„Wrócił do domu i powiedział: chcę rozwodu” – Wtedy przypomniałam sobie słowa mamy. Moja historia o zdradzie, rodzinie i sile, której się nie spodziewałam
– Chcę rozwodu. – Słowa Michała rozbrzmiały w mojej głowie jak wystrzał. Stał w progu, z kluczami jeszcze w dłoni, a ja trzymałam w ręku kubek z herbatą dla niego. Zawsze wracał zmęczony po pracy, a ja czekałam z kolacją. Ale tego wieczoru nie spojrzał mi w oczy.
– Co? – wykrztusiłam, czując jak serce wali mi w piersi. – Michał, o czym ty mówisz?
– Już nie mogę tak żyć. Przepraszam, Aniu. To koniec.
W jednej chwili wszystko się rozpadło. Szesnaście lat małżeństwa, nasza córka Zosia, dom na obrzeżach Warszawy, wspólne wakacje nad Bałtykiem, śmiech przy niedzielnym rosole – wszystko to nagle straciło sens. Poczułam, jakby ktoś wyrwał mi grunt spod nóg.
Nie płakałam. Nie wtedy. Patrzyłam tylko na Michała, próbując znaleźć w jego twarzy ślad żartu, jakiejś pomyłki. Ale on był poważny. Spakował kilka rzeczy do torby sportowej i wyszedł, zostawiając mnie z pytaniami bez odpowiedzi.
Zosia spała już wtedy. Miała czternaście lat – wiek buntu i tajemnic. Zawsze była bliżej ojca. Bałam się jej reakcji bardziej niż własnego bólu.
Noc była długa. Siedziałam przy kuchennym stole, słysząc w głowie głos mamy: „Nigdy nie trać siebie, nawet jeśli wszyscy się od ciebie odwrócą”. Mama powtarzała to zawsze, gdy byłam dzieckiem i płakałam po kłótni z koleżanką albo gdy tata znów wracał późno z pracy.
Rano Zosia weszła do kuchni z telefonem w ręku.
– Gdzie tata? – zapytała beznamiętnie.
– Musiał wyjechać na kilka dni – skłamałam.
Patrzyła na mnie długo, jakby wiedziała więcej niż powinna.
– Mamo, nie kłam. Widziałam wiadomości na jego telefonie. Kto to jest Karolina?
Zamarłam. Karolina. Imię powtarzało się w mojej głowie jak echo. Michał miał romans. Wszystko nagle stało się jasne – późne powroty, tajemnicze rozmowy przez telefon, wyjazdy służbowe.
– To… koleżanka z pracy taty – wyszeptałam.
Zosia rzuciła telefon na stół i wybiegła z domu. Nie pobiegłam za nią. Nie miałam siły.
Przez kolejne dni żyłam jak w transie. Mama dzwoniła codziennie:
– Aniu, musisz być silna dla Zosi. Nie możesz się poddać.
Ale ja nie byłam silna. W pracy ledwo dawałam sobie radę – szefowa patrzyła na mnie z litością, koleżanki szeptały za plecami. W sklepie sąsiadka zapytała: „Co u Michała? Dawno go nie widziałam”.
W końcu zebrałam się na odwagę i pojechałam do mamy do Piaseczna.
– Mamo, co ja mam zrobić? – zapytałam przez łzy.
Mama objęła mnie mocno.
– Musisz walczyć o siebie i o Zosię. Michał podjął decyzję, ale ty masz prawo być szczęśliwa. Nie pozwól, żeby cię złamało to, co zrobił.
Wróciłam do domu z nową siłą. Wieczorem usiadłam z Zosią na kanapie.
– Tata nas zostawił – powiedziałam wprost.
Zosia spojrzała na mnie ze łzami w oczach.
– Czy to moja wina?
Przytuliłam ją mocno.
– Absolutnie nie! To dorosłe sprawy. Kocham cię najbardziej na świecie.
Od tamtej pory zaczęłyśmy budować nasze życie od nowa. Było trudno – rachunki się piętrzyły, Zosia zamknęła się w sobie, a ja musiałam nauczyć się być matką i ojcem jednocześnie. Michał odwiedzał Zosię co drugi weekend, ale czułam, że jest już gdzie indziej myślami.
Pewnego dnia spotkałam Karolinę w sklepie spożywczym. Stała przy kasie z Michałem i śmiała się głośno. Poczułam ukłucie zazdrości i gniewu, ale przeszłam obok nich z podniesioną głową.
Wieczorem zadzwonił Michał:
– Aniu, przepraszam za wszystko. Wiem, że cię zraniłem.
– Już za późno na przeprosiny – odpowiedziałam spokojnie.
Z czasem zaczęłyśmy z Zosią rozmawiać coraz więcej. Chodziłyśmy razem na spacery po Lesie Kabackim, piekłyśmy ciasta w niedzielne popołudnia i oglądałyśmy stare zdjęcia z wakacji nad morzem.
Po roku od rozwodu poczułam, że odzyskałam siebie. Zaczęłam spotykać się z ludźmi – zapisałam się na jogę, poznałam nowych znajomych w pracy. Zosia powoli wychodziła z zamknięcia – znalazła przyjaciółkę w nowej klasie i zaczęła grać na gitarze.
Czasem jeszcze budzę się w nocy i myślę o tym jednym wieczorze, kiedy Michał wrócił do domu i powiedział: „Chcę rozwodu”. Ale już nie płaczę.
Czy można odbudować siebie po takim upadku? Czy zdrada zawsze musi oznaczać koniec wszystkiego? A może to początek czegoś nowego? Co wy o tym myślicie?