Mój syn porzucił rodzinę. Musiałam wybrać między własnym dzieckiem a wnukiem – i to złamało mi serce.
– Mamo… on odszedł. Zostawił nas. – Głos Kasi drżał, a w tle słyszałam cichy płacz mojego wnuczka, Antosia. Stałam w kuchni, ściskając telefon tak mocno, że aż zbielały mi knykcie. Za oknem padał śnieg, a ja czułam, jakby mróz wdarł się prosto do mojego serca.
Nie mogłam uwierzyć. Mój syn, Paweł – zawsze taki odpowiedzialny, zawsze powtarzał, że rodzina jest najważniejsza. Ostatnio był rozdrażniony, wracał późno z pracy, unikał rozmów. Ale żeby tak po prostu odejść? Bez słowa? Bez pieniędzy? Zostawić Kasię i Antosia na pastwę losu?
– Kasia… zaraz do was przyjadę – powiedziałam, choć sama nie wiedziałam, co powinnam zrobić.
Droga do ich mieszkania była jak koszmar. Śnieg zasypywał ulice, światła latarni rozmywały się w białej zawiei. W głowie miałam tylko jedno pytanie: gdzie popełniłam błąd? Czy to moja wina, że Paweł uciekł od odpowiedzialności?
Kasia otworzyła mi drzwi zapuchnięta od płaczu. Antoś tulił się do niej, nie rozumiejąc jeszcze, co się stało. W mieszkaniu panował chłód – nie tylko ten fizyczny, bo ogrzewanie ledwo działało, ale przede wszystkim emocjonalny. Puste miejsce po Pawle krzyczało ciszą.
– Nie wiem, co robić… – szepnęła Kasia. – Nie mam pieniędzy na czynsz. Paweł zabrał nawet nasze oszczędności.
Usiadłam obok niej i objęłam ją ramieniem. Poczułam ciężar odpowiedzialności, który nagle spadł na moje barki. Przez chwilę miałam ochotę zadzwonić do Pawła i nawrzeszczeć na niego, ale wiedziałam, że to nic nie da.
Przez kolejne dni próbowałam się z nim skontaktować. Telefon milczał. Pisałam wiadomości – bez odpowiedzi. W końcu odebrał.
– Mamo, nie mieszaj się. Musiałem odejść. Mam dość tego wszystkiego – powiedział chłodno.
– Paweł! Jak mogłeś zostawić własne dziecko? Kasię? Przecież oni cię potrzebują! – krzyczałam przez łzy.
– To nie twoja sprawa. Nie wrócę.
Rozłączył się.
Tamtej nocy nie spałam ani minuty. Wpatrywałam się w sufit i czułam narastającą złość – na Pawła, na siebie, na cały świat. Przypominałam sobie jego dzieciństwo: jak tuliłam go po nocnych koszmarach, jak uczyłam jeździć na rowerze, jak płakał po rozbitym kolanie. Gdzie popełniłam błąd?
Kasia próbowała być dzielna. Szukała pracy, chodziła na rozmowy kwalifikacyjne z Antosiem na rękach. Ja pomagałam jak mogłam – gotowałam obiady, przywoziłam zakupy, płaciłam rachunki z własnej emerytury. Sąsiedzi patrzyli współczująco, ale nikt nie zapytał wprost.
W święta Bożego Narodzenia usiedliśmy przy stole we troje. Puste miejsce po Pawle bolało najbardziej. Antoś zapytał:
– Babciu, a tata wróci?
Zacisnęłam usta i spojrzałam na Kasię. Ona tylko pokręciła głową.
– Może kiedyś… – wyszeptałam.
Minęły miesiące. Kasia znalazła pracę w sklepie spożywczym, ja zajmowałam się Antosiem po szkole. Czasem widywałam Pawła na mieście – zawsze odwracał wzrok, udawał, że mnie nie zna. Bolało to bardziej niż cokolwiek innego.
Pewnego dnia Kasia zachorowała. Zwykłe przeziębienie przerodziło się w zapalenie płuc. Zawiozłam ją do szpitala i zostałam z Antosiem na kilka tygodni. Mały tęsknił za mamą i coraz częściej pytał o tatę.
– Babciu, dlaczego tata nas nie kocha?
Nie umiałam odpowiedzieć. Czułam się rozdarta: z jednej strony chciałam bronić syna przed światem, z drugiej – widziałam cierpienie własnego wnuka.
Kiedy Kasia wróciła do domu, była słaba i przygnębiona. Pewnej nocy usiadłyśmy razem w kuchni przy herbacie.
– Nie dam już rady… – szepnęła. – Może powinnam wyjechać do mamy do Gdańska?
Poczułam panikę. Stracić ich oboje? Nie mogłam na to pozwolić.
– Kasiu, jesteśmy rodziną. Damy radę razem – powiedziałam stanowczo.
Zaczęłyśmy planować: ja sprzedałam część biżuterii po mojej mamie, żeby opłacić długi; Kasia zaczęła dorabiać sprzątaniem u sąsiadów; Antoś pomagał jak mógł – sprzątał zabawki i rysował dla nas laurki z napisem „Kocham Cię”.
Po roku Paweł pojawił się niespodziewanie pod drzwiami mojego mieszkania.
– Mamo… mogę wejść?
Serce mi zamarło. Był wychudzony, zarośnięty, oczy miał puste.
– Czego chcesz? – zapytałam ostro.
– Chciałem przeprosić… Nie umiem sobie poradzić ze sobą…
Chciałam go przytulić jak kiedyś, ale powstrzymałam się.
– Twoja rodzina cię potrzebowała wtedy, kiedy ich zostawiłeś. Teraz musisz sam zdecydować, kim chcesz być.
Paweł odszedł bez słowa.
Dziś minęły dwa lata od tamtej nocy, kiedy zadzwoniła Kasia. Jesteśmy z Antosiem i Kasią bliżej niż kiedykolwiek wcześniej. Nadal boli mnie serce na myśl o Pawle – moim dziecku, które wybrało ucieczkę zamiast walki o rodzinę.
Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: czy można kochać dziecko mimo jego zdrady? Czy matczyna miłość ma granice? Co byście zrobili na moim miejscu?