Kiedy teściowa przejęła moje życie – historia o granicach, rodzinie i utraconym zaufaniu
– Magda, ile ty właściwie zarabiasz? – zapytała teściowa przez telefon, a w jej głosie wyczułam coś, czego nie potrafiłam nazwać. Może ciekawość, może zazdrość, a może już wtedy planowała, co zrobi z tą wiedzą. Odpowiedziałam niechętnie, bo przecież to nie była jej sprawa, ale nie chciałam robić problemów. – Wystarczająco, żebyśmy mogli spokojnie żyć – rzuciłam wymijająco.
Nie minęły dwa dni, kiedy do naszego mieszkania w Warszawie zaczęli zjeżdżać goście. Najpierw pojawił się Tomek, młodszy brat mojego męża, z walizką i workiem pełnym brudnych ubrań. Potem przyjechał Paweł, najstarszy, z żoną i dwójką dzieci. Na końcu zjawił się jeszcze Andrzej, który właśnie stracił pracę. Wszyscy z uśmiechem na ustach, jakby to było oczywiste, że znajdzie się dla nich miejsce.
Mój mąż, Michał, tylko wzruszał ramionami. – Przecież to rodzina, Magda. Musimy sobie pomagać. – Ale czy pomaganie oznacza, że mam gotować obiady dla ośmiu osób, prać ich rzeczy i znosić wieczne pretensje teściowej, że nie ma świeżych ręczników?
Od początku czułam się jak intruz we własnym domu. Teściowa, pani Halina, przejęła kuchnię, rozstawiała wszystkich po kątach, a mnie traktowała jak pomoc domową. – Magda, zrób herbatę. Magda, dzieci są głodne. Magda, a może byś posprzątała łazienkę, bo Paweł się skarżył, że brudno. – Czułam, jak narasta we mnie złość, ale Michał tylko powtarzał: – Daj spokój, to na chwilę. Pomogą nam, jak będziemy w potrzebie.
Ale nikt nie pytał mnie o zdanie. Każdego dnia wracałam z pracy coraz bardziej zmęczona, a w domu czekały na mnie kolejne obowiązki. Kiedy próbowałam porozmawiać z Michałem, patrzył na mnie z wyrzutem. – Przesadzasz. Oni nie mają gdzie się podziać. – A ja? Czy ja nie mam prawa do własnego życia?
Pewnego wieczoru, kiedy wróciłam późno, zastałam w salonie całą rodzinę. Paweł oglądał telewizję, dzieci biegały po mieszkaniu, a teściowa siedziała na moim ulubionym fotelu i rozmawiała przez telefon. – Magda, gdzie byłaś tak długo? Dzieci czekały na kolację. – Wtedy coś we mnie pękło. – Pracowałam, żebyście mieli co jeść! – krzyknęłam, a w oczach poczułam łzy.
Nikt nie odpowiedział. Michał tylko spojrzał na mnie z politowaniem. – Nie musisz się tak unosić. To przecież twoja rodzina. – Moja rodzina? Czy ktoś tu jeszcze pamięta, że to ja płacę rachunki, ja robię zakupy, ja sprzątam i gotuję?
Z czasem sytuacja stawała się coraz bardziej nie do zniesienia. Teściowa zaczęła komentować wszystko, co robiłam. – Magda, nie tak się robi schabowe. Magda, dzieci nie powinny tyle siedzieć przed komputerem. Magda, powinnaś więcej czasu spędzać z mężem, bo ostatnio jesteście jacyś dalecy. – A jak miałam spędzać z nim czas, skoro nawet nie mieliśmy już własnej sypialni? Oddaliśmy ją Pawłowi z rodziną, a sami spaliśmy na rozkładanej kanapie w salonie.
Pewnej nocy nie wytrzymałam. Obudziłam się o drugiej, bo dzieci biegały po mieszkaniu, śmiejąc się i krzycząc. Poszłam do kuchni, gdzie teściowa piła herbatę. – Pani Halino, nie mogę tak żyć. To jest mój dom, a ja czuję się tu jak obca. – Spojrzała na mnie chłodno. – Magda, nie przesadzaj. Rodzina jest najważniejsza. Ty masz dobrą pracę, możesz nas utrzymać przez jakiś czas. –
Wtedy zrozumiałam, że dla niej jestem tylko portfelem i służącą. Michał nie stanął po mojej stronie ani razu. Kiedy próbowałam z nim rozmawiać, unikał tematu. – Nie rób scen, Magda. Mama się denerwuje. –
Zaczęłam się zastanawiać, kiedy ostatni raz czułam się szczęśliwa. Może wtedy, kiedy wprowadziliśmy się do tego mieszkania, pełni marzeń i planów. Teraz wszystko się rozpadło. Nawet moja mama, kiedy zadzwoniłam do niej zapłakana, powiedziała: – Magda, musisz postawić granice. Inaczej zniszczą ci życie.
Ostatnią kroplą była rozmowa, którą przypadkiem usłyszałam. Teściowa mówiła do Michała: – Magda powinna być wdzięczna, że ma rodzinę. Gdyby nie my, byłaby sama. – Michał tylko przytaknął. Poczułam, jakby ktoś wbił mi nóż w serce. Czy naprawdę tak o mnie myślą? Czy jestem tylko dodatkiem do ich wygodnego życia?
Następnego ranka spakowałam walizkę. Michał patrzył na mnie z niedowierzaniem. – Co ty robisz? – Odchodzę. Nie mogę tak żyć. – Ale gdzie pójdziesz? – Do mamy. Tam przynajmniej ktoś mnie szanuje. –
Nie zatrzymał mnie. Nawet nie próbował. Wyszłam, zostawiając za sobą wszystko, co budowałam przez lata. Po raz pierwszy od dawna poczułam ulgę. Może i byłam sama, ale przynajmniej byłam wolna.
Czasem zastanawiam się, czy mogłam zrobić coś inaczej. Czy powinnam była walczyć o swoje małżeństwo, czy może od początku powinnam postawić granice? Dlaczego tak trudno jest powiedzieć „dość”, kiedy wszyscy oczekują, że będziesz poświęcać się dla innych? Może czasem trzeba wybrać siebie, nawet jeśli oznacza to samotność. Czy wy też mieliście kiedyś wrażenie, że wasze życie wymyka się spod kontroli, bo inni decydują za was?