Uciekłam z domu, bo nie chciałam być tylko opiekunką mojego brata – czy miałam prawo wybrać siebie?
– Znowu się spóźniłaś, Magda! – głos mamy rozbrzmiał w kuchni jak wystrzał. Stałam w progu, z plecakiem na ramieniu, a w środku czułam, jak wszystko we mnie się kurczy. – Przepraszam, autobus miał opóźnienie – wymamrotałam, ale wiedziałam, że to nie ma znaczenia. Mama już była wściekła, a Kuba, mój młodszy brat, siedział przy stole i patrzył na mnie tym swoim smutnym wzrokiem. Od dziecka byłam tą „od pomagania”, niewidzialną córką, która miała być wsparciem dla matki i chorym bratem. Tata odszedł, gdy miałam dziesięć lat. Od tamtej pory wszystko było na mojej głowie.
Każdy dzień wyglądał tak samo: szkoła, szybki powrót do domu, odrabianie lekcji z Kubą, podawanie mu leków, sprzątanie, gotowanie, a potem jeszcze zakupy. Mama pracowała na dwie zmiany w szpitalu, wracała zmęczona i rozdrażniona. Często powtarzała: „Magda, musisz mi pomóc. Sama sobie nie poradzę. Kuba cię potrzebuje.” A ja? Czy ktoś mnie potrzebował? Czy ktoś widział, jak bardzo jestem zmęczona, jak bardzo chciałabym po prostu być nastolatką, wyjść z koleżankami, zakochać się, pośmiać się z byle czego?
Pamiętam, jak pewnego wieczoru, gdy miałam siedemnaście lat, siedziałam na podłodze w swoim pokoju i płakałam. Kuba miał atak, mama krzyczała, że nie podałam mu leku na czas. „To twoja wina!” – wrzeszczała, a ja czułam, jakby ktoś wbijał mi szpilki w serce. Przez całą noc nie mogłam zasnąć. W głowie miałam tylko jedno pytanie: czy to naprawdę moja wina? Czy jestem złą siostrą, złą córką?
W szkole byłam duchem. Nauczyciele pytali, czemu nie mam zadania, czemu jestem nieprzygotowana. Koleżanki przestały zapraszać mnie na spotkania, bo zawsze odmawiałam. Nawet nie próbowałam tłumaczyć, że muszę wracać do domu, bo Kuba, bo mama, bo nikt inny nie zrobi obiadu. Czułam się coraz bardziej samotna. Czasem, gdy patrzyłam w lustro, nie poznawałam siebie. Moje oczy były puste, twarz blada, włosy w nieładzie. Gdzie podziała się ta radosna dziewczyna, która kiedyś marzyła o studiach w Krakowie, o podróżach, o własnym życiu?
Pewnego dnia, gdy mama wróciła z pracy wyjątkowo późno, usiadła naprzeciwko mnie i powiedziała: – Magda, musisz zrezygnować z matury. Kuba jest coraz słabszy, nie damy rady bez ciebie. – Poczułam, jakby ktoś wylał na mnie wiadro lodowatej wody. – Ale mamo, to moje życie… – zaczęłam, ale przerwała mi ruchem ręki. – Twoje życie to rodzina. Takie jest twoje zadanie. –
Tej nocy nie spałam. Przewracałam się z boku na bok, a w głowie miałam tylko jedno: muszę uciec. Muszę ratować siebie, bo inaczej zniknę, przestanę istnieć. Spakowałam plecak – kilka ubrań, książka, trochę pieniędzy, które odkładałam przez lata. Rano, zanim ktokolwiek się obudził, wyszłam z domu. Ostatni raz spojrzałam na drzwi, za którymi zostawiałam wszystko: rodzinę, poczucie winy, swoje dzieciństwo.
Przez pierwsze dni spałam u koleżanki, potem wynajęłam pokój u starszej pani. Pracowałam w kawiarni, wieczorami uczyłam się do matury. Było ciężko, czasem nie miałam co jeść, czasem płakałam z tęsknoty za Kubą. Ale po raz pierwszy czułam, że żyję dla siebie. Że mogę decydować o swoim losie. Mama dzwoniła, krzyczała do słuchawki, że jestem egoistką, że zniszczyłam rodzinę. Kuba przestał się odzywać. Bolało mnie to, ale wiedziałam, że jeśli wrócę, już nigdy nie będę wolna.
Minęły lata. Skończyłam studia, znalazłam pracę, mam przyjaciół, czasem nawet się uśmiecham. Ale w środku wciąż noszę ten ciężar. Czasem budzę się w nocy z poczuciem winy, że zostawiłam Kubę, że zawiodłam mamę. Czy miałam prawo wybrać siebie? Czy egoizm jest grzechem, jeśli ratuje ci życie? Spotkałam się z mamą kilka razy. Była chłodna, oschła, nie potrafiła mi wybaczyć. Kuba jest już dorosły, mieszka w ośrodku, czasem do mnie pisze. Pisze, że rozumie, że też chciałby kiedyś wybrać siebie.
Często patrzę w lustro i pytam siebie: czy zrobiłam dobrze? Czy miałam prawo odejść, zostawić rodzinę, by ratować siebie? Czy wy też kiedyś musieliście wybierać między sobą a bliskimi? Czy można być szczęśliwym, mając na sumieniu taki wybór?