Kłamstwo, które zniszczyło wszystko: Moja historia o zdradzie, miłości i stracie

— Nie wierzę ci, Martyna! — głos Weroniki przeszył powietrze jak nóż. Stałyśmy naprzeciwko siebie w salonie mojej matki, gdzie jeszcze godzinę temu śmiech i radosne rozmowy wypełniały przestrzeń. Balony z napisem „It’s a girl!” powoli opadały na podłogę, a tort z marcepanowym bobasem stał nietknięty na stole. Wszystko zaczęło się sypać w jednej chwili, kiedy doktor Kaczmarek — ten sam, który miał być moim sojusznikiem — wszedł do pokoju i spojrzał na mnie z wyrzutem.

— Martyna, musimy porozmawiać — powiedział cicho, ale wystarczająco głośno, by wszyscy ucichli. Weronika, moja najlepsza przyjaciółka od czasów studiów, spojrzała na mnie pytająco. Widziałam w jej oczach strach i niedowierzanie.

Nie tak to miało wyglądać. Przez ostatnie dwa miesiące żyłam w kłamstwie, które miało uratować mój związek z Michałem. On coraz częściej wspominał o wyjeździe za granicę, o nowych możliwościach, o tym, że „może czas się rozstać”. W panice wymyśliłam ciążę. Myślałam, że to zatrzyma go przy mnie. Że jeśli uwierzy, nie zostawi mnie samej. Weronika była pierwszą osobą, której się zwierzyłam. Płakała razem ze mną, planowała baby shower, kupowała śpioszki i pluszaki. Była moją rodziną.

— O czym on mówi? — Weronika podeszła bliżej, jej twarz była blada jak ściana.

— Przepraszam… — szepnęłam, ale głos ugrzązł mi w gardle.

Doktor Kaczmarek spojrzał na mnie z żalem. — Nie mogę już dłużej milczeć. Martyna nie jest w ciąży. Nigdy nie była.

W pokoju zapadła cisza. Słychać było tylko tykanie zegara i cichy szloch mojej matki. Michał patrzył na mnie z niedowierzaniem. Weronika odsunęła się ode mnie o krok.

— To jakiś żart? — zapytał Michał, jego głos drżał ze złości.

— Martyna… powiedz coś — błagała Weronika.

Nie mogłam wydusić słowa. Wszystko runęło w jednej chwili. Zobaczyłam w oczach Weroniki coś, czego nigdy wcześniej tam nie widziałam — pogardę.

— Dlaczego to zrobiłaś? — zapytała cicho.

— Bałam się… — wyszeptałam. — Bałam się, że mnie zostawi…

Michał wybuchnął śmiechem pełnym goryczy. — Więc postanowiłaś mnie oszukać? Zrobić ze mnie idiotę?

Moja matka usiadła ciężko na krześle i ukryła twarz w dłoniach. Wszyscy patrzyli na mnie jak na potwora. Chciałam zniknąć, rozpłynąć się w powietrzu.

Weronika podeszła do mnie i spojrzała mi prosto w oczy. — Myślałam, że jesteśmy rodziną. Że mogę ci ufać. Jak mogłaś?

Nie miałam odpowiedzi. Widziałam, jak łzy spływają po jej policzkach. Michał wyszedł trzaskając drzwiami. Goście zaczęli się po cichu zbierać do wyjścia, unikając mojego wzroku.

Zostałam sama w pustym salonie, otoczona balonami i prezentami dla dziecka, którego nigdy nie było.

Przez kolejne dni nie wychodziłam z domu. Telefon dzwonił bez przerwy — najpierw Weronika próbowała się ze mną skontaktować, potem przestała. Michał napisał tylko jedną wiadomość: „Nie chcę cię więcej widzieć”. Moja matka chodziła po domu jak cień.

W końcu Weronika przyszła do mnie osobiście. Stała w drzwiach z zapuchniętymi oczami.

— Chcę usłyszeć wszystko — powiedziała stanowczo.

Opowiedziałam jej całą prawdę: o strachu przed samotnością, o tym jak bardzo kochałam Michała i jak bardzo nie chciałam go stracić. O tym, jak kłamstwo zaczęło żyć własnym życiem i nie potrafiłam już się wycofać.

— Wiesz, co jest najgorsze? — zapytała Weronika drżącym głosem. — Że przez ciebie zaczęłam marzyć o tym dziecku jak o własnym…

Zamilkłyśmy obie. Wiedziałam, że nic już nie będzie takie samo.

Mijały tygodnie. Straciłam pracę — szefowa dowiedziała się o skandalu i uznała, że „nie chce takiej atmosfery w firmie”. Znajomi przestali dzwonić. Moja matka patrzyła na mnie z rozczarowaniem i smutkiem.

Pewnego dnia spotkałam Michała na ulicy. Był z nową dziewczyną. Uśmiechnął się do niej ciepło — tego uśmiechu nigdy nie widziałam skierowanego do mnie.

Wieczorem zadzwoniła Weronika.

— Martyna… Chciałam ci powiedzieć, że wyjeżdżam do Gdańska. Potrzebuję zmiany. Może kiedyś ci wybaczę… ale teraz nie potrafię.

Zostałam sama jak nigdy dotąd.

Czasem myślę o tym wszystkim i zastanawiam się: czy jedno kłamstwo naprawdę może przekreślić całe życie? Czy zasługuję jeszcze na drugą szansę? Co wy byście zrobili na moim miejscu?