„Mamo, sprzedaj dom” – historia o stracie, rodzinie i poszukiwaniu własnego miejsca

— Mamo, sprzedaj dom — powiedziała Lejla, patrząc na mnie z tym swoim upartym błyskiem w oczach. Siedziałyśmy w kuchni, a za oknem deszcz bębnił o parapet, jakby chciał zagłuszyć ciszę, która zapadła po jej słowach. Przez chwilę miałam wrażenie, że się przesłyszałam. Przecież ten dom to wszystko, co nam zostało po twoim ojcu, Lejlo. To tutaj uczyłaś się chodzić, tutaj płakałaś po pierwszym złamanym sercu, tutaj świętowaliśmy każde Boże Narodzenie. Jak możesz tak po prostu… — urwałam, bo głos mi się załamał.

Lejla spuściła wzrok. — Mamo, nie rozumiesz… My z Pawłem nie mamy szans na własne mieszkanie. Kredytów nie dostaniemy, ceny są kosmiczne. Ten dom jest za duży na ciebie samą. Przecież wiesz, że się tu męczysz — mówiła cicho, ale stanowczo. Poczułam, jak narasta we mnie gniew i bezsilność jednocześnie.

— To nie jest tylko dom! To całe moje życie! — wybuchłam. — Jak możesz prosić mnie o coś takiego? Czy naprawdę myślisz tylko o sobie?

Lejla wstała gwałtownie od stołu. — Nie rozumiesz mnie, mamo! Zawsze wszystko musi być po twojemu! Nigdy nie słuchasz, co ja czuję! — jej głos drżał od emocji. Wybiegła z kuchni, trzaskając drzwiami.

Zostałam sama z szumem deszczu i ciężarem wspomnień. Przeszłam przez dom — dotykałam ścian, które sama malowałam z Markiem, moim mężem. W salonie wciąż stało jego ulubione krzesło; w sypialni pachniało jego wodą kolońską, choć minęło już siedem lat od jego śmierci. Każdy kąt tego domu był przesiąknięty naszym życiem.

Wieczorem zadzwoniła do mnie siostra, Ania. — Słyszałam, że Lejla chce sprzedać dom — zaczęła bez ogródek. — Może to nie taki zły pomysł? Sama wiesz, ile kosztuje utrzymanie tego wszystkiego.

— Aniu, to nie jest kwestia pieniędzy — odpowiedziałam zmęczonym głosem. — To kwestia… wszystkiego innego.

— Ale czy naprawdę chcesz tu zostać sama? Dzieci mają swoje życie. Może czas pomyśleć o sobie?

Nie spałam tej nocy. Wpatrywałam się w sufit i próbowałam sobie przypomnieć moment, kiedy Lejla przestała być moją małą dziewczynką. Kiedy zaczęła patrzeć na mnie jak na przeszkodę do własnego szczęścia? Czy to ja ją zawiodłam? Czy byłam zbyt wymagająca? Zbyt surowa?

Następnego dnia Paweł przyszedł do mnie sam. Był spięty, nerwowo bawił się obrączką na palcu.

— Pani Mario… wiem, że to trudne. Ale Lejli bardzo zależy na tym mieszkaniu. Chcemy mieć dzieci… A tu nie mamy szans na własny kąt.

Spojrzałam na niego uważnie. Był dobrym człowiekiem, ale czułam do niego żal — za to, że zabiera mi córkę, za to, że stawia mnie przed takim wyborem.

— A co ze mną? — zapytałam cicho. — Gdzie ja mam pójść?

Paweł spuścił głowę. — Możemy pani pomóc znaleźć coś mniejszego… Może kawalerkę blisko nas? Nie chcemy pani zostawiać samej.

Poczułam się jak mebel do przestawienia z miejsca na miejsce. Czy naprawdę jestem już tylko przeszkodą?

Przez kolejne dni unikałam rozmów z Lejlą. Udawałyśmy przed sobą nawzajem, że wszystko jest po staremu: ja gotowałam jej ulubioną pomidorową, ona pomagała mi w ogrodzie. Ale między nami wisiało coś ciężkiego i niewypowiedzianego.

Pewnego wieczoru znalazłam w szufladzie stary album ze zdjęciami. Na jednym z nich Lejla miała może pięć lat — siedziała na kolanach Marka i śmiała się do obiektywu. Byliśmy wtedy szczęśliwi. Czy dom bez tych wspomnień będzie jeszcze domem?

W końcu zebrałam się na odwagę i zaprosiłam Lejlę na rozmowę.

— Lejla… Chcę ci coś powiedzieć — zaczęłam niepewnie. — Wiem, że chcesz dla siebie lepszego życia. Rozumiem to. Ale ten dom… to wszystko, co mi zostało po tacie i po waszym dzieciństwie. Boję się go stracić tak samo jak kiedyś bałam się stracić was.

Lejla usiadła naprzeciwko mnie i po raz pierwszy od dawna zobaczyłam w jej oczach łzy.

— Mamo… Ja też się boję. Boję się, że nigdy nie będziemy mieć swojego miejsca. Boję się, że cię zranię tym wszystkim… Ale czuję się bezradna.

Objęłyśmy się długo i obie płakałyśmy.

Minęły tygodnie pełne rozmów i kłótni. Rodzina podzieliła się na dwa obozy: jedni mówili „sprzedaj”, drudzy „zachowaj”. Ja sama nie wiedziałam już, czego chcę.

W końcu podjęłam decyzję: wystawiłam dom na sprzedaż. Ale zanim to zrobiłam, poprosiłam Lejlę i Pawła o jedno: żebyśmy ostatni raz spędzili tu razem święta Bożego Narodzenia.

Przy stole było dużo śmiechu i łez. Każdy kąt domu był pełen ludzi i wspomnień. Wtedy zrozumiałam coś ważnego: dom to nie ściany ani dach nad głową. Dom to ludzie i chwile spędzone razem.

Dziś mieszkam w małym mieszkaniu niedaleko Lejli i Pawła. Często odwiedzają mnie z wnuczką Zosią. Czasem tęsknię za starym domem — za zapachem jabłek w piwnicy i skrzypieniem schodów o świcie. Ale wiem już jedno: dom można stracić, ale rodziny nie wolno porzucić.

Czy mogłam postąpić inaczej? Czy można pogodzić własne potrzeby z marzeniami dzieci? Czasem myślę o tym godzinami… Może wy mi powiecie: co wy byście zrobili na moim miejscu?