraz? Teraz jestem dla niej powodem do wstydu.
Wieczorem zadzwoniła do mnie moja siostra, Basia. – I co? Jak było na tej kolacji u Lany?
– Nie poszłam – odpowiedziałam krótko.
– Znowu coś wymyśliła? – Basia westchnęła ciężko. – Słuchaj, nie daj sobie wejść na głowę. To twoja córka! Powinna być dumna z tego, jak ją wychowałaś.
Ale czy naprawdę powinna? Może to ja zawiodłam? Może gdybym była bardziej zaradna, gdybym miała lepszą pracę… Może wtedy Lana nie musiałaby się mnie wstydzić?
Następnego dnia poszłam do pracy jak zwykle. Sprzątałam korytarze szkolne, słuchałam śmiechu dzieci i czułam się przezroczysta. Nikt nie zwracał na mnie uwagi. Nawet pani dyrektor przechodziła obok bez słowa.
Po południu zadzwonił telefon. To była Lana.
– Mamo… Przepraszam za wczoraj. Nie powinnam była tak mówić.
– Wszystko w porządku – skłamałam.
– Po prostu… Michałowi zależy, żeby wszystko było idealnie. Jego rodzice są tacy wymagający. Boję się, że jeśli zobaczą… no wiesz… że nie masz pieniędzy…
– Że nie mam pieniędzy? – powtórzyłam gorzko.
– Mamo! Nie o to chodzi! Po prostu… oni są inni.
– A ty? Ty też jesteś już inna?
Po tej rozmowie długo nie mogłam zasnąć. W głowie miałam obrazy z dzieciństwa Lany: jej uśmiechniętą buzię, kiedy wracała ze szkoły z piątką z matematyki; jej łzy po pierwszym zawodzie miłosnym; jej dumę po zdanej maturze.
Zawsze byłam przy niej. Zawsze ją wspierałam. A teraz ona odcina się ode mnie jak od starego płaszcza, który już nie pasuje do nowego życia.
Kilka dni później dostałam zaproszenie na ślub Lany i Michała. Biała koperta, złote litery. „Serdecznie zapraszamy Panią Marię Nowak.”
Zastanawiałam się długo: iść czy nie iść? Czy będę tam tylko dodatkiem do dekoracji? Czy ktoś zauważy moją tanią sukienkę z second-handu?
Basia przekonywała: – Musisz tam być! To twoja córka! Nie pozwól jej odebrać ci tego dnia!
Ale ja bałam się upokorzenia. Bałam się spojrzeń tych wszystkich eleganckich ludzi, którzy będą patrzeć na mnie z góry.
W końcu postanowiłam pójść. Kupiłam nową sukienkę – najtańszą, ale czystą i schludną. Wzięłam dzień wolny w pracy i pojechałam na ślub.
W kościele siedziałam z tyłu. Lana wyglądała przepięknie – jak księżniczka z bajki. Kiedy podeszła do ołtarza pod rękę z Michałem, zobaczyła mnie i przez chwilę nasze spojrzenia się spotkały. W jej oczach zobaczyłam coś dziwnego – może cień wstydu, może żal?
Po ceremonii podeszłam do niej ostrożnie.
– Gratuluję ci, kochanie – powiedziałam cicho.
Lana przytuliła mnie szybko i szepnęła: – Dziękuję, mamo.
Obok stała jej nowa teściowa – pani Ewa w drogim kostiumie i perłach na szyi. Spojrzała na mnie chłodno.
– To pani jest mamą Lany? – zapytała uprzejmie, ale bez cienia ciepła.
– Tak – odpowiedziałam z dumą.
– Córka zrobiła ogromny postęp w życiu – dodała pani Ewa znacząco.
Poczułam ukłucie bólu. Czy to znaczyło, że ja jestem tym „przed”, a ona „po”? Że ja jestem tym etapem, który Lana musiała zostawić za sobą?
Na weselu siedziałam przy stole z dalekimi krewnymi. Nikt ze strony Michała ze mną nie rozmawiał. Czułam się jak intruz we własnej rodzinie.
Kiedy wróciłam do domu późno w nocy, długo siedziałam przy kuchennym stole. Przeglądałam stare zdjęcia Lany: jej pierwsze kroki, pierwszy dzień w przedszkolu, urodziny z tortem z kremem kupionym za ostatnie pieniądze.
Czy naprawdę bieda przekreśla wszystko? Czy miłość matki jest mniej warta tylko dlatego, że nie mogę dać córce drogich prezentów?
Kilka tygodni później Lana przyszła do mnie niespodziewanie.
– Mamo… Przepraszam za wszystko. Wiem, że cię zraniłam.
Patrzyłyśmy na siebie długo w milczeniu.
– Chciałabym być taka silna jak ty – powiedziała nagle Lana przez łzy.
Przytuliłam ją mocno i poczułam ulgę.
Ale czy ta rana kiedyś się zagoi? Czy można odzyskać godność po takim upokorzeniu?
Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: czy naprawdę bieda odbiera człowiekowi prawo do miłości i szacunku? Czy wy też kiedyś czuliście się gorsi tylko dlatego, że mieliście mniej?