Cień nadziei w trzypokojowym mieszkaniu
Drzwi trzasnęły z hukiem, a echo rozniosło się po nowym, jeszcze pachnącym farbą mieszkaniu. Stałam w przedpokoju, ściskając w dłoni klucz, który miał być symbolem nowego początku. – Mamo, gdzie jest mój samochodzik? – krzyknął Staś z salonu, a młodszy Franek już rozpakowywał kartony z zabawkami. Mój mąż, Tomek, z uśmiechem na twarzy wnosił kolejne pudła. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że za ścianą rozgrywa się dramat, który wkrótce wciągnie nas wszystkich.
Nowi sąsiedzi – Magda i Krzysiek – wydawali się zwyczajni. Ona drobna, z wiecznym niepokojem w oczach, on milczący i zamknięty w sobie. Ich córka, Zuzia, miała wtedy trzy lata i często słyszałam jej płacz przez cienkie ściany. Z czasem Magda zaczęła przychodzić do mnie na kawę. Najpierw nieśmiało, potem coraz częściej. Opowiadała o swoim dzieciństwie w małym miasteczku pod Lublinem, o marzeniach o studiach, które przerwała ciąża. – Krzysiek nigdy nie chciał dziecka – wyznała pewnego wieczoru, kiedy nasze dzieci bawiły się razem na dywanie. – On… on czasem mówi, że Zuzia to pomyłka.
Poczułam ukłucie w sercu. Sama byłam wtedy zmęczona codziennością – praca, dom, dzieci – ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy, by żałować ich obecności. Magda coraz częściej zostawiała Zuzię u mnie na kilka godzin. – Muszę coś załatwić – tłumaczyła się. Z czasem te „sprawy” trwały całe popołudnia. Zaczęłam się niepokoić.
Pewnego dnia Magda przyszła do mnie zapłakana. – Nie mogę już… Nie dam rady – szlochała, chowając twarz w dłoniach. – Krzysiek wyjeżdża do pracy do Niemiec. Zostaję sama z Zuzią i długami. Myślałam… myślałam nawet o oddaniu jej do domu dziecka.
Zamarłam. – Magda! Jak możesz tak mówić? To twoja córka!
– Nie rozumiesz! – krzyknęła histerycznie. – Ja nie mam siły! Ona mnie tylko ogranicza! Chciałam czegoś więcej od życia!
Wtedy po raz pierwszy poczułam wobec niej gniew. Ale zaraz potem przyszło współczucie. Próbowałam ją przekonać: – Dzieci są trudne, wiem coś o tym. Ale one też nas potrzebują. Zuzia cię kocha.
Magda milczała długo, patrząc przez okno na plac zabaw. W końcu wyszła bez słowa.
Następnego dnia Zuzi nie było w przedszkolu. Magda nie odbierała telefonu. Wieczorem usłyszałam hałas na klatce schodowej i zobaczyłam ją z walizką i Zuzią na ręku.
– Wyjeżdżam – powiedziała cicho. – Krzysiek znalazł mieszkanie w Monachium. Może tam będzie lepiej.
– A Zuzia?
– Zabieram ją ze sobą… Chociaż przez chwilę myślałam… Ale nie mogę jej zostawić.
Przytuliłam ją mocno. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to ostatni raz widzę Magdę.
Minęły miesiące. Życie wróciło do normy, choć czasem myślałam o Magdzie i Zuzi. Pewnego dnia dostałam list z Niemiec. Magda pisała: „Nie jest łatwo. Krzysiek pracuje całymi dniami, ja sprzątam domy bogatych Niemców. Zuzia tęskni za Polską i za tobą.”
Odpisałam jej długi list, wysłałam zdjęcia chłopców i naszego mieszkania. Przez chwilę poczułam się jak dawniej – jakbyśmy znów były sąsiadkami.
Ale potem nastała cisza.
Rok później zadzwonił telefon. Po drugiej stronie była Magda – jej głos był cichy i drżący.
– Krzysiek mnie zostawił… Mam długi… Nie mam pracy… Zuzia jest chora… Nie wiem, co robić…
Zaproponowałam jej powrót do Polski. – Zamieszkajcie u nas na jakiś czas – powiedziałam bez namysłu.
Tomek był przeciwny. – To nie nasza sprawa – powiedział ostro. – Mamy własne problemy.
– Ale ona nie ma nikogo! – krzyknęłam.
Kłóciliśmy się całą noc. W końcu postawiłam na swoim.
Magda wróciła z Zuzią dwa tygodnie później. Były wychudzone i przestraszone. Chłopcy przyjęli Zuzię jak siostrę.
Ale życie pod jednym dachem szybko ujawniło stare rany. Magda była rozbita psychicznie, często płakała bez powodu, krzyczała na Zuzię za drobiazgi. Tomek coraz częściej wychodził z domu.
Pewnego dnia usłyszałam kłótnię w pokoju dzieci:
– Twoja mama jest dziwna! – powiedział Staś do Zuzi.
– Nieprawda! Mama mnie kocha! – krzyknęła Zuzia i uciekła do łazienki.
Znalazłam ją skuloną pod umywalką.
– Wszystko będzie dobrze – szepnęłam, przytulając ją mocno.
Ale sama w to nie wierzyłam.
Magda coraz częściej znikała na całe dnie. Zostawiała Zuzię pod moją opieką bez słowa wyjaśnienia. Pewnego wieczoru wróciła pijana.
– Mam dość! – wykrzyczała mi prosto w twarz. – Oddaję ci ją! Ty sobie radzisz lepiej!
Zamarłam z przerażenia.
– Magda, co ty mówisz?
– Nie chcę jej! Nigdy jej nie chciałam! Oddaj ją gdzie chcesz!
Zuzia stała w drzwiach i patrzyła na matkę szeroko otwartymi oczami.
Tej nocy Magda spakowała walizkę i wyszła bez słowa pożegnania.
Zostałam sama z trójką dzieci i rozbitym małżeństwem.
Tomek był wściekły:
– To koniec! Albo ona wraca po dziecko, albo ja odchodzę!
Nie spałam całą noc. Rano zadzwoniłam do Magdy. Nie odbierała telefonu.
Zgłosiłam sprawę do opieki społecznej. Pracowniczka przyszła obejrzeć warunki w mieszkaniu i porozmawiać z Zuzią.
– Czy chcesz zostać tutaj? – zapytała cicho dziewczynkę.
Zuzia skinęła głową i wtuliła się we mnie mocno.
Rozpoczęły się procedury adopcyjne.
Tomek wyprowadził się do matki na kilka tygodni.
Chłopcy pytali codziennie: – Kiedy tata wróci?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
Po kilku miesiącach Magda odezwała się znowu:
– Chcę ją odzyskać! To moja córka!
Ale było już za późno. Sąd przyznał mi tymczasową opiekę nad Zuzią.
Minęły lata. Tomek wrócił do domu, choć nasze relacje nigdy już nie były takie same. Zuzia dorastała razem z moimi synami, stała się częścią naszej rodziny.
Czasem patrzę na nią i zastanawiam się: czy zrobiłam dobrze? Czy można kochać cudze dziecko tak samo jak własne? A może to właśnie miłość do obcego dziecka jest najtrudniejszą próbą człowieczeństwa?