Wczoraj znów przyszły razem: matka i teściowa – ich prośby rozdzierają mi serce. Czy kobieta ma prawo wybrać siebie?
– Aniu, błagam cię, nie rób tego! – głos mojej matki drżał, a jej oczy były czerwone od płaczu. Stała w progu mojego mieszkania, ściskając w dłoniach chusteczkę. Obok niej teściowa, pani Halina, zaciśnięte usta i spojrzenie pełne wyrzutu. – Pomyśl o dzieciach, pomyśl o rodzinie! – dodała teściowa, jakby to miało być ostatecznym argumentem.
A ja stałam między nimi, czując jak moje serce rozdziera się na kawałki. W powietrzu wisiała cisza, którą przerywały tylko ich szlochy i moje urywane oddechy. Wczoraj znów przyszły razem – matka i teściowa – dwie kobiety, które przez całe życie próbowały mnie nauczyć, jak być „porządną żoną”, „dobra matką”, „cichą kobietą”.
Ale ja już nie mogłam. Po tym, co zrobił Tomek, mój mąż, nie potrafiłam już udawać. Zdradził mnie z koleżanką z pracy – wszyscy w naszym miasteczku już o tym wiedzieli. Plotki rozchodziły się szybciej niż dym z komina. W sklepie spożywczym sąsiadka patrzyła na mnie z litością, a ekspedientka szeptała coś do koleżanki za ladą. Wszyscy wiedzieli, tylko ja przez lata udawałam, że nie widzę sygnałów.
– Aniu, przecież on cię kocha! Każdemu może się zdarzyć błąd… – matka próbowała mnie przekonać, jakby zdrada była czymś, co można wymazać jednym gestem.
– Dzieci potrzebują ojca! – dorzuciła teściowa. – A ty? Chcesz być sama? Co ludzie powiedzą?
Zacisnęłam pięści tak mocno, że aż zbielały mi knykcie. Chciałam krzyczeć, płakać, uciec gdzieś daleko. Ale nie mogłam – byłam uwięziona w tej klatce oczekiwań i wstydu.
Przypomniałam sobie noc, kiedy Tomek wrócił późno do domu. Pachniał obcymi perfumami. Próbował się tłumaczyć, ale jego oczy mówiły wszystko. Wtedy pierwszy raz poczułam się naprawdę samotna. Przez kolejne tygodnie spałam z dziećmi w jednym łóżku, a on coraz częściej znikał na „delegacje”.
W naszym domu nie było już śmiechu. Dzieci czuły napięcie, pytały: „Mamo, czemu tata nie je z nami kolacji?”. Odpowiadałam wymijająco, bo nie chciałam ich ranić. Ale one wiedziały więcej niż myślałam.
Wczoraj matka i teściowa przyszły razem – pierwszy raz od lat były po tej samej stronie barykady. Obie chciały mnie przekonać do wybaczenia Tomkowi. Dla nich rozwód to hańba, coś niewyobrażalnego w naszym miasteczku.
– Aniu, ja też miałam ciężko z twoim ojcem… Ale wytrzymałam! – matka ściszyła głos. – Tak trzeba.
Spojrzałam na nią i zobaczyłam w jej oczach zmęczenie całego życia. Ile razy musiała przełykać łzy w samotności? Ile razy udawała przed sąsiadkami, że wszystko jest dobrze?
Teściowa była bardziej stanowcza:
– Jeśli odejdziesz od Tomka, nie licz na moją pomoc. Nie będziesz już częścią naszej rodziny.
Poczułam się jak dziecko, które ktoś chce ukarać za nieposłuszeństwo. Ale przecież miałam już trzydzieści pięć lat i własne dzieci!
Po ich wyjściu usiadłam na podłodze w kuchni i rozpłakałam się jak nigdy dotąd. Dzieci spały w pokoju obok. Myślałam o tym, co będzie dalej. Czy dam radę sama? Czy znajdę pracę? Czy dzieci będą szczęśliwe bez ojca?
Następnego dnia Tomek przyszedł do domu z bukietem kwiatów.
– Aniu… Przepraszam. Wiem, że zawaliłem. Ale proszę cię… Daj mi jeszcze jedną szansę.
Patrzyłam na niego długo. W jego oczach widziałam strach – nie przed utratą mnie, ale przed tym, co powiedzą ludzie.
– Tomek… Nie wiem, czy potrafię ci wybaczyć – powiedziałam cicho.
– Dla dzieci… – szepnął.
Dla dzieci… Ile razy słyszałam to zdanie? Ile matek poświęca siebie „dla dzieci”, a potem latami żyje w cieniu własnych marzeń?
Wieczorem zadzwoniła do mnie przyjaciółka, Kasia.
– Anka, musisz pomyśleć o sobie! Masz prawo być szczęśliwa!
Ale czy naprawdę mam to prawo? W naszym miasteczku kobieta powinna być cicha i pokorna. Każdy mój krok byłby oceniany przez sąsiadki zza płotu.
Przez kolejne dni chodziłam jak cień samej siebie. Dzieci patrzyły na mnie z niepokojem.
– Mamo… Nie płacz już – powiedziała Zosia pewnego wieczoru.
Przytuliłam ją mocno i poczułam, że muszę coś zmienić. Nie mogę żyć tylko dla innych.
Zebrałam się na odwagę i poszłam do urzędu pracy. Złożyłam CV do kilku miejsc. Po tygodniu dostałam telefon – przyjęli mnie do biblioteki miejskiej na pół etatu.
Kiedy powiedziałam o tym Tomkowi, spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
– Po co ci praca? Przecież masz dom!
– Chcę być niezależna – odpowiedziałam spokojnie.
Matka była rozczarowana:
– Aniu… Ty naprawdę chcesz to wszystko zniszczyć?
A ja po raz pierwszy poczułam się wolna. Może nie jestem idealną żoną ani matką według ich standardów. Ale jestem sobą.
Czasem nocą budzę się zlękniona – boję się przyszłości, samotności i tego, co powiedzą ludzie. Ale wiem jedno: jeśli teraz nie zawalczę o siebie, moje dzieci nauczą się tylko jednego – że kobieta musi zawsze poświęcać siebie dla innych.
Czy naprawdę jestem egoistką? Czy każda kobieta w Polsce musi wybierać między sobą a rodziną? Może czas zacząć mówić głośno o tym, czego pragniemy naprawdę?