Pod jednym dachem: Historia siostrzanej miłości i goryczy
– Naprawdę uważasz, że to sprawiedliwe? – mój głos drżał, a serce waliło jak oszalałe. Stałam w kuchni naprzeciwko mamy, która właśnie ogłosiła, że zamierza przekazać Agacie pieniądze na wkład własny do mieszkania. Agata siedziała przy stole, bawiąc się nerwowo łyżeczką. W powietrzu wisiała cisza, gęsta jak śmietana.
– Marto, przecież wiesz, że Agata ma trudniej – powiedziała mama, nie patrząc mi w oczy. – Ty masz już pracę i wynajmujesz mieszkanie z Pawłem. Ona dopiero zaczyna.
Poczułam, jak coś we mnie pęka. Przez całe życie byłam tą starszą, odpowiedzialną córką. To ja pomagałam Agacie z matematyką, to ja tłumaczyłam jej świat, kiedy tata odszedł i zostawił nas same. To ja rezygnowałam z wyjazdów na kolonie, żeby mama mogła kupić Agacie nowe buty na zimę. A teraz? Teraz byłam tą, która powinna być wdzięczna za to, co ma.
– Ale ja też zaczynałam od zera – wyszeptałam. – Nikt mi nie dał nawet złotówki.
Agata spojrzała na mnie z wyrzutem. – Przecież nie chodzi o pieniądze! – wybuchła. – Zawsze musisz wszystko komplikować! Nie możesz po prostu się cieszyć?
Zacisnęłam pięści pod stołem. Chciałam krzyczeć, płakać, rzucić czymś o ścianę. Zamiast tego wstałam i wyszłam na balkon. Warszawa rozciągała się przede mną jak obietnica czegoś lepszego, ale ja czułam się jak dziecko zamknięte w klatce.
Wieczorem zadzwonił Paweł.
– Co się stało? – zapytał od razu. – Słyszę po głosie, że coś jest nie tak.
Opowiedziałam mu wszystko. Słuchał uważnie, a potem powiedział:
– Wiesz, twoja mama pewnie myśli, że już sobie poradziłaś. Może nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo cię to boli.
– Ale czy to znaczy, że mogę być traktowana gorzej? – zapytałam cicho.
Następnego dnia w pracy nie mogłam się skupić. Koleżanka z biura, Kasia, zauważyła moje rozkojarzenie.
– Coś się stało? – zapytała delikatnie.
Wyrzuciłam z siebie całą historię. Kasia pokiwała głową ze zrozumieniem.
– U mnie było podobnie – powiedziała. – Mój brat dostał samochód od rodziców na studia, a ja musiałam sama na wszystko zarobić. Przez lata miałam do nich żal. Dopiero niedawno im wybaczyłam.
– Jak to zrobiłaś?
– Zrozumiałam, że rodzice też są tylko ludźmi. Popełniają błędy. Ale jeśli będziesz trzymać w sobie tę gorycz, ona cię zniszczy.
Wieczorem wróciłam do domu i zobaczyłam wiadomość od Agaty: „Marto, przepraszam za dzisiaj. Nie chciałam cię zranić.”
Nie odpisałam od razu. Przewracałam się w łóżku przez pół nocy, myśląc o naszym dzieciństwie. Przypomniałam sobie, jak Agata płakała po nocach po rozwodzie rodziców i jak tuliłam ją do snu. Przypomniałam sobie nasze wspólne sekrety i śmiech pod kołdrą.
Ale teraz wszystko było inne. Czułam się zdradzona przez własną matkę i siostrę. Czułam się niewidzialna.
Kilka dni później mama zadzwoniła z pytaniem, czy przyjdę na niedzielny obiad.
– Nie wiem – odpowiedziałam szczerze. – Potrzebuję czasu.
– Marto… – jej głos był cichy i zmęczony. – Nie chciałam cię skrzywdzić. Myślałam tylko o tym, żeby Agacie było łatwiej.
– A ja? Czy ja nie zasługuję na wsparcie?
Mama milczała długo.
– Masz rację – powiedziała w końcu. – Przepraszam cię.
W niedzielę przyszłam na obiad. Atmosfera była napięta. Agata unikała mojego wzroku, mama starała się być miła ponad miarę.
W pewnym momencie Agata wybuchła płaczem.
– Nie chcę tych pieniędzy! – krzyknęła. – Nie chcę być powodem twojego bólu!
Poczułam ukłucie żalu i współczucia jednocześnie.
– To nie twoja wina – powiedziałam cicho. – To my wszyscy jesteśmy pogubieni.
Po obiedzie poszłyśmy z Agatą na spacer nad Wisłę. Milczałyśmy długo.
– Zawsze ci zazdrościłam – powiedziała nagle Agata. – Tego, że jesteś silna i niezależna. Mama myśli, że ja sobie nie poradzę bez niej… Może ma rację?
Objęłam ją ramieniem.
– Każda z nas ma swoje bitwy do stoczenia – powiedziałam powoli. – Ale chciałabym, żebyśmy walczyły razem, a nie przeciwko sobie.
Wróciłyśmy do domu w milczeniu, ale coś się zmieniło. Może nie rozwiązałyśmy wszystkich problemów, ale przynajmniej zaczęłyśmy o nich mówić.
Czasem patrzę na naszą rodzinę i zastanawiam się: czy naprawdę można wybaczyć niesprawiedliwość? Czy miłość do rodziny wystarczy, by zagłuszyć gorycz? A może są rany, które nigdy się nie zabliźnią?