Ostatni testament babci Zofii: Jak walka o spadek rozdarła moją rodzinę na strzępy
– Jak możesz to robić, Krzysztofie? – głos cioci Róży przeszył powietrze jak nóż. Stała w korytarzu, z zaciśniętymi pięściami i łzami w oczach. – Masz wszystko, a ona… ona ledwo wiąże koniec z końcem!
Patrzyłam na mojego męża, który stał naprzeciwko swojej siostry, z twarzą wykrzywioną gniewem i uporem. W rękach trzymał kopertę – testament babci Zofii. To miała być formalność, szybkie spotkanie po pogrzebie, ale wszystko rozpadło się w jednej chwili.
– To nie moja wina, że mama tak zdecydowała – odpowiedział Krzysztof, unikając wzroku swojej siostry, Magdy. – Ja nie prosiłem o więcej.
Magda stała obok cioci Róży, blada i cicha. Jej dłonie drżały, a oczy były czerwone od płaczu. Widziałam w niej siebie sprzed lat – zagubioną, zranioną, bezsilną wobec niesprawiedliwości.
Wszystko zaczęło się kilka tygodni wcześniej, kiedy babcia Zofia nagle zmarła. Była sercem tej rodziny – to u niej spotykaliśmy się na święta, to ona godziła wszystkich po kłótniach. Po jej śmierci dom opustoszał, a cisza była cięższa niż kiedykolwiek.
Testament miał być prosty: dom na wsi dla Krzysztofa, mieszkanie w mieście dla Magdy, oszczędności podzielone po równo. Ale okazało się, że dom jest wart trzy razy więcej niż mieszkanie, a oszczędności ledwo starczą na pogrzeb i opłaty notarialne.
– To nie jest sprawiedliwe – wyszeptała Magda podczas odczytywania testamentu. – Mama zawsze mówiła, że wszystko będzie po równo.
Krzysztof wzruszył ramionami. – Może zmieniła zdanie. Przecież to jej decyzja.
Od tego dnia atmosfera w domu była gęsta jak mgła. Każdy gest był podejrzany, każde słowo mogło wywołać wybuch. Ja byłam pomiędzy – żoną Krzysztofa i szwagierką Magdy. Każdego dnia czułam coraz większy ciężar na sercu.
Pewnego wieczoru Magda przyszła do mnie do kuchni. Siedziała przy stole, bawiąc się obrączką na palcu.
– Wiesz… ja nie chcę walczyć o pieniądze – powiedziała cicho. – Ale nie mam gdzie mieszkać. Mój mąż zostawił mnie z długami, a teraz jeszcze to…
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Próbowałam pocieszyć ją banalnymi słowami o tym, że wszystko się ułoży, ale widziałam w jej oczach pustkę.
Krzysztof był coraz bardziej zamknięty w sobie. Unikał rozmów z Magdą, nie odbierał telefonów od cioci Róży. Wieczorami siedział przed telewizorem z piwem w ręku i udawał, że nic się nie dzieje.
– Nie rozumiesz? – wybuchłam któregoś dnia. – Twoja siostra potrzebuje pomocy! Nie możesz jej zostawić z niczym!
Spojrzał na mnie z wyrzutem. – A co mam zrobić? Oddać jej dom? Przecież to mama tak chciała!
– Może mama się pomyliła? Może nie wiedziała o długach Magdy? – próbowałam dotrzeć do jego sumienia.
– Nie będę się tłumaczył! – krzyknął i wyszedł trzaskając drzwiami.
Zostałam sama w kuchni, z głową pełną myśli i sercem rozdartym między lojalnością wobec męża a współczuciem dla Magdy.
Ciocia Róża nie dawała za wygraną. Przychodziła codziennie, próbując przekonać Krzysztofa do podziału majątku na nowo.
– Pamiętasz, jak byliście mali? – mówiła raz do niego. – Magda zawsze oddawała ci ostatni kawałek ciasta. Teraz ty możesz jej pomóc.
Ale Krzysztof był nieugięty. Coraz częściej słyszałam w jego głosie gorycz i żal do całego świata.
W końcu doszło do tego, że rodzina przestała się spotykać. Święta spędzaliśmy osobno, a rozmowy telefoniczne ograniczyły się do krótkich wymian informacji o zdrowiu babci czy wynikach badań cioci Róży.
Pewnego dnia Magda zadzwoniła do mnie zapłakana.
– Sprzedaję mieszkanie – powiedziała drżącym głosem. – Nie stać mnie na kredyt. Wyprowadzam się do koleżanki na jakiś czas.
Siedziałam wtedy na łóżku i płakałam razem z nią. Czułam się winna, choć przecież to nie ja decydowałam o testamencie.
Minęły miesiące. Krzysztof sprzedał dom na wsi i kupił nowe auto. Magda wynajęła pokój u znajomej i zaczęła pracować na dwa etaty. Ciocia Róża przestała przychodzić do nas w ogóle.
Wszystko się zmieniło. Rodzina rozpadła się przez pieniądze, przez testament napisany może w dobrej wierze, ale bez znajomości prawdziwych potrzeb dzieci.
Czasem budzę się w nocy i myślę o tym wszystkim. Czy mogłam zrobić więcej? Czy powinnam była stanąć po stronie Magdy? Czy lojalność wobec męża jest ważniejsza niż sprawiedliwość wobec jego siostry?
Może gdybyśmy potrafili rozmawiać szczerze o swoich potrzebach i lękach… Może wtedy babcia Zofia zostawiłaby nam coś więcej niż tylko pieniądze i żal?
Czy naprawdę warto było poświęcić rodzinę dla kilku metrów kwadratowych i nowego samochodu? Czy jeszcze kiedyś będziemy mogli spojrzeć sobie w oczy bez bólu?