Cześć. Jestem żoną. Czy mogę wejść? – Opowieść o zdradzie, rodzinie i sile przebaczenia

— Cześć. Jestem żoną. Czy mogę wejść?

Moje słowa zawisły w powietrzu, ciężkie jak ołów. Stałam na wycieraczce przed naszym mieszkaniem na warszawskim Ursynowie, z kluczami w dłoni, ale nie miałam odwagi ich użyć. Zza drzwi dobiegały śmiechy – kobiecy i męski, zbyt swobodne, zbyt intymne. Przez chwilę miałam ochotę uciec, udawać, że to nie moje życie, nie mój problem. Ale przecież byłam żoną. Żoną Michała.

Weszłam bez pukania. W przedpokoju stały damskie buty na obcasie – nie moje. Z kuchni dobiegł mnie zapach kawy i śmiech tej kobiety. Michał siedział przy stole naprzeciwko niej, a ona trzymała w ręku nasz ulubiony kubek z napisem „Najlepsza żona świata”.

— O, cześć, Karolina — powiedział Michał, jakby nic się nie stało. — Poznaj Olgę, koleżankę z pracy.

Olga uśmiechnęła się do mnie szeroko, zbyt szeroko. Miała na sobie koszulę Michała. Poczułam, jak świat wiruje.

— Przyszłam po dokumenty — powiedziałam chłodno, choć w środku krzyczałam.

Zebrałam papiery z komody i wyszłam, trzaskając drzwiami. Na klatce schodowej zadzwoniłam do mojej siostry, Magdy.

— Magda, on mnie zdradza — wyszeptałam przez łzy.

— Przyjedź do mnie. Natychmiast.

U Magdy zawsze pachniało ciastem drożdżowym i bezpieczeństwem. Siedziałyśmy przy kuchennym stole, a ona głaskała mnie po włosach jak wtedy, gdy byłam mała i bałam się burzy.

— Może to tylko koleżanka? — próbowała mnie uspokoić.

— W jego koszuli? W naszym mieszkaniu? — prychnęłam przez łzy.

Magda westchnęła ciężko.

— Powiedz mu wszystko prosto w oczy. Nie możesz żyć w zawieszeniu.

Ale ja nie miałam siły. Przez kolejne dni chodziłam jak cień. Michał wracał późno, tłumaczył się nadgodzinami. Unikał mojego wzroku. Nasza córka Zosia pytała:

— Mamo, czemu tata jest taki smutny?

Nie umiałam jej odpowiedzieć.

W końcu zebrałam się na odwagę. Wieczorem, gdy Zosia już spała, usiadłam naprzeciwko Michała w salonie.

— Michał, powiedz mi prawdę. Kim jest Olga?

Milczał długo.

— To nic poważnego — powiedział w końcu. — Byłem zmęczony… Sam nie wiem…

— Zdradziłeś mnie?

Skinął głową.

Wybuchłam płaczem. Krzyczałam na niego, wyzywałam od tchórzy i kłamców. On tylko siedział ze spuszczoną głową.

Następnego dnia zadzwoniła jego matka, pani Teresa.

— Karolina, co ty wyprawiasz? Michał mówił mi, że robisz mu sceny! Przecież każdy facet czasem potrzebuje oddechu!

— Oddechu?! — wrzasnęłam do słuchawki. — On mnie zdradził!

— Przesadzasz! Zosia potrzebuje ojca! — syknęła teściowa i się rozłączyła.

Było mi jeszcze gorzej. W pracy nie mogłam się skupić – jestem nauczycielką polskiego w liceum i zawsze dawałam z siebie wszystko dla moich uczniów. Teraz patrzyli na mnie z troską:

— Proszę pani, wszystko w porządku?

Udawałam, że tak.

Wieczorami rozmawiałam z Magdą i naszym bratem Pawłem. Paweł był po rozwodzie i mówił:

— Nie pozwól sobie wejść na głowę! Jeśli raz zdradził, zrobi to znowu!

Ale ja pamiętałam nasze wspólne lata: pierwsze mieszkanie na kredyt, narodziny Zosi, wakacje nad Bałtykiem pod namiotem…

Michał próbował się tłumaczyć:

— Karolina, przepraszam… To był błąd… Kocham cię…

Nie wierzyłam mu. Ale kiedy Zosia zaczęła moczyć się w nocy ze stresu i pytać: „Mamo, czy tata już nas nie kocha?”, poczułam się rozdarta na pół.

Wtedy moja mama przyjechała z Białegostoku.

— Córeczko — powiedziała cicho — czasem trzeba wybaczyć dla dziecka… Ale jeśli nie potrafisz, nie zmuszaj się. Twoje szczęście też jest ważne.

Przez kolejne tygodnie żyliśmy jak współlokatorzy. Michał spał na kanapie w salonie. Ja zamykałam się w sypialni z Zosią. W pracy coraz częściej zostawałam po godzinach – byle tylko nie wracać do domu.

Pewnego dnia dostałam wiadomość od Olgi:

„Karolina, przepraszam. Nie wiedziałam, że Michał jest żonaty. Gdy się dowiedziałam – zerwałam kontakt.”

Nie wiedziałam już, co myśleć. Michał przyniósł mi kwiaty i list:

„Wiem, że cię zraniłem. Chcę walczyć o naszą rodzinę.”

Zosia zaczęła rysować nas troje trzymających się za ręce.

W końcu zgodziłam się pójść z Michałem na terapię małżeńską. Było ciężko – wypominaliśmy sobie wszystko: jego zdradę, moje wieczne pretensje o pieniądze i brak czasu dla siebie nawzajem.

Na święta przyjechała cała rodzina – mama, Magda z mężem i dziećmi oraz Paweł ze swoją nową partnerką. Przy stole wybuchła awantura:

— Karolina powinna go zostawić! — krzyczał Paweł.
— A kto jej pomoże wychować Zosię? Ty? — odgryzała się Magda.
— Dajcie jej spokój! — próbowała uciszyć wszystkich mama.
Teściowa siedziała naburmuszona i rzucała kąśliwe uwagi:
— Moja synowa zawsze była za dumna…

Po kolacji zamknęłam się w łazience i płakałam długo. W końcu spojrzałam w lustro i zapytałam siebie: „Czego ja chcę?”

Po Nowym Roku podjęliśmy decyzję: spróbujemy jeszcze raz – dla siebie i dla Zosi. Michał zmienił pracę na mniej stresującą, ja zaczęłam chodzić na jogę i spotykać się częściej z przyjaciółkami. Zosia przestała moczyć się w nocy.

Nie było łatwo zaufać ponownie. Każda spóźniona wiadomość od Michała bolała jak dawniej. Ale powoli zaczynaliśmy budować coś nowego – nie idealnego, ale prawdziwego.

Czasem myślę: czy można naprawdę wybaczyć zdradę? Czy lepiej walczyć o rodzinę czy o własne szczęście? A może jedno nie wyklucza drugiego?

Co wy byście zrobili na moim miejscu?