Mój mąż kontra moja rodzina: Czy można kochać, tracąc wszystko?

– Nie chcę ich więcej widzieć w naszym domu! – głos Pawła odbił się echem od ścian salonu, a ja poczułam, jakby ktoś ścisnął mnie za gardło. Stałam pośrodku, z mokrą jeszcze od łez twarzą, próbując zrozumieć, jak doszło do tego, że mój świat rozpadł się w jednej chwili.

To miała być zwykła niedziela. Mama upiekła szarlotkę, tata przyniósł wino z piwnicy, a moja młodsza siostra Ania opowiadała o nowej pracy. Paweł siedział przy stole, milczący i spięty. Czułam napięcie w powietrzu, ale nie spodziewałam się burzy. Wszystko zaczęło się od drobiazgu – tata zażartował z Pawła, że nie potrafi wbijać gwoździ. Paweł wybuchł. Krzyczał, że nikt go tu nie szanuje, że zawsze jest tym gorszym zięciem. Mama próbowała go uspokoić, Ania płakała, a ja stałam jak sparaliżowana.

Po wyjściu rodziców Paweł zamknął drzwi z hukiem i powiedział: – Albo oni, albo ja. Nie będę dłużej znosił ich obecności.

Przez kilka dni chodziłam jak cień. Telefon dzwonił – mama, Ania, nawet tata – ale nie miałam siły odbierać. Paweł patrzył na mnie z wyrzutem za każdym razem, gdy próbowałam wspomnieć o rodzinie. – Marta, nie rozumiesz? Oni cię wykorzystują! – powtarzał. – Zawsze stawiasz ich ponad mnie.

Ale czy to prawda? Czy naprawdę byłam dla niego niesprawiedliwa? Przecież kochałam go i chciałam, żeby czuł się częścią naszej rodziny. Ale Paweł coraz bardziej zamykał się w sobie. Zaczął wracać późno z pracy, unikał rozmów. Ja siedziałam w kuchni i patrzyłam na zdjęcia z dzieciństwa – urodziny Ani, wakacje nad morzem, święta przy jednym stole. Czy naprawdę miałam to wszystko przekreślić?

Pewnego wieczoru zebrałam się na odwagę.
– Paweł, musimy porozmawiać.
– O czym? – rzucił chłodno.
– O mojej rodzinie. O tym, co się stało.
Westchnął ciężko.
– Marta, ja nie chcę ich widzieć. Nie chcę słuchać ich docinków. To twój wybór.
– Ale to też moja rodzina! – głos mi się załamał. – Nie mogę ich tak po prostu wyrzucić ze swojego życia.
– A ja nie mogę żyć w cieniu twojego ojca i wiecznych porównań!

Zaczęliśmy się kłócić. Krzyczałam, płakałam, on trzaskał drzwiami. Przez kolejne tygodnie żyliśmy obok siebie jak obcy ludzie. W pracy udawałam, że wszystko jest w porządku, ale wystarczyło jedno pytanie koleżanki: „Jak tam w domu?”, żebym musiała uciekać do łazienki i ukrywać łzy.

Mama przysyłała mi wiadomości: „Tęsknimy za tobą”, „Nie rozumiemy Pawła, ale zawsze będziemy cię kochać”. Ania pisała: „Nie pozwól mu nas rozdzielić”. Czułam się rozdarta na pół.

W końcu przyszedł dzień imienin taty. Zawsze świętowaliśmy razem. Tym razem siedziałam sama w kuchni, patrząc na telefon i zastanawiając się, czy zadzwonić. Paweł wrócił późno i nawet nie zapytał, dlaczego jestem smutna.

W nocy nie mogłam spać. Wstałam i zaczęłam pisać list do mamy:
„Mamo,
Nie wiem już, co robić. Kocham Pawła, ale tęsknię za wami tak bardzo, że boli mnie serce. Czuję się winna wobec wszystkich – wobec was i wobec niego. Czy można być szczęśliwym, jeśli trzeba wybrać między miłością a rodziną?”

Rano znalazłam Pawła w kuchni.
– Muszę pojechać do rodziców – powiedziałam cicho.
Spojrzał na mnie zimno.
– Jeśli wyjdziesz przez te drzwi, możesz już nie wracać.

Zamarłam. Przez chwilę miałam ochotę rzucić wszystko i pobiec do mamy. Ale zostałam. Zaparzyłam herbatę i usiadłam przy stole ze ściśniętym gardłem.

Minęły miesiące. Nasze małżeństwo stało się puste jak wydmuszka. Paweł coraz częściej znikał z domu, ja coraz częściej płakałam po nocach. Rodzina przestała dzwonić – chyba zrozumieli, że wybrałam jego.

Ale czy naprawdę wybrałam? Czy to był wybór? Czy można kochać kogoś tak bardzo, żeby poświęcić dla niego wszystko?

Czasem patrzę w lustro i nie poznaję siebie. Gdzie jest ta Marta sprzed lat – uśmiechnięta, otoczona bliskimi? Czy jeszcze kiedyś ją odnajdę?

A wy… co byście zrobili na moim miejscu? Czy można być szczęśliwym w samotności? Czy miłość naprawdę wymaga aż takiej ceny?