Mój plan zemsty: Lato, które zmieniło wszystko – historia z teściową w tle
– Znowu nie posoliłaś ziemniaków, Aniu. Czy ty naprawdę nie potrafisz gotować? – głos teściowej przeszył ciszę kuchni jak nóż. Stałam przy blacie, ściskając łyżkę tak mocno, że aż zbielały mi knykcie. Mój mąż, Tomek, siedział przy stole i udawał, że nie słyszy. Znowu.
To był początek lata, a ja czułam się jak w klatce. Od pięciu lat mieszkaliśmy z teściową pod jednym dachem w naszym szeregowcu na obrzeżach Warszawy. Każdy dzień był walką o oddech, o kawałek prywatności, o szacunek. Teściowa, pani Halina, miała opinię kobiety twardej i zasadniczej. Dla mnie była po prostu tyranką.
– Może byś się w końcu nauczyła, jak się prowadzi dom? – dodała z przekąsem, patrząc na mnie spod przymrużonych powiek.
Zacisnęłam zęby. Nie chciałam wybuchnąć przy Tomku. On zawsze powtarzał: „Daj spokój, mama już taka jest”. Ale ja już nie mogłam. Każda jej uwaga wbijała się we mnie jak szpilka. Czułam się coraz mniejsza, coraz bardziej niewidzialna.
Tego wieczoru długo nie mogłam zasnąć. Leżałam w łóżku i patrzyłam w sufit. W głowie kłębiły mi się myśli: „Dlaczego pozwalam jej tak mnie traktować? Dlaczego Tomek nigdy nie staje po mojej stronie? Czy moje życie już zawsze będzie wyglądać właśnie tak?”
Następnego dnia, kiedy Tomek był w pracy, a teściowa poszła do sklepu, zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka, Kasia.
– Anka, musisz coś z tym zrobić. Przecież ona cię niszczy! – powiedziała stanowczo.
– Ale co ja mogę? – zapytałam bezradnie.
– Odwróć sytuację. Pokaż jej, że potrafisz być silna. Niech zobaczy, że nie jesteś jej służącą.
Te słowa zapadły mi w pamięć. Zaczęłam planować. Postanowiłam, że to lato będzie inne. Że odzyskam siebie.
Pierwszy krok był najtrudniejszy. Kiedy teściowa po raz kolejny zaczęła krytykować mój obiad, spojrzałam jej prosto w oczy i powiedziałam:
– Pani Halino, jeśli uważa pani, że robię coś źle, proszę to zrobić sama.
Zamarła. Przez chwilę widziałam w jej oczach zdziwienie i… strach? Potem odwróciła się na pięcie i wyszła z kuchni bez słowa.
Tomek był w szoku.
– Anka, co ty robisz? – zapytał wieczorem.
– Bronię siebie. Mam dość bycia workiem treningowym twojej mamy.
Nie rozmawialiśmy przez dwa dni. Atmosfera w domu była gęsta jak śmietana.
Ale to był dopiero początek mojego planu. Zaczęłam wychodzić z domu częściej – na spacery, do kina z Kasią, na rower z sąsiadką. Przestałam pytać teściową o zdanie w każdej sprawie. Kiedy próbowała mnie pouczać, odpowiadałam spokojnie:
– Dziękuję za radę, ale zrobię po swojemu.
Teściowa zaczęła się denerwować. Słyszałam, jak rozmawia przez telefon z siostrą:
– Ta Anka się zmieniła… Nie wiem, co się z nią dzieje.
Pewnego dnia przyszedł list polecony na nazwisko Tomka. Otworzył go przy mnie i zbladł.
– Mama chce przepisać dom na siebie – powiedział cicho.
Zamarłam. To był cios poniżej pasa. Wiedziałam, że teściowa zawsze traktowała ten dom jak swoją własność, ale myślałam, że po ślubie z Tomkiem coś się zmieniło.
Wieczorem wybuchła awantura.
– Jak możesz nam to robić? – krzyczał Tomek do matki.
– To mój dom! – odparła zimno Halina. – A twoja żona próbuje mnie wyrzucić!
Poczułam się winna i jednocześnie… wolna. Po raz pierwszy Tomek stanął po mojej stronie.
Przez kilka tygodni żyliśmy jak na polu minowym. Teściowa chodziła obrażona, Tomek próbował mediować, a ja starałam się nie zwariować. W końcu podjęliśmy decyzję: wyprowadzamy się do wynajmowanego mieszkania.
Pakowałam rzeczy ze łzami w oczach – ze strachu i ulgi jednocześnie. Teściowa nie przyszła się pożegnać. Kiedy zamknęliśmy za sobą drzwi domu, poczułam się lżejsza o tonę.
Nowe mieszkanie było małe i ciasne, ale nasze. Z Tomkiem zaczęliśmy rozmawiać szczerze o wszystkim – o jego mamie, o naszych lękach i marzeniach. Było ciężko finansowo, ale pierwszy raz od lat czułam się sobą.
Czasem zastanawiam się: czy mogłam to rozegrać inaczej? Czy każda rodzina musi przejść przez taki kryzys? Może czasem trzeba stracić dom, żeby odzyskać siebie…
A wy? Co byście zrobili na moim miejscu? Czy warto walczyć o swoje szczęście nawet kosztem rodzinnych więzi?