Najbardziej bolało mnie nie to, z kim mnie zdradził, ale dlaczego: trzydzieści lat małżeństwa i jedna rozmowa, która wszystko zmieniła
– Nie wiem, jak mam ci to powiedzieć… – głos Andrzeja drżał, a ja patrzyłam na niego przez parujące szklanki herbaty. Był listopadowy wieczór, deszcz bębnił o parapet, a w kuchni pachniało jeszcze pieczonym jabłkiem. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie przy tym samym stole, przy którym przez trzydzieści lat dzieliliśmy śniadania, śmiechy i ciche łzy. Ale tej nocy czułam, że coś się kończy.
– Po prostu powiedz – wyszeptałam. W środku byłam już pusta. Przez ostatnie tygodnie czułam, że coś się zmienia. Andrzej wracał później z pracy, unikał mojego wzroku, coraz częściej zamykał się w swoim świecie. Ale nigdy nie sądziłam, że usłyszę to, co za chwilę miało paść.
– Zdradziłem cię – powiedział cicho. – Przepraszam.
Nie pamiętam, jak długo siedziałam w milczeniu. Słowa odbijały się echem w mojej głowie. Zdradziłem cię. Przepraszam. Zdradziłem cię. Przepraszam. Wpatrywałam się w jego dłonie – te same, które przez lata trzymały mnie za rękę na spacerach po Starym Mieście, które głaskały mnie po włosach, kiedy nie mogłam zasnąć.
– Z kim? – zapytałam w końcu, choć to pytanie wydawało mi się absurdalne. Jakby to miało coś zmienić.
– To nie jest ważne… – zaczął, ale przerwałam mu gestem.
– Dla mnie jest.
– Z koleżanką z pracy. Z Anetą.
Aneta. Młodsza ode mnie o dziesięć lat, zawsze uśmiechnięta, z idealnie ułożonymi włosami i paznokciami. Pamiętałam ją z firmowych spotkań – wydawała się sympatyczna, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że mogłaby być zagrożeniem.
Ale najbardziej bolało mnie nie to, z kim mnie zdradził. Bolało mnie dlaczego. Dlaczego po tylu latach wspólnego życia, po wychowaniu dwójki dzieci, po przejściu przez śmierć mojej mamy i jego zwolnienie z pracy pięć lat temu… Dlaczego właśnie teraz?
– Dlaczego? – zapytałam cicho.
Andrzej spuścił wzrok. – Nie wiem… Może dlatego, że poczułem się niewidzialny. W domu wszystko było przewidywalne. Ty zawsze zajęta pracą, wnukami… Ja też byłem zmęczony codziennością. A ona… ona po prostu mnie zauważyła.
Poczułam, jakby ktoś wyciągnął mi dywan spod nóg. Czy naprawdę przez te wszystkie lata nie zauważyłam, że mój mąż czuje się samotny? Czy naprawdę przestałam go widzieć?
Przez kolejne dni chodziłam jak cień po naszym mieszkaniu na warszawskim Ursynowie. Dzieci już dawno wyprowadziły się na swoje, wnuki widywaliśmy w weekendy. Nasze życie stało się ciche i przewidywalne – może aż za bardzo? Przypomniałam sobie nasze wspólne poranki: on robił kawę, ja czytałam gazetę. Czasem rozmawialiśmy o polityce albo o tym, co słychać u dzieci. Ale coraz częściej milczeliśmy.
Zadzwoniła do mnie córka, Marta:
– Mamo, wszystko w porządku? Jesteś jakaś nieobecna ostatnio.
Nie potrafiłam jej odpowiedzieć. Jak powiedzieć własnemu dziecku, że ojciec ją zdradził? Że wszystko, co budowaliśmy przez trzydzieści lat, rozsypało się w jednej chwili?
Andrzej próbował rozmawiać:
– Haniu… Przepraszam cię jeszcze raz. To był błąd. Chcę to naprawić.
Ale czy można naprawić coś takiego? Czy można wybaczyć zdradę tylko dlatego, że ktoś poczuł się niewidzialny?
Zaczęliśmy chodzić na terapię dla par. Psycholog pytała nas o nasze potrzeby, o to, co nas boli i czego nam brakuje. Andrzej mówił o samotności i rutynie. Ja mówiłam o strachu przed starością i o tym, jak bardzo boję się zostać sama.
W pewnym momencie podczas jednej z sesji wybuchłam:
– Najbardziej boli mnie nie to, z kim mnie zdradziłeś! Boli mnie to, że nie potrafiłeś mi powiedzieć wcześniej, że coś jest nie tak! Że zamiast porozmawiać ze mną jak dawniej, wybrałeś kogoś obcego!
Andrzej milczał długo. Potem tylko szepnął:
– Bałem się twojej reakcji… Bałem się, że uznasz mnie za słabego.
Wtedy dotarło do mnie coś jeszcze bardziej bolesnego: przez te wszystkie lata byliśmy razem, ale każdy z nas miał swoje lęki i żale, których nie potrafił wypowiedzieć na głos.
Minęły miesiące. Próbowaliśmy odbudować zaufanie – powoli i nieporadnie. Były dni lepsze i gorsze. Czasem łapałam się na tym, że patrzę na Andrzeja i widzę w nim obcego człowieka. Innym razem przypominałam sobie nasze wspólne chwile: pierwszy taniec na studiach w Krakowie, narodziny syna Pawła, wakacje nad Mazurami.
Pewnego wieczoru usiedliśmy razem na balkonie – jak dawniej – i patrzyliśmy na światła miasta.
– Myślisz, że jeszcze możemy być szczęśliwi? – zapytałam cicho.
Andrzej ujął moją dłoń.
– Nie wiem… Ale chcę spróbować.
Nie wiem, jak potoczy się nasza historia dalej. Może nauczymy się rozmawiać ze sobą na nowo. Może już zawsze będzie między nami cień tej zdrady. Ale jedno wiem na pewno: najtrudniejsze pytania to te bez odpowiedzi.
Czy można wybaczyć komuś nie samą zdradę, ale powód dla którego do niej doszło? Czy można jeszcze zaufać komuś, kto przez lata był najbliższy na świecie? Może czasem największa zdrada to ta codzienna – kiedy przestajemy widzieć siebie nawzajem.