Ciężar wolności: Moje życie między matką a żoną
— Gdzie jest mój portfel?! — wrzasnąłem, przeszukując szuflady w kuchni. Była 6:30 rano, a ja już byłem spóźniony do pracy. W drzwiach stanęła teściowa, pani Halina, z miną jakby właśnie odkryła, że ktoś jej ukradł złote kolczyki. — Portfel? Leżał na stole, więc schowałam do szafki z lekami. Tu się wszystko gubi przez wasz bałagan! — odparła z wyrzutem.
Zacisnąłem zęby. To był kolejny poranek z cyklu „Halina rządzi światem”. Mieszkaliśmy u niej od trzech lat, odkąd urodziła się nasza córka, Lena. Na początku wydawało się to rozsądne — ja, Paweł, miałem pracę w banku, żona Aneta była na urlopie macierzyńskim, a Halina obiecała pomoc przy dziecku. Szybko jednak okazało się, że „pomoc” oznacza całkowitą kontrolę nad naszym życiem.
— Paweł, nie podnoś głosu przy dziecku! — krzyknęła Aneta z sypialni. — Lena jeszcze śpi!
— To nie ja podnoszę głos, tylko twoja mama znowu schowała moje rzeczy! — odpowiedziałem przez zaciśnięte zęby.
Halina spojrzała na mnie z pogardą. — Gdybyś był bardziej poukładany, nie musiałabym po tobie sprzątać!
Wyszedłem z kuchni trzaskając drzwiami. W drodze do pracy czułem się jak zbity pies. Znowu awantura o drobiazgi. Znowu poczucie, że nie mam prawa do własnej przestrzeni. Nawet w łazience nie mogłem zostawić szczoteczki do zębów tam, gdzie chciałem — Halina miała na wszystko swój system.
Wieczorem wróciłem do domu później niż zwykle. W salonie siedziały obie kobiety mojego życia: żona i jej matka. Lena bawiła się na dywanie klockami.
— Paweł, musimy porozmawiać — zaczęła Aneta, patrząc na mnie poważnie. — Mama mówi, że jesteś ostatnio bardzo nerwowy. Może powinieneś odpocząć?
— Odpocząć? — prychnąłem. — Może powinienem po prostu wyprowadzić się stąd i zacząć żyć po swojemu?
Halina natychmiast się wtrąciła: — Jeśli ci tu tak źle, droga wolna! Ale pamiętaj, że Aneta i Lena zostają ze mną. Ja tu jestem u siebie.
Spojrzałem na żonę. Miała łzy w oczach. — Paweł… Ja nie dam rady sama z Leną. Mama mi pomaga…
— Pomaga? Czy raczej decyduje za nas o wszystkim? Nawet nie mogę kupić Lenie zabawki bez twojej zgody! — wybuchłem.
— Bo wydajesz pieniądze na głupoty! — Halina nie odpuszczała. — Dziecko potrzebuje porządku i zasad!
— A ja potrzebuję własnego domu! — krzyknąłem.
Wyszedłem na balkon, żeby ochłonąć. W głowie miałem mętlik. Czy naprawdę jestem taki słaby? Czy to ja jestem problemem?
Następnego dnia w pracy nie mogłem się skupić. Kolega z biura, Tomek, zauważył mój nastrój.
— Co jest, stary? Wyglądasz jakbyś spał pod mostem.
Opowiedziałem mu wszystko. O Halinie, o tym jak czuję się jak gość we własnym życiu.
— Paweł, musisz coś zmienić. Albo postawisz sprawę jasno, albo będziesz tak gnił do końca życia — powiedział bez ogródek.
Wieczorem wróciłem do domu wcześniej niż zwykle. Aneta siedziała sama w kuchni.
— Musimy pogadać — zacząłem spokojnie. — Kocham cię i naszą córkę. Ale nie mogę dłużej mieszkać z twoją mamą. Albo się wyprowadzamy razem, albo…
Aneta spuściła wzrok. — Boję się… Nie dam rady sama wszystkiego ogarnąć…
— Dasz radę. Pomogę ci. Przecież to nasze życie! Chcę być ojcem dla Leny, a nie tylko weekendowym gościem w jej świecie.
W tym momencie weszła Halina.
— O czym tu tak szeptacie? Znowu jakieś tajemnice przede mną?
— Mamo, proszę cię… To nasza sprawa — powiedziała Aneta cicho.
— Wasza sprawa?! Gdyby nie ja, Lena by chodziła brudna i głodna! Ty nawet obiadu nie umiesz ugotować bez mojej pomocy!
Zacisnąłem pięści tak mocno, że aż zbielały mi knykcie.
— Dość! — powiedziałem stanowczo. — Mamo Anety, dziękujemy za wszystko, ale czas najwyższy żyć na własny rachunek. Od przyszłego miesiąca wynajmujemy mieszkanie.
Halina aż pobladła ze złości.
— To zobaczymy, ile wytrzymacie bez mojej pomocy! — syknęła i wyszła trzaskając drzwiami.
Przez kolejne dni atmosfera była gęsta jak śmietana przed świętami. Aneta płakała po nocach, Lena była rozdrażniona, a ja czułem się winny wszystkiemu.
W końcu nadszedł dzień przeprowadzki. Spakowaliśmy kilka walizek i wynajęliśmy małe dwupokojowe mieszkanie na obrzeżach miasta. Pierwsze tygodnie były trudne: Aneta musiała nauczyć się gotować i prać sama, Lena płakała za babcią, a ja po pracy biegałem między sklepami a domem.
Ale coś się zmieniło. Po raz pierwszy od lat poczułem się wolny. Mogłem zostawić portfel na stole i nikt go nie chował. Mogłem kupić Lenie lody bez konsultacji z Haliną.
Pewnego wieczoru usiedliśmy z Anetą przy herbacie.
— Wiesz… Może nie jest łatwo, ale czuję się lepiej niż kiedykolwiek — powiedziała żona cicho.
Uśmiechnąłem się do niej i pocałowałem ją w czoło.
Czasem odwiedzamy Halinę z Leną w weekendy. Nadal próbuje nami rządzić, ale teraz to my decydujemy kiedy i jak długo zostaniemy.
Często zastanawiam się: ilu ludzi tkwi w takich układach tylko dlatego, że boi się zrobić pierwszy krok? Czy naprawdę wygoda jest ważniejsza od wolności? A może czasem trzeba wszystko stracić, żeby wreszcie poczuć się sobą?