Mój zięć myślał, że rodzinny biznes to dla niego wakacje

— Tato, Michał znowu nie przyszedł na czas — usłyszałem głos mojej córki, Magdy, kiedy wchodziłem do biura. Był poniedziałek rano, a ja już czułem, jak narasta we mnie frustracja. Od kiedy Magda wyszła za Michała, miałem nadzieję, że rodzinny biznes — nasza mała hurtownia spożywcza pod Warszawą — stanie się jeszcze silniejszy. Zawsze marzyłem, że dzieci przejmą po mnie interes, a rodzina będzie trzymać się razem. Ale rzeczywistość okazała się zupełnie inna.

Michał pojawił się w drzwiach dopiero po dziewiątej, z kubkiem kawy w ręku i telefonem przy uchu. Uśmiechnął się do mnie, jakby nic się nie stało, i rzucił: — Przepraszam, korki były. — To już trzeci raz w tym tygodniu — mruknąłem pod nosem, ale on nawet nie zareagował. Magda spojrzała na mnie z niepokojem. Wiedziała, że nie jestem zadowolony, ale próbowała łagodzić sytuację. — Tato, daj mu trochę czasu, on się jeszcze uczy — szepnęła, ale ja już wiedziałem, że to nie kwestia nauki, tylko chęci.

Od początku Michał traktował naszą firmę jak coś, co mu się należy. Kiedyś, podczas rodzinnego obiadu, zapytałem go, czy nie chciałby przejąć odpowiedzialności za dział zamówień. — Wiesz, Andrzej, ja się na tym nie znam, poza tym to chyba nie jest aż tak skomplikowane, prawda? — odpowiedział z uśmiechem, który bardziej mnie zirytował niż rozbawił. Magda próbowała go tłumaczyć, ale ja widziałem, że Michał nie ma najmniejszej ochoty się angażować. Zamiast tego spędzał czas na telefonie, przeglądając media społecznościowe, a kiedy trzeba było rozładować dostawę, nagle znikał na „ważne spotkanie”.

Najgorsze było to, że zaczął podburzać Magdę przeciwko mnie. — Twój tata traktuje mnie jak zwykłego pracownika, a przecież jestem rodziną — mówił jej wieczorami, kiedy myślał, że nie słyszę. — To niesprawiedliwe, że muszę robić te wszystkie nudne rzeczy. Przecież firma i tak dobrze działa. — Magda próbowała go przekonać, że każdy musi się starać, ale Michał był uparty. — Po co się wysilać, skoro wszystko jest już poukładane? — pytał, a ja czułem, jak narasta we mnie gniew.

Pewnego dnia, kiedy mieliśmy wyjątkowo dużo pracy, poprosiłem Michała, żeby pomógł przy rozładunku towaru. — Andrzej, ja mam dzisiaj spotkanie z klientem — rzucił, nawet na mnie nie patrząc. — Jakim klientem? — zapytałem, bo wiedziałem, że nie ma żadnych spotkań. — No, wiesz, trzeba budować relacje — odpowiedział wymijająco i wyszedł, zostawiając mnie samego z ciężkimi kartonami. Magda przyszła mi pomóc, ale widziałem, że jest jej wstyd za męża.

Wieczorem, przy kolacji, nie wytrzymałem. — Michał, musimy porozmawiać. W tej firmie każdy pracuje na równych zasadach. To, że jesteś moim zięciem, nie oznacza, że masz taryfę ulgową. — Michał spojrzał na mnie z niedowierzaniem. — Ale przecież to rodzinny biznes! Myślałem, że tu chodzi o zaufanie, a nie o harówkę. — Magda próbowała go uspokoić, ale Michał był nieugięty. — Może powinieneś docenić, że w ogóle tu jestem — rzucił, a ja poczułem, jak pęka we mnie coś ważnego.

Od tego dnia atmosfera w domu była napięta. Magda coraz częściej płakała, a ja czułem się winny, że doprowadziłem do takiej sytuacji. Zastanawiałem się, czy nie lepiej byłoby, gdyby Michał znalazł inną pracę, ale Magda prosiła, żebym dał mu jeszcze jedną szansę. — On naprawdę chce się nauczyć, tylko nie wie, jak zacząć — mówiła, ale ja już nie wierzyłem w te zapewnienia.

Wkrótce zaczęły się pojawiać poważniejsze problemy. Michał zaczął spóźniać się coraz częściej, a kiedy już był w pracy, robił wszystko, żeby tylko nie pracować. Raz przyłapałem go, jak grał w gry na komputerze, kiedy miał przygotować raport dla księgowej. — Michał, co ty robisz? — zapytałem z niedowierzaniem. — Odpoczywam, przecież i tak nie ma teraz nic do roboty — odpowiedział bez cienia wstydu. Wtedy już wiedziałem, że muszę podjąć decyzję.

Zebrałem rodzinę przy stole i powiedziałem wprost: — Michał, jeśli chcesz być częścią tej firmy, musisz zacząć traktować ją poważnie. Inaczej będziesz musiał poszukać innej pracy. — Magda rozpłakała się, a Michał wstał i wyszedł bez słowa. Przez kilka dni nie odzywał się do nikogo, a Magda próbowała ratować sytuację. — Tato, proszę, nie wyrzucaj go. On się zmieni, obiecuję — błagała, ale ja już nie miałem siły wierzyć w te obietnice.

W końcu Michał wrócił do pracy, ale tylko na chwilę. Po kilku tygodniach sam zrezygnował, tłumacząc, że „to nie dla niego”. Magda była załamana, a ja czułem się winny, że nie potrafiłem znaleźć sposobu, żeby go zmotywować. Z jednej strony ulżyło mi, że nie muszę już codziennie walczyć z jego lenistwem, z drugiej — bolało mnie, że moja córka cierpi przez decyzje swojego męża.

Czasami zastanawiam się, czy mogłem zrobić coś inaczej. Może powinienem był być bardziej cierpliwy, może powinienem był lepiej go wprowadzić w zasady naszej pracy. Ale czy naprawdę można nauczyć kogoś szacunku do pracy i rodziny, jeśli sam tego nie chce? Czy rodzinny biznes to błogosławieństwo, czy przekleństwo, kiedy w grę wchodzą uczucia najbliższych? Może niektóre rzeczy po prostu nie są nam pisane, a życie i tak znajdzie sposób, żeby nas czegoś nauczyć.