Mój dom, moja twierdza? Gdy każdy weekend zamienia się w pole bitwy z teściami
— Znowu przyszli bez zapowiedzi — pomyślałam, słysząc dźwięk klucza w zamku. W moim własnym mieszkaniu, które z Michałem kupiliśmy na kredyt, nie miałam nawet prawa do ciszy w sobotnie popołudnie. Drzwi otworzyły się szeroko, a do środka weszła teściowa, pani Halina, z siatkami pełnymi jedzenia i naręczem kwiatów. Za nią podążał teść, pan Zbigniew, z gazetą pod pachą i miną, jakby właśnie wracał do siebie po ciężkim dniu pracy.
— O, Aniu, jeszcze w piżamie? — rzuciła teściowa z uśmiechem, który miał być serdeczny, ale czułam w nim ukrytą krytykę. — Trzeba się ogarnąć, zaraz przyjdzie Michał z pracy, a tu taki bałagan.
Zacisnęłam zęby. Przecież to sobota. Chciałam tylko spokojnie wypić kawę i poczytać książkę. Ale nie mogłam nawet tego. Każdy weekend wyglądał tak samo: Halina i Zbigniew przejmowali nasz salon, kuchnię, a nawet łazienkę. Gotowali obiad według swoich przepisów, przestawiali rzeczy na półkach, komentowali moje wybory — od koloru zasłon po to, jak wychowuję naszą córkę Maję.
Michał wrócił godzinę później. Uśmiechnął się szeroko na widok rodziców.
— O, super, że jesteście! — powiedział z entuzjazmem. — Ania, zrobiłaś już kawę?
Nie odpowiedziałam. Poczułam łzy pod powiekami. Byłam niewidzialna. Nikt nie pytał mnie o zdanie. Nikt nie zauważał mojej frustracji.
Wieczorem, kiedy Maja już spała, usiadłam obok Michała na kanapie.
— Musimy porozmawiać — zaczęłam cicho.
— O czym? — zapytał zaskoczony.
— O twoich rodzicach. O tym, że czuję się tu jak gość. Że nie mam już swojego miejsca.
Michał westchnął.
— Przesadzasz. Przecież chcą dobrze. Pomagają nam, gotują, zajmują się Mają. Wiesz, ile ludzi chciałoby mieć takich teściów?
Poczułam się jeszcze gorzej. Czy naprawdę przesadzam? Czy jestem niewdzięczna? Może powinnam się cieszyć?
Ale nie potrafiłam. Każda sobota i niedziela to dla mnie koszmar. Halina komentuje mój wygląd:
— Aniu, powinnaś bardziej dbać o siebie. Młoda mama też może być zadbana!
Zbigniew przestawia moje książki na półkach:
— Tu będzie lepiej wyglądać. Trzeba mieć porządek.
A ja milczę. Boję się odezwać, żeby nie wywołać awantury. Michał zawsze staje po stronie rodziców. Raz tylko spróbowałam delikatnie zasugerować Halinie, że wolałabym sama ugotować obiad.
— Ależ kochanie! — roześmiała się głośno. — Ty masz tyle na głowie! Pozwól mi ci pomóc!
Pomóc? To nie była pomoc. To była inwazja.
Z czasem zaczęłam unikać domu w weekendy. Chodziłam z Mają na długie spacery po parku albo odwiedzałam moją mamę. Michał tego nie rozumiał.
— Dlaczego nie chcesz być z nami? — pytał z wyrzutem.
— Bo to nie jest już mój dom — odpowiedziałam kiedyś przez łzy.
W pracy byłam inna: pewna siebie, lubiana przez koleżanki. Tam nikt mnie nie oceniał za to, jak wyglądam czy co gotuję na obiad. Tam czułam się sobą.
W domu byłam tylko żoną Michała i synową Haliny i Zbigniewa.
Pewnego dnia Maja zachorowała. Miała wysoką gorączkę i płakała całą noc. Byłam wykończona. Rano zadzwoniła Halina:
— Już jedziemy! Zrobimy rosół i napar z lipy!
Chciałam powiedzieć „nie”, ale zabrakło mi odwagi.
Kiedy przyszli, Halina od razu przejęła dowodzenie:
— Aniu, idź się połóż! Ja się wszystkim zajmę!
Zamknęłam się w sypialni i płakałam w poduszkę. Nie chciałam pomocy — chciałam tylko być matką dla własnego dziecka.
Wieczorem wybuchłam przy Michale:
— Nie mogę tak żyć! Twoi rodzice mnie duszą! Chcę mieć dom dla siebie!
Michał spojrzał na mnie jak na wariatkę.
— Przesadzasz! Oni chcą dobrze! Może powinnaś pójść do psychologa?
To był cios poniżej pasa. Poczułam się zdradzona przez najbliższą osobę.
Od tamtej pory zaczęłam rozważać terapię — ale dla nas obojga. Wiedziałam jednak, że Michał się nie zgodzi.
Zaczęłam pisać pamiętnik. Każdego dnia notowałam swoje uczucia: bezsilność, złość, smutek. Zastanawiałam się, czy jestem złą żoną i matką tylko dlatego, że chcę mieć prawo do własnej przestrzeni.
W końcu zebrałam się na odwagę i powiedziałam Halinie:
— Proszę mi wybaczyć, ale w ten weekend chcielibyśmy pobyć sami.
Zamarła na chwilę, a potem uśmiechnęła się sztucznie:
— Oczywiście… Jeśli tak wolisz…
Michał był wściekły.
— Co ty wyprawiasz?!
Ale ja już wiedziałam: jeśli teraz nie zawalczę o siebie, stracę wszystko — siebie samą i nasze małżeństwo.
Czy miałam prawo postawić granice? Czy egoizm to chcieć być panią własnego domu?
Czasem patrzę w lustro i pytam samą siebie: „Czy naprawdę jestem taka niewdzięczna? A może po prostu zasługuję na szacunek i spokój?”