Moja matka oddała spadek swojej siostrze. Czy wybaczyłam jej tę decyzję?

– Mamo, jak mogłaś to zrobić? – mój głos drżał, a w oczach zbierały się łzy. Stałam w kuchni, ściskając filiżankę z herbatą tak mocno, że aż bolały mnie palce. Moja matka, Maria, patrzyła na mnie spokojnie, choć w jej oczach widziałam cień zmęczenia.

– Marto, to była moja decyzja – odpowiedziała cicho. – Elwira potrzebowała tego bardziej.

Nie mogłam uwierzyć. Od tygodnia żyłam w napięciu, odkąd dowiedziałam się, że mama zrzekła się spadku po babci na rzecz swojej siostry Elwiry. Ja i moja młodsza siostra, Ania, mieszkałyśmy z mężami u teściowych, dusząc się w ciasnych mieszkaniach i walcząc z kredytami. Każda złotówka była dla nas na wagę złota. A tu taka decyzja – oddać wszystko cioci Elwirze, która miała już własny dom i dorosłe dzieci.

– Ale mamo… – zaczęła Ania, która właśnie weszła do kuchni. – Przecież my też mamy swoje problemy. Ty wiesz, jak ciężko nam się żyje.

Mama spuściła wzrok. Przez chwilę w kuchni panowała cisza, przerywana tylko tykaniem zegara.

– Dziewczyny, ja wiem, że to dla was trudne. Ale Elwira… ona całe życie była na uboczu. Zawsze pomagała innym, a sama nigdy nic nie dostała. Teraz jest chora. Potrzebuje tego domu bardziej niż wy.

Poczułam, jak narasta we mnie gniew. Czy nasza sytuacja naprawdę się nie liczyła? Czy matka nie widziała naszych zmagań?

Wróciłam do siebie z ciężkim sercem. Mój mąż, Tomek, próbował mnie pocieszać:

– Może twoja mama wie coś, czego my nie wiemy? Może to naprawdę była najlepsza decyzja?

Ale ja nie potrafiłam tego zaakceptować. Przez kolejne dni unikałam rozmów z mamą. Czułam się zdradzona i niewidzialna.

Wkrótce jednak przyszło zaproszenie od cioci Elwiry. Chciała nas zaprosić na obiad do swojego nowego domu – tego samego, który dostała po babci. Nie miałam ochoty tam jechać, ale Ania przekonała mnie:

– Może warto zobaczyć, jak naprawdę wygląda sytuacja?

Pojechałyśmy razem. Dom był skromny, ale zadbany. Ciocia Elwira przywitała nas z otwartymi ramionami.

– Dziewczynki! Jak dobrze was widzieć! – uśmiechnęła się szeroko, choć jej twarz była blada i zmęczona.

Podczas obiadu opowiedziała nam o swojej chorobie – nowotwór płuc. Leczenie było kosztowne, a ona nie miała nikogo poza nami i naszą mamą.

– Wasza mama uratowała mi życie – powiedziała cicho Elwira. – Gdyby nie ten dom… nie miałabym gdzie mieszkać ani jak się leczyć.

Poczułam ukłucie wstydu. Przez cały czas myślałam tylko o sobie i Ani. Nie widziałam cierpienia cioci.

Po powrocie długo rozmawiałyśmy z Anią.

– Może mama miała rację? – zapytała cicho siostra. – Może czasem trzeba coś poświęcić dla innych?

Zaczęłam inaczej patrzeć na całą sytuację. Zrozumiałam, że mama nie zrobiła tego przeciwko nam – zrobiła to z miłości do swojej siostry.

Z czasem nasza relacja z mamą zaczęła się poprawiać. Pomagałyśmy cioci Elwirze w codziennych sprawach, a ona odwdzięczała się nam dobrym słowem i wsparciem. Nawet nasze teściowe zaczęły patrzeć na nas łaskawszym okiem.

Pewnego dnia mama przyszła do mnie z listem od babci. Był tam fragment: „Prawdziwe szczęście to nie to, co posiadasz, ale to, co dajesz innym”.

Długo myślałam nad tymi słowami.

Dziś wiem, że czasem trzeba coś stracić, by zyskać coś ważniejszego – bliskość rodziny i poczucie sensu.

Czy potrafilibyście wybaczyć taką decyzję swojej matce? Czy szczęście naprawdę zależy od pieniędzy?