Zdrada, którą ukryli przede mną własni synowie – jak wyjazd za granicę zniszczył moją rodzinę

– Mamo, nie dzwoń teraz, tata śpi – usłyszałam w słuchawce głos mojego starszego syna, Pawła. Była sobota, godzina dziewiąta wieczorem. W Niemczech właśnie kończyłam zmianę w hotelu, zmęczona i tęskniąca za domem. Chciałam tylko usłyszeć głos męża, zapytać, jak minął mu dzień. Zamiast tego dostałam chłodną odpowiedź i szybkie rozłączenie.

Od kilku miesięcy czułam, że coś jest nie tak. Mąż, Andrzej, coraz rzadziej odbierał telefon. Synowie – Paweł i młodszy Michał – byli jacyś zdystansowani, jakby bali się ze mną rozmawiać. Tłumaczyłam sobie, że może są zajęci szkołą, że Andrzej jest zmęczony pracą w warsztacie. Ale serce matki czuje więcej niż rozum.

Pewnego dnia, po pracy, koleżanka z pokoju, Jola, pokazała mi zdjęcia z Facebooka. – Zobacz, Marysia, twoja rodzina chyba dobrze się bawi – powiedziała z przekąsem. Na zdjęciu był Andrzej na grillu u sąsiadów. Obok niego stała jakaś kobieta – młoda, uśmiechnięta blondynka w czerwonej sukience. Trzymała go za rękę. A obok nich… moi synowie. Uśmiechnięci, jakby wszystko było w najlepszym porządku.

Zrobiło mi się słabo. Przez chwilę nie mogłam oddychać. – To jakaś pomyłka – wyszeptałam. Ale Jola tylko wzruszyła ramionami: – Marysia, nie bądź naiwna. Wszyscy tu wiedzą, co się dzieje w Polsce, kiedy kobieta wyjeżdża do pracy za granicę.

Przez całą noc przewracałam się z boku na bok. W głowie miałam tysiące myśli: Może to kuzynka? Może koleżanka? Ale dlaczego trzyma Andrzeja za rękę? Dlaczego moi synowie nic mi nie powiedzieli?

Następnego dnia zadzwoniłam do Michała. – Synku, kto to jest ta pani na zdjęciu z grilla? – zapytałam drżącym głosem.

Po drugiej stronie zapadła cisza. – Mamo… to tylko znajoma taty…

– Michał! Nie kłam mi! – krzyknęłam przez łzy.

W końcu wydukał: – Tata powiedział, żebyśmy ci nic nie mówili…

Zamarłam. Poczułam się zdradzona nie tylko przez męża, ale i przez własne dzieci. Przecież to dla nich wyjechałam! To dla nich znosiłam upokorzenia w pracy, tęsknotę i samotność! Wszystko po to, żeby mieli lepsze życie…

Przez kolejne dni chodziłam jak struta. Nie mogłam jeść ani spać. W pracy robiłam wszystko mechanicznie, a w głowie miałam tylko jedno pytanie: Dlaczego? Dlaczego moi synowie postanowili ukryć przede mną prawdę?

W końcu zebrałam się na odwagę i zadzwoniłam do Andrzeja. Odebrał po kilku sygnałach.

– Czego chcesz? – zapytał chłodno.

– Chcę wiedzieć prawdę – odpowiedziałam cicho. – Kim jest ta kobieta?

Usłyszałam westchnienie. – Marysia… Ty tam sobie żyjesz w Niemczech, a ja tu jestem sam…

– Sam?! Masz dwóch synów! Masz dom! Wszystko ci zostawiłam! – krzyczałam przez łzy.

– Ty wybrałaś wyjazd – odpowiedział spokojnie. – Ja musiałem sobie jakoś radzić.

Rozłączył się.

Tego wieczoru długo płakałam. Czułam się jak najgorsza matka i żona na świecie. Przypomniały mi się wszystkie te plotki, które słyszałam od innych Polek: „Wyjechałaś? To pewnie szukasz bogatego Niemca!” Albo: „Zostawiłaś rodzinę? To nie dziw się, że mąż sobie kogoś znalazł!”

Ale ja nie wyjechałam dla siebie! Wyjechałam dla nich! Żeby Paweł i Michał mogli studiować, żeby Andrzej nie musiał dorabiać po nocach…

Po kilku dniach napisał do mnie Paweł: „Mamo, przepraszam. Tata kazał nam milczeć. Bałem się mu sprzeciwić.”

Odpisałam tylko: „Synu, zawsze możesz powiedzieć mi prawdę. Nawet jeśli boli.”

W pracy zaczęły pojawiać się plotki o mnie. Jedna z koleżanek powiedziała: – Marysia, słyszałam, że twój mąż już dawno ma inną…

Zacisnęłam zęby i udawałam, że mnie to nie rusza. Ale w środku czułam się jak wrak człowieka.

W końcu postanowiłam wrócić do Polski na kilka dni. Chciałam spojrzeć Andrzejowi w oczy i porozmawiać z synami twarzą w twarz.

Kiedy weszłam do domu, poczułam obcość. W salonie stały nowe zasłony, których nie wybierałam. Na stole leżały damskie czasopisma.

Andrzej siedział w kuchni z tą kobietą – Ewą. Była młodsza ode mnie o dziesięć lat.

– Czego tu szukasz? – zapytał Andrzej bez cienia emocji.

– Chciałam zobaczyć moją rodzinę – odpowiedziałam drżącym głosem.

Ewa spojrzała na mnie z politowaniem. – Może powinnaś była zostać w domu zamiast jeździć po świecie?

Poczułam, jakby ktoś uderzył mnie w twarz.

Paweł i Michał stali w przedpokoju i patrzyli na mnie ze wstydem.

– Mamo… przepraszamy… – wyszeptał Michał.

Nie miałam siły krzyczeć ani płakać. Po prostu wyszłam z domu i poszłam przed siebie.

Dziś siedzę sama w wynajętym pokoju w Niemczech i zastanawiam się nad swoim życiem. Czy naprawdę bycie dobrą matką oznacza poświęcenie wszystkiego dla innych? Czy warto było znosić samotność i upokorzenia dla ludzi, którzy potrafili mnie tak łatwo zdradzić?

Może powinnam była myśleć więcej o sobie? A może to ja popełniłam błąd wierząc, że rodzina zawsze będzie lojalna?

Czy ktoś z was też poczuł się kiedyś zdradzony przez najbliższych? Jak poradzić sobie z takim bólem?