Czy powinnam wybaczyć mężowi zdradę? Moja rodzina naciska, a ja nie wiem, co robić…

– Jak mogłeś mi to zrobić, Paweł?! – krzyknęłam, czując jak łzy palą mnie w policzki. Stał przede mną w kuchni, z opuszczoną głową, a ja trzęsłam się z bezsilności. W powietrzu unosił się zapach kawy, którą przed chwilą zaparzył, jakby wszystko było normalnie. Ale nic już nie było normalne.

– Przepraszam, Aniu… Ja… nie wiem, co się stało. To był błąd – wyszeptał. Jego głos był cichy, prawie go nie słyszałam przez szum własnych myśli.

Wszystko rozegrało się w ciągu kilku sekund. Wystarczyła jedna wiadomość na Messengerze od jego kochanki – „Musimy porozmawiać o tym, co się stało w hotelu” – i cały mój świat runął. Przez kilka dni chodziłam jak w transie, nie mogąc uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Paweł, mój mąż od dwunastu lat, ojciec naszych dzieci, człowiek, któremu ufałam bezgranicznie…

Nie spałam całą noc. Siedziałam na kanapie w salonie, patrząc na zdjęcia naszej rodziny na ścianie. Uśmiechnięci na wakacjach nad Bałtykiem, dzieci bawiące się w ogrodzie, Paweł obejmujący mnie ramieniem. Czy to wszystko było kłamstwem?

Następnego dnia zadzwoniła mama. – Aniu, musisz być silna. Wybacz mu. Każdemu może się zdarzyć potknięcie – powiedziała stanowczo. Czułam, jak narasta we mnie bunt.

– Mamo, on mnie zdradził! Jak mam mu wybaczyć?

– Dla dzieci. Dla rodziny. Nie rób z igły widły – usłyszałam w odpowiedzi.

Wiedziałam, że rodzice Pawła myślą podobnie. Jego matka zadzwoniła jeszcze tego samego dnia.

– Aniu, Paweł żałuje. Daj mu szansę. Rozwód to nie jest rozwiązanie. Pomyśl o dzieciach.

A dzieci… Siedziały cicho przy stole, patrząc na mnie wielkimi oczami. Siedmioletnia Zosia tuliła się do mnie wieczorem i pytała: – Mamusiu, dlaczego płaczesz?

Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Nie chciałam niszczyć ich świata przez błędy dorosłych.

Przez kolejne dni Paweł starał się jak nigdy wcześniej. Przynosił mi kwiaty, gotował obiady, sprzątał mieszkanie. Prosił o rozmowę, tłumaczył się, płakał. – Kocham cię, Aniu. To był tylko jeden raz. Nic dla mnie nie znaczyła.

Ale dla mnie znaczyło wszystko.

W pracy nie mogłam się skupić. Koleżanka z biura, Kasia, zauważyła moją nieobecność.

– Coś się stało? – zapytała delikatnie.

Wybuchłam płaczem i opowiedziałam jej wszystko.

– Słuchaj… Ja bym nie wybaczyła – powiedziała stanowczo. – Ale to twoje życie. Musisz sama zdecydować.

Wieczorami leżałam w łóżku i analizowałam każdy szczegół naszego małżeństwa. Czy coś przeoczyłam? Czy byłam zbyt zajęta pracą i dziećmi? Może to moja wina?

W głowie słyszałam głosy rodziny: „Dla dzieci”, „Dla rodziny”, „Nie rób skandalu”. Ale serce mówiło coś innego: „Nie zasłużyłaś na to”.

Pewnego dnia spotkałam się z moją starszą siostrą, Martą.

– Anka, nie słuchaj wszystkich dookoła – powiedziała stanowczo. – To twoje życie i twoje uczucia są najważniejsze. Jeśli nie potrafisz mu wybaczyć – nie rób tego na siłę.

Spojrzałam na nią z wdzięcznością. Była jedyną osobą, która nie próbowała mnie zmusić do decyzji.

Minęły tygodnie. Paweł nie przestawał walczyć o nasze małżeństwo. Dzieci zaczęły pytać coraz częściej: – Czy tata będzie mieszkał z nami?

Czułam się rozdarta między lojalnością wobec siebie a oczekiwaniami innych. Każdego dnia budziłam się z nadzieją, że to tylko zły sen.

Pewnego wieczoru usiedliśmy z Pawłem przy stole.

– Aniu… Proszę cię tylko o jedno: szczerą rozmowę. Powiedz mi wszystko, co czujesz.

Zebrałam w sobie całą odwagę.

– Czuję się zdradzona i upokorzona. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę mogła ci zaufać. Boję się przyszłości…

Paweł spuścił wzrok.

– Zrobię wszystko, żeby ci to wynagrodzić.

Ale czy można naprawić coś, co zostało rozbite na tysiąc kawałków?

Rodzina coraz mocniej naciskała na wybaczenie. Mama przynosiła mi rosół i powtarzała: „Nie rób dzieciom krzywdy”. Teściowa dzwoniła codziennie: „Paweł jest tylko człowiekiem”.

Czułam się osaczona i samotna jak nigdy wcześniej.

W końcu postanowiłam pójść do psychologa.

– Pani Anno – powiedziała terapeutka – najważniejsze jest to, czego pani chce i potrzebuje. Nie można żyć tylko dla innych.

To była pierwsza osoba od dawna, która pozwoliła mi poczuć własne emocje bez poczucia winy.

Dziś minęły trzy miesiące od tamtego dnia. Nadal nie podjęłam ostatecznej decyzji. Paweł czeka cierpliwie, dzieci pytają coraz rzadziej, rodzina powoli milknie.

Ale ja nadal nie wiem… Czy warto walczyć o coś, co już raz zostało zniszczone? Czy wybaczenie to akt siły czy słabości? A może najważniejsze jest to, by w końcu zacząć żyć dla siebie?

Czy ktoś z was był kiedyś w podobnej sytuacji? Jak podjęliście decyzję?