Między domem a poświęceniem: Czy muszę oddać wszystko dla teściowej?

– Aniu, musisz to zrozumieć. To dla mnie za trudne. Ja już nie dam rady mieszkać sama – głos teściowej, pani Haliny, drżał, ale był stanowczy. Siedziała naprzeciwko mnie przy kuchennym stole, jej palce nerwowo bębniły o blat.

Czułam, jak serce wali mi w piersi. W tej kuchni, w moim domu, który z mężem, Tomkiem, remontowaliśmy przez lata, nagle poczułam się jak intruz.

– Ale mamo… – zaczęłam niepewnie, szukając wsparcia w oczach Tomka. On jednak patrzył w okno, jakby nagle zainteresowały go gołębie na parapecie.

– Aniu, ona ma rację – odezwał się w końcu cicho. – Mama jest sama. Tata nie żyje już trzy lata. Może powinniśmy się zastanowić…

Zacisnęłam dłonie na kubku z herbatą tak mocno, że aż zabolały mnie palce. W głowie dudniło mi jedno pytanie: czy naprawdę muszę poświęcić wszystko, co mam, dla wygody teściowej?

Nie tak wyobrażałam sobie rodzinę. Zawsze byłam przekonana, że Halina mnie lubi. Po ślubie z Tomkiem przyjęła mnie ciepło, pomagała przy dzieciach, przynosiła domowe ciasta. Ale od śmierci teścia coś się zmieniło. Stała się bardziej wymagająca, coraz częściej dzwoniła z prośbami o zakupy czy drobne naprawy. Z czasem jej prośby zamieniły się w żądania.

A teraz…

– Sprzedajcie ten dom i zamieszkajmy razem w moim mieszkaniu – powiedziała nagle Halina. – Tam jest bliżej do lekarza, do sklepu. Ja już nie chcę być sama.

Poczułam, jakby ktoś wylał na mnie kubeł lodowatej wody.

– Mamo, ale my tu mamy wszystko… Dzieci mają szkołę za rogiem, ja pracę…

– Pracę można zmienić – przerwała mi ostro. – A dzieci? Dzieci się przyzwyczają. Ja już nie mam siły na samotność.

Tomek milczał. Wiedziałam, że jest rozdarty. Zawsze był maminsynkiem, ale nigdy nie sądziłam, że stanie po jej stronie przeciwko mnie.

Wieczorem długo nie mogłam zasnąć. Słyszałam ciche rozmowy Tomka z matką przez telefon. Gdy wrócił do sypialni, udawałam, że śpię.

Następnego dnia próbowałam porozmawiać z nim szczerze.

– Tomek, to nasz dom. Tu są nasze wspomnienia…

– Wiem – westchnął ciężko. – Ale mama jest sama. Boję się o nią.

– A o mnie się nie boisz? O nas?

Spojrzał na mnie bezradnie.

– Aniu… To tylko dom.

Tylko dom? Dla niego to tylko dom? Przecież tu urodziły się nasze dzieci! Tu płakałam po poronieniu, tu śmialiśmy się z pierwszych kroków Maćka i Zosi. Każda ściana była świadkiem naszego życia.

Przez kolejne dni atmosfera w domu była napięta jak struna. Dzieci wyczuwały napięcie. Zosia przestała jeść śniadania, Maciek coraz częściej zamykał się w swoim pokoju.

W weekend przyszła Halina z ciastem i kolejną porcją argumentów.

– Aniu, ja wiem, że ci ciężko – zaczęła słodkim tonem. – Ale pomyśl o tym logicznie. Wasz dom jest duży, drogi w utrzymaniu. Moje mieszkanie jest wygodne i blisko wszystkiego.

– Mamo, ale ja nie chcę mieszkać w bloku! – wybuchłam nagle. – Nie chcę sprzedawać domu!

Halina spojrzała na mnie z wyrzutem.

– Myślałam, że jesteś dobrą żoną i synową…

Poczułam łzy pod powiekami. Czy naprawdę jestem złą żoną tylko dlatego, że chcę mieć własny kąt?

Po tej rozmowie Tomek zaczął coraz częściej nocować u matki „żeby jej pomóc”. Zostawałam sama z dziećmi i narastającym poczuciem winy.

Pewnego wieczoru zadzwoniła do mnie moja mama.

– Aniu, co się dzieje? Słyszałam od sąsiadki Haliny, że planujecie sprzedać dom?

Zaczęłam płakać do słuchawki jak dziecko.

– Mamo… Ja nie chcę…

– Kochanie – powiedziała cicho – nie możesz poświęcać siebie dla innych bez końca.

Tej nocy podjęłam decyzję. Musiałam zawalczyć o siebie.

Następnego dnia poprosiłam Tomka o rozmowę.

– Albo jesteśmy rodziną i zostajemy tu razem, albo…

Nie dokończyłam. Spojrzał na mnie ze łzami w oczach.

– Aniu… Ja nie wiem…

Wiedziałam już wszystko.

Przez kolejne tygodnie żyliśmy jak obcy ludzie pod jednym dachem. Halina coraz częściej dzwoniła do Tomka z pretensjami: „Jak możesz zostawiać matkę samą?”, „Ania cię zmienia”, „Kiedyś byłeś inny”.

Dzieci zaczęły pytać: „Mamo, czy tata nas zostawi?”

Serce mi pękało.

W końcu Tomek spakował walizkę i wyprowadził się do matki „na próbę”.

Zostałam sama z dziećmi w pustym domu pełnym wspomnień i żalu.

Każdego dnia zadawałam sobie pytanie: czy naprawdę jestem winna Halinie aż tyle? Czy muszę poświęcić swoje życie dla jej wygody?

Czasem patrzę na zdjęcia z dawnych lat i zastanawiam się: gdzie popełniłam błąd? Czy można być dobrą żoną i synową jednocześnie nie tracąc siebie?

A może czasem trzeba wybrać siebie?

Czy wy też kiedyś musieliście wybierać między sobą a rodziną? Jak podjęliście tę decyzję?