„Nie zostawię cię, braciszku” – historia dziesięcioletniej Zosi i jej niezwykłej obietnicy
– Mamo, a co będzie ze Stasiem, jak dorośniemy? – zapytałam pewnego wieczoru, kiedy mama znowu próbowała ukryć łzy, myjąc naczynia po kolacji. Staś, mój młodszy brat, miał wtedy siedem lat i od urodzenia poruszał się na wózku. Wszyscy mówili, że jest wyjątkowy, ale ja widziałam przede wszystkim jego smutne oczy, kiedy dzieci z podwórka biegały za piłką, a on tylko patrzył przez okno.
Mama zamarła z talerzem w ręku. Tata, który właśnie wrócił z pracy, spojrzał na mnie spod zmarszczonych brwi. – Zosiu, dlaczego pytasz? – zapytał cicho.
– Bo ja chcę się nim opiekować. Zawsze. Nawet jak będę dorosła. Nie chcę, żeby był sam – powiedziałam stanowczo, choć głos mi drżał. Wtedy jeszcze nie rozumiałam, jak wielkie znaczenie będą miały te słowa.
W naszym domu w Radomiu życie kręciło się wokół Stasia. Mama rzuciła pracę, żeby być przy nim cały czas. Tata brał nadgodziny, żeby starczyło na rehabilitację i leki. Ja… ja byłam tą „zdrową”, która miała nie sprawiać kłopotów. Ale czułam się coraz bardziej niewidzialna.
Pamiętam, jak pewnego dnia wróciłam ze szkoły z dyplomem za konkurs recytatorski. Staś miał wtedy atak padaczki i wszyscy biegali wokół niego. Mój dyplom leżał na stole przez tydzień, zanim ktoś go zauważył.
Ale nie miałam żalu do Stasia. Kochałam go najbardziej na świecie. Wieczorami opowiadałam mu bajki, śpiewałam piosenki i wymyślałam zabawy, w których mógł brać udział bez wychodzenia z łóżka. Czasem tylko marzyłam, żeby ktoś zapytał: „A co u ciebie, Zosiu?”
Tamtego wieczoru po mojej deklaracji zapadła cisza. Mama usiadła obok mnie na kanapie i przytuliła mnie mocno.
– Kochanie… To bardzo piękne, co mówisz. Ale to ogromna odpowiedzialność. Nie musisz się tym martwić teraz – powiedziała łagodnie.
– Ale ja chcę! – upierałam się. – Przecież Staś to mój brat! Nie oddam go do żadnego domu opieki!
Tata westchnął ciężko i wyszedł do drugiego pokoju. Słyszałam potem ich rozmowę przez cienką ścianę:
– Ona ma dopiero dziesięć lat… Nie możemy jej tego pozwolić.
– Ale widzisz, jak bardzo się boi o Stasia? Może powinniśmy z nią porozmawiać poważnie…
Od tamtej pory coś się zmieniło. Rodzice zaczęli częściej rozmawiać ze mną o przyszłości Stasia. Mama tłumaczyła mi, że nie zawsze będę musiała być odpowiedzialna za brata, że mam prawo do własnego życia. Ale ja już wtedy wiedziałam swoje.
W szkole dzieci śmiały się ze mnie, że „ciągle muszę wracać do domu”, bo nie mogłam zostać na podwórku tak długo jak one. Nauczycielka raz zapytała: – Zosiu, czy ty masz w ogóle czas na zabawę?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Bo przecież moją zabawą było układanie puzzli ze Stasiem albo czytanie mu książek.
Najtrudniejsze były święta. Wszyscy krewni przyjeżdżali i każdy pytał: – Jak tam Staś? A ja siedziałam w kącie i czułam się coraz bardziej przezroczysta.
Pewnego dnia Staś zapytał mnie szeptem:
– Zosiu… czy ty mnie kochasz nawet wtedy, jak jestem taki?
Zatkało mnie. Przytuliłam go mocno i powiedziałam:
– Najbardziej na świecie! I zawsze będę przy tobie.
Wtedy postanowiłam napisać list do rodziców. Napisałam w nim: „Proszę was, nie oddawajcie Stasia do żadnego domu opieki, nawet jak będziecie starzy. Ja się nim zajmę.” Położyłam list na stole w kuchni.
Mama płakała przez pół nocy. Tata długo milczał, potem przyszedł do mnie do pokoju.
– Zosiu… To bardzo odważne i piękne, ale nie chcemy cię obciążać naszymi problemami.
– To nie problem! To mój brat! – krzyknęłam przez łzy.
Od tej pory zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim otwarcie. Rodzice zapisali mnie na terapię dla rodzeństwa dzieci z niepełnosprawnościami. Tam poznałam innych takich jak ja – dzieci niewidzialne dla świata dorosłych.
Z czasem nauczyłam się mówić o swoich potrzebach. Mama zaczęła pytać: – Co u ciebie w szkole? Tata zabierał mnie czasem na lody tylko we dwoje. Ale najważniejsze było to, że Staś wiedział: nigdy go nie zostawię.
Dziś mam siedemnaście lat i wiem już więcej o życiu niż większość moich rówieśników. Czasem boję się przyszłości – co będzie, gdy rodziców zabraknie? Czy dam radę pogodzić własne marzenia z opieką nad bratem?
Ale jedno wiem na pewno: miłość do Stasia jest silniejsza niż strach.
Czy ktoś z was też musiał dorastać szybciej przez chorobę bliskiej osoby? Jak pogodzić własne życie z odpowiedzialnością za tych, których kochamy najbardziej?