Nie potrafię wybaczyć synowi, że zniszczył mój związek – codzienność pod jednym dachem stała się nie do zniesienia
– Znowu wróciłaś późno. – Głos Kuby rozległ się w ciemnym przedpokoju, zanim zdążyłam zdjąć buty. Stał oparty o framugę drzwi do kuchni, ramiona skrzyżowane na piersi, wzrok pełen wyrzutu.
– Kuba, proszę cię… – zaczęłam zmęczonym głosem, ale przerwał mi gwałtownie.
– Nie obchodzi cię już, co się ze mną dzieje? Ważniejszy był dla ciebie ten twój nowy facet!
To był wieczór, który pamiętam do dziś. Wieczór, kiedy wszystko się rozpadło. Przez lata próbowałam być dobrą matką – gotowałam obiady, odrabiałam z dziećmi lekcje, jeździłam na wywiadówki. Ale kiedy po rozwodzie z Markiem pojawił się w moim życiu Paweł, poczułam, że mogę jeszcze być szczęśliwa. Że zasługuję na coś więcej niż wieczne kompromisy i ciche łzy w poduszkę.
Moja córka, Zosia, wybrała życie z ojcem. Zawsze była bardziej związana z Markiem – mieli swoje rytuały, wspólne pasje. Kuba został ze mną. Był wtedy zamkniętym w sobie piętnastolatkiem, który coraz częściej trzaskał drzwiami i milczał przy stole. Myślałam, że to minie. Że to tylko bunt.
Ale kiedy Paweł zaczął bywać u nas częściej, Kuba zmienił się nie do poznania. Zaczął mnie unikać, zamykał się w swoim pokoju na całe godziny. Próbowałam rozmawiać:
– Kuba, wiem, że to dla ciebie trudne…
– Nie masz pojęcia! – krzyczał. – Najpierw rozwalasz rodzinę, a teraz sprowadzasz tu obcego typa!
Nie wiedziałam, jak mu pomóc. Sama byłam rozdarta – chciałam być matką i kobietą jednocześnie. Paweł był dla mnie wsparciem. Po raz pierwszy od lat czułam się kochana i ważna. Ale Kuba tego nie widział. Dla niego Paweł był intruzem.
Pewnego dnia wróciłam z pracy wcześniej niż zwykle. W domu panowała cisza. Weszłam do kuchni i zobaczyłam Pawła siedzącego przy stole z głową w dłoniach.
– Co się stało? – zapytałam zaniepokojona.
– Twój syn… On… On powiedział mi rzeczy, których nie jestem w stanie powtórzyć. Powiedział, że mnie nienawidzi i że jeśli jeszcze raz mnie tu zobaczy, zadzwoni na policję.
Zamarłam. Wybiegłam na korytarz i zobaczyłam Kubę stojącego na schodach.
– Jak mogłeś?! – krzyknęłam.
– To ty mnie zdradziłaś! – odpowiedział z furią.
Tamtego dnia Paweł wyszedł i już nie wrócił. Próbowałam do niego dzwonić, pisać – bez skutku. Zostaliśmy sami: ja i Kuba. Dwoje ludzi zamkniętych w jednym mieszkaniu, których dzieliła przepaść.
Od tamtej pory nasze życie zamieniło się w pole bitwy. Każda rozmowa kończyła się kłótnią lub milczeniem. Kuba coraz częściej wracał późno do domu albo znikał na całe weekendy. Przestał się uczyć, zaczął palić papierosy. Ja chodziłam jak cień – w pracy udawałam silną, ale w domu płakałam po nocach.
Czasem próbowałam do niego dotrzeć:
– Kuba, proszę cię… Nie możemy tak żyć.
– To twoja wina! – rzucał przez zaciśnięte zęby.
Czułam narastającą wściekłość i bezradność. Zaczęłam go obwiniać za rozpad mojego związku z Pawłem. Za to, że odebrał mi szansę na szczęście. Za to, że zostałam sama.
Pewnej nocy usłyszałam szloch dochodzący z jego pokoju. Weszłam bez pukania. Siedział na łóżku skulony, twarz ukryta w dłoniach.
– Kuba…
Nie odpowiedział. Usiadłam obok niego i położyłam mu rękę na ramieniu.
– Wiem, że ci ciężko… Ale mi też jest ciężko.
Odsunął się ode mnie gwałtownie.
– Nie rozumiesz niczego! Ty zawsze myślisz tylko o sobie!
Wyszłam stamtąd ze ściśniętym sercem. Po raz pierwszy poczułam do własnego dziecka coś więcej niż żal – poczułam gniew.
Minęły miesiące. Nasze relacje nie poprawiły się ani trochę. Czasem myślę o tym, jak wyglądałoby moje życie, gdyby Kuba wtedy nie zrobił tego wszystkiego Pawłowi. Czy bylibyśmy szczęśliwi? Czy miałabym szansę na nowy początek?
Ale potem patrzę na mojego syna – zagubionego chłopaka, który stracił rodzinę i nie potrafi sobie z tym poradzić. I nie wiem już sama: czy to ja zawiodłam jako matka? Czy on zawiódł mnie jako syn?
Każdego dnia budzę się z tym pytaniem: czy kiedykolwiek będę w stanie mu wybaczyć? A może powinnam najpierw wybaczyć samej sobie?