Po sześćdziesiątce przyzwyczaiłam się do samotności: Spotkanie, które zmieniło wszystko

Po sześćdziesiątce przyzwyczaiłam się do samotności – powtarzałam to sobie jak zaklęcie, jakby te słowa miały moc ochronną. Wmawiałam sobie, że tak jest dobrze, że tak miało być. Stałam na przystanku autobusowym przy ulicy Mickiewicza, z torbą pełną zakupów i głową pełną myśli. Był listopad, deszcz siąpił z nieba, a ja czułam się przezroczysta dla świata. Ludzie mijali mnie obojętnie, zapatrzeni w ekrany telefonów. Nagle ktoś stanął obok mnie, zbyt blisko jak na mój gust. Poczułam lekką irytację i już miałam się odsunąć, gdy usłyszałam: „Czy pani nadal lubi Tokarczuk?”.

Odwróciłam się gwałtownie, gotowa odpowiedzieć coś kąśliwego – kto zaczepia w taki sposób obce kobiety? – ale w sekundę zrozumiałam, że to nie jest obcy. To był Piotr. Ten Piotr. Mój Piotr sprzed lat, którego twarz znałam lepiej niż własną. Przez chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu. On się uśmiechnął, jakbyśmy rozstali się wczoraj, a nie trzydzieści lat temu.

– Jadwiga? – zapytał cicho, jakby bał się, że zniknę.

– Piotr… – wyszeptałam. – Co ty tu robisz?

– Mieszkam niedaleko. Właściwie… zawsze tu mieszkałem.

Zamilkliśmy na chwilę. Autobus podjechał, ale żadne z nas nie ruszyło się z miejsca. Czułam, jak serce wali mi w piersi. Przez głowę przelatywały mi obrazy: nasza młodość, wspólne czytanie książek Tokarczuk w parku, śmiech, pierwsze pocałunki i… rozstanie. Rozstanie, które bolało mnie przez lata.

– Chodźmy na kawę – zaproponował nagle Piotr. – Jeśli masz czas.

Nie miałam planów na ten dzień. Nie miałam planów od lat. Zgodziłam się bez wahania.

W kawiarni przy rynku usiedliśmy naprzeciwko siebie. Piotr zamówił dla mnie herbatę z cytryną – pamiętał, że nie pijam kawy od czasu, gdy lekarz wykrył u mnie nadciśnienie.

– Myślałem o tobie często – powiedział nagle. – Zwłaszcza ostatnio.

Spojrzałam na niego uważnie. Zmarszczki wokół oczu, siwe włosy, ale ten sam ciepły uśmiech.

– Ja też o tobie myślałam – przyznałam cicho.

Przez chwilę milczeliśmy. W powietrzu wisiały słowa niewypowiedziane przez lata.

– Dlaczego wtedy odeszłaś? – zapytał nagle Piotr.

Zacisnęłam dłonie na filiżance. Wspomnienia wróciły ze zdwojoną siłą: ojciec chory na raka, matka załamana, młodsza siostra z problemami w szkole. Musiałam zostać w domu, musiałam być tą silną. Piotr chciał wyjechać do Warszawy za pracą i marzeniami. Ja nie mogłam zostawić rodziny.

– Musiałam… ktoś musiał zostać z mamą i siostrą – odpowiedziałam drżącym głosem. – Ty miałeś swoje życie przed sobą.

Piotr spuścił wzrok.

– Myślałem wtedy, że mnie nie kochasz – powiedział cicho.

Poczułam łzy pod powiekami.

– Kochałam cię bardziej niż kogokolwiek – wyszeptałam. – Ale rodzina była ważniejsza.

Piotr pokiwał głową ze zrozumieniem.

– A potem…?

Westchnęłam ciężko.

– Potem tata umarł, mama popadła w depresję, a siostra wyjechała do Niemiec i zerwała kontakt z nami na lata. Zostałam sama z mamą i jej żalem do całego świata. Pracowałam w bibliotece, wieczorami czytałam książki Tokarczuk i marzyłam o innym życiu. Ale życie mijało obok mnie.

Piotr ujął moją dłoń.

– Ja też nie ułożyłem sobie życia – powiedział cicho. – Byłem żonaty dwa razy, ale nigdy nie byłem szczęśliwy. Zawsze czegoś brakowało… może właśnie ciebie?

Spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam w nich tę samą tęsknotę co kiedyś.

– Myślisz, że po tylu latach można zacząć od nowa? – zapytałam niepewnie.

Piotr uśmiechnął się smutno.

– Nie wiem… Ale chciałbym spróbować.

Wróciłam do domu tego wieczoru z głową pełną myśli i sercem pełnym niepokoju. Mama już nie żyła od kilku lat, mieszkanie było ciche i puste. Usiadłam przy stole i zaczęłam płakać – pierwszy raz od dawna pozwoliłam sobie na łzy.

Następnego dnia zadzwoniła moja siostra Anna z Niemiec. Od lat nasze rozmowy były krótkie i chłodne.

– Jadwiga, słyszałam, że spotkałaś Piotra – powiedziała bez ogródek.

Zaskoczyła mnie jej wiedza.

– Skąd wiesz?

– Miasteczko jest małe, ludzie gadają… Uważaj na siebie. On cię kiedyś zostawił.

Poczułam gniew i żal naraz.

– To ja go zostawiłam! Bo musiałam! Ty wtedy uciekłaś do Niemiec i zostawiłaś mnie samą z mamą!

Po drugiej stronie zapadła cisza.

– Przepraszam… – wyszeptała Anna po chwili. – Nie wiedziałam wtedy, jak ci ciężko.

Rozłączyłyśmy się bez słowa pożegnania. Przez cały dzień myślałam o tej rozmowie i o tym, jak bardzo samotność stała się moją codziennością przez te wszystkie lata. Czy naprawdę przyzwyczaiłam się do niej? Czy tylko wmówiłam sobie, że tak jest łatwiej?

Piotr zadzwonił wieczorem.

– Chciałbym cię zobaczyć jeszcze raz – powiedział cicho.

Zgodziłam się bez wahania. Spotykaliśmy się coraz częściej: spacery po parku, rozmowy o książkach Tokarczuk, wspólne obiady w małych knajpkach. Czułam się znów młoda i potrzebna komuś.

Ale przeszłość nie dawała o sobie zapomnieć. Ludzie w miasteczku szeptali za moimi plecami: „Stara panna znalazła sobie faceta”, „Po co jej to na stare lata?” Nawet Anna dzwoniła coraz częściej i próbowała mnie przekonać, żebym nie robiła sobie nadziei.

Pewnego dnia Piotr zaproponował mi wspólny wyjazd nad morze.

– Jadwiga… życie jest krótkie. Może spróbujemy być razem? Choćby na chwilę?

Patrzyłam na niego długo w milczeniu. Bałam się szczęścia bardziej niż samotności. Bałam się znów stracić kogoś bliskiego.

Ale czy można całe życie bać się żyć?

Dziś siedzę przy oknie z kubkiem herbaty i patrzę na szare niebo nad miasteczkiem. Piotr jest obok mnie – czyta książkę Tokarczuk i uśmiecha się do siebie pod nosem. Myślę o tym wszystkim, co straciłam przez lata i o tym, co jeszcze mogę zyskać.

Czy naprawdę można zacząć od nowa po sześćdziesiątce? Czy warto ryzykować złamane serce dla kilku chwil szczęścia? Może samotność to tylko iluzja bezpieczeństwa? Czasem zastanawiam się: ile odwagi potrzeba, by znów pozwolić sobie na miłość?