Napisała do mnie kobieta: „Nie chcę twojego męża. Ale musisz wiedzieć, kim naprawdę jest”
– Nie chcę twojego męża. Ale musisz wiedzieć, kim naprawdę jest.
Czytałam to zdanie trzy razy, zanim dotarł do mnie sens. Zdążyłam już odłożyć telefon, zrobić łyk kawy i wrócić, jakby ekran mógł zdjąć ze mnie ciężar słów. Palce miałam zimne, jak po zimowym spacerze, chociaż w kuchni grzał kaloryfer. Wiadomość przyszła w środku zwyczajnego poranka, kiedy dzieci jeszcze spały, a ja planowałam dzień: zakupy, obiad, pranie. Zamiast tego świat zatrzymał się w miejscu.
– Co to znaczy? – szepnęłam do siebie, patrząc na wyświetlacz. Nadawczyni: Anna Nowak. Nazwisko nic mi nie mówiło. Przewinęłam wiadomość jeszcze raz, szukając podtekstu, żartu, czegokolwiek, co pozwoliłoby mi ją zignorować.
Ale nie mogłam. Odpisałam: „O co chodzi?”
Odpowiedź przyszła niemal natychmiast: „Spotkajmy się. To ważne.”
Serce waliło mi jak młotem. Przez chwilę myślałam, żeby usunąć wiadomość i udawać, że nic się nie stało. Ale ciekawość i lęk były silniejsze. Napisałam: „Gdzie?”
Spotkałyśmy się w kawiarni na rogu. Anna była młodsza ode mnie, miała jasne włosy i nerwowo bawiła się łyżeczką. Przez chwilę patrzyłyśmy na siebie w milczeniu.
– Przepraszam, że tak… bezpośrednio – zaczęła. – Ale nie mogłam już dłużej milczeć.
– O czym? – spytałam cicho.
– O twoim mężu. O Pawle.
Zamarłam. Paweł był moim światem od piętnastu lat. Poznaliśmy się na studiach w Krakowie, razem przeprowadziliśmy się do Warszawy, razem budowaliśmy dom i rodzinę. Mieliśmy dwójkę dzieci: Zosię i Michała. Byliśmy… szczęśliwi? Tak mi się wydawało.
– Spotykaliśmy się przez kilka miesięcy – powiedziała Anna, spuszczając wzrok. – Nie wiedziałam, że jest żonaty. Kiedy się dowiedziałam… zerwałam kontakt. Ale on…
– Co on? – przerwałam jej ostro.
– On nie przestał pisać. Prosił o spotkania. Obiecywał, że odejdzie od ciebie.
Poczułam, jakby ktoś uderzył mnie w brzuch. Przez chwilę nie mogłam oddychać.
– Dlaczego mi to mówisz? – spytałam szeptem.
– Bo zasługujesz na prawdę. I… bo on nie jest tym, za kogo go uważasz.
Wyszłam z kawiarni jak we śnie. Ulica była szara i zimna, ludzie mijali mnie obojętnie. W głowie miałam tylko jedno pytanie: co teraz?
Wróciłam do domu i zamknęłam się w łazience. Siedziałam na zimnych kafelkach i płakałam cicho, żeby dzieci nie usłyszały. Wspomnienia przewijały się przed oczami: pierwszy pocałunek z Pawłem na Plantach, narodziny Zosi, wspólne wakacje nad morzem… Czy to wszystko było kłamstwem?
Wieczorem Paweł wrócił do domu jak zwykle: uśmiechnięty, z bukietem tulipanów.
– Coś świętujemy? – zapytałam drżącym głosem.
– Po prostu… chciałem ci zrobić przyjemność – odpowiedział z tym swoim chłopięcym uśmiechem.
Patrzyłam na niego długo. W końcu nie wytrzymałam:
– Kim jest Anna Nowak?
Zbladł natychmiast.
– Skąd…
– Napisała do mnie. Wszystko wiem.
Przez chwilę milczał, potem usiadł ciężko przy stole.
– To był błąd – powiedział cicho. – Nic dla mnie nie znaczyła.
– A dla niej? A dla mnie? Dla naszych dzieci?
Nie odpowiedział. Patrzył w podłogę jak zbity pies.
Przez kolejne dni żyliśmy obok siebie jak obcy ludzie. Paweł próbował rozmawiać, tłumaczyć się, przynosił kwiaty i prezenty dla dzieci. Ja milczałam albo wybuchałam płaczem przy najmniejszej drobnostce.
W końcu nie wytrzymałam i pojechałam do mojej mamy do Radomia.
– Wiedziałam – powiedziała mama, kiedy opowiedziałam jej wszystko. – Zawsze był za bardzo pewny siebie.
– Ale ja go kocham…
– Miłość to nie wszystko – westchnęła mama. – Musisz pomyśleć o sobie i dzieciach.
Przez tydzień spałam w swoim dawnym pokoju, słuchałam radia i patrzyłam w sufit. Dzieci pytały o tatę, a ja nie umiałam im odpowiedzieć.
W końcu Paweł przyjechał po nas.
– Wróćcie do domu – prosił na kolanach przed drzwiami mamy. – Zrobię wszystko, żeby ci to wynagrodzić.
Patrzyłam na niego długo. Widziałam w nim strach i żal, ale też egoizm i tchórzostwo.
Wróciliśmy do Warszawy, ale nic już nie było takie samo. Każdy gest Pawła wydawał mi się fałszywy, każde jego słowo podejrzane. Zaczęliśmy chodzić na terapię małżeńską, ale czułam się tam jeszcze bardziej samotna niż w domu.
Pewnego wieczoru Zosia przyszła do mnie z płaczem:
– Mamo, dlaczego jesteś smutna?
Przytuliłam ją mocno i rozpłakałyśmy się razem.
Po kilku miesiącach podjęłam decyzję: rozwód.
Paweł błagał mnie o jeszcze jedną szansę, obiecywał poprawę, przysięgał na wszystko co święte. Ale ja już nie wierzyłam w żadne słowa.
Rozwód był bolesny i brudny. Paweł walczył o dzieci jak lew, próbował przekonać sąd, że jestem niestabilna emocjonalnie. Moja teściowa przestała się do mnie odzywać; rodzina podzieliła się na dwa obozy.
Przez wiele miesięcy żyłam jak w zawieszeniu: praca-dom-sąd-praca-dom-sąd. Czułam się pusta i przegrana.
Ale powoli zaczęłam odzyskiwać siebie. Zaczęłam biegać rano po parku Skaryszewskim, zapisałam się na kurs fotografii, poznałam nowych ludzi. Dzieci powoli przyzwyczajały się do nowej rzeczywistości; Michał przestał jąkać się ze stresu, Zosia zaczęła rysować kolorowe obrazki zamiast czarnych plam.
Minął rok od tamtej wiadomości Anny Nowak. Czasem jeszcze budzę się w nocy z lękiem, że wszystko wróci; czasem tęsknię za dawnym życiem i Pawłem takim, jakim chciałam go widzieć.
Ale wiem jedno: jestem silniejsza niż myślałam.
Czy można naprawdę poznać drugiego człowieka? Czy warto ufać jeszcze raz po zdradzie? Jak wy byście postąpili na moim miejscu?