Na krawędzi zaufania: Historia Pawła, który zgubił siebie w cieniu zdrady
– Paweł, gdzie byłeś całą noc? – głos Magdy przeszył ciszę jak nóż. Stała w progu kuchni, w szlafroku, z rozmazanym makijażem i oczami czerwonymi od płaczu. W dłoniach ściskała kubek z zimną już herbatą. Przez chwilę nie mogłem wydobyć z siebie słowa. – Byłem u Tomka, oglądaliśmy mecz… – skłamałem, patrząc gdzieś obok jej twarzy. Czułem, jak pot zalewa mi kark, a serce wali jak oszalałe. Nigdy wcześniej nie musiałem kłamać Magdzie. Przynajmniej nie w taki sposób.
Wszystko zaczęło się kilka miesięcy temu, kiedy do naszej firmy w Warszawie przyszła nowa dziewczyna – Julia. Była inna niż wszyscy: pewna siebie, z ciętym językiem i błyskiem w oku. Szybko złapaliśmy wspólny język – żartowaliśmy z szefa, narzekaliśmy na korki na Służewcu i wymienialiśmy się memami na Teamsie. Z czasem nasze rozmowy stawały się coraz bardziej osobiste. Julia opowiadała mi o swoim dzieciństwie w Olsztynie, o trudnej relacji z matką i o tym, jak bardzo boi się samotności.
Pewnego wieczoru zostaliśmy po godzinach, bo trzeba było skończyć ważny projekt dla klienta z Niemiec. Biuro było puste, za oknem padał deszcz. Julia podeszła do mnie i zapytała: – Paweł, jesteś szczęśliwy? – Zaskoczyło mnie to pytanie. – Nie wiem… chyba tak – odpowiedziałem wymijająco. – Masz wszystko: dom, rodzinę, dzieci… Ale czy to wystarcza? – dopytywała. Milczałem. Wtedy dotknęła mojej dłoni. Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy i wiedziałem, że przekraczam granicę, której nie powinienem przekraczać.
Tego wieczoru wróciłem do domu późno. Magda już spała, a ja długo nie mogłem zasnąć. W głowie miałem mętlik: poczucie winy mieszało się z ekscytacją. Następnego dnia Julia napisała mi wiadomość: „Dziękuję za wczoraj. Dawno nie czułam się tak dobrze.” Odpisałem jej niemal natychmiast.
Zaczęliśmy spotykać się częściej – najpierw na kawie w pobliskiej kawiarni, potem na spacerach po Łazienkach. Każde spotkanie było jak ucieczka od codzienności: od obowiązków, od wiecznych pretensji Magdy, od krzyków dzieci i niekończących się rachunków do zapłacenia. Julia słuchała mnie uważnie, śmiała się z moich żartów i sprawiała, że czułem się ważny.
W końcu stało się to, czego najbardziej się bałem – zdradziłem Magdę. Po wszystkim długo siedziałem na ławce przed blokiem i patrzyłem w ciemne okna naszego mieszkania. W głowie miałem tylko jedno pytanie: „Co ja zrobiłem?”
Od tamtej pory żyłem w dwóch światach. W domu starałem się być idealnym mężem i ojcem: pomagałem przy lekcjach synowi Antkowi, gotowałem kolacje, przynosiłem Magdzie kwiaty bez okazji. Ale wystarczyło jedno powiadomienie od Julii na Messengerze, by wszystko wracało – tęsknota, ekscytacja i poczucie winy.
Magda zaczęła coś podejrzewać. Coraz częściej pytała mnie o nadgodziny, sprawdzała mój telefon i wypytywała o Julię. – Paweł, czy ty mnie zdradzasz? – zapytała pewnego wieczoru prosto w oczy. Zamarłem. – Oczywiście, że nie! – wykrztusiłem. Ale ona już wiedziała.
Wszystko wyszło na jaw przez przypadek. Magda znalazła wiadomości od Julii na moim laptopie. Krzyczała tak głośno, że obudziła sąsiadów za ścianą. Syn płakał w swoim pokoju, a ja stałem jak sparaliżowany.
– Jak mogłeś mi to zrobić? Po tylu latach? Po tym wszystkim, co razem przeszliśmy? – wrzeszczała Magda. Jej matka przyjechała jeszcze tej samej nocy z Piaseczna i zabrała ją z dziećmi do siebie.
Zostałem sam w pustym mieszkaniu. Próbowałem dzwonić do Magdy, pisać jej listy, błagać o rozmowę. Bez skutku. Julia chciała być przy mnie – „Możemy zacząć od nowa” – mówiła. Ale ja wiedziałem już wtedy, że to nie ona jest odpowiedzią na moje problemy.
W pracy wszyscy patrzyli na mnie z politowaniem lub pogardą. Szef wezwał mnie na rozmowę: – Paweł, ogarnij się albo będziemy musieli się pożegnać. Nie mogłem spać po nocach; zacząłem pić coraz więcej piwa wieczorami.
Pewnego dnia odwiedził mnie mój brat Michał. – Stary, co ty wyprawiasz? Zawsze byłeś tym odpowiedzialnym… Teraz patrzę na ciebie i cię nie poznaję! – krzyczał na mnie w kuchni. Pokłóciliśmy się tak bardzo, że przez miesiąc nie odbierał moich telefonów.
Minęły tygodnie pełne ciszy i samotności. Julia przeniosła się do innego oddziału firmy w Poznaniu; przestała pisać. Magda zgodziła się spotkać ze mną tylko raz – w kawiarni przy Dworcu Centralnym.
– Paweł… Może kiedyś ci wybaczę, ale nigdy już nie będę ci ufać tak jak dawniej – powiedziała cicho, patrząc przez okno na przejeżdżające tramwaje.
Wyszedłem z tej kawiarni jak cień człowieka. Dziś siedzę sam w naszym dawnym mieszkaniu i patrzę na zdjęcia dzieci na lodówce. Każdego dnia pytam siebie: czy można naprawić coś, co się tak bardzo zepsuło? Czy człowiek zasługuje na drugą szansę?
A wy… co byście zrobili na moim miejscu? Czy potrafilibyście wybaczyć zdradę?