Noc, która zmieniła wszystko: Gdy zostawiliśmy dzieci u mojej mamy

– Mamo, proszę, przyjedź po mnie… – głos Antosia, mojego młodszego syna, drżał w słuchawce. Była już prawie północ, a ja siedziałam z Piotrem na kanapie w naszym wynajmowanym mieszkaniu, przeglądając oferty kredytów hipotecznych. Właśnie podjęliśmy decyzję, że bierzemy kredyt na trzydzieści lat, żeby w końcu mieć własny kąt. Dzieci – Antoś i starsza o dwa lata Hania – zostawiliśmy u mojej mamy, bo wiedzieliśmy, że to będzie długi i stresujący wieczór. Myślałam, że będą się dobrze bawić, że babcia zrobi im kakao i pozwoli oglądać bajki do późna.

Ale ten telefon…

– Antosiu, co się stało? – zapytałam, próbując ukryć narastającą panikę.

– Babcia się na mnie zdenerwowała… Hania powiedziała, że jestem głupi, a babcia kazała mi iść spać bez kolacji… Mamo, ja chcę do domu…

W tle słyszałam podniesiony głos mojej mamy. – Antoś, oddaj telefon! – krzyknęła, a potem połączenie się urwało. Przez chwilę siedziałam w ciszy, czując, jak serce wali mi w piersi. Piotr spojrzał na mnie pytająco, a ja tylko pokręciłam głową.

– Coś się stało? – zapytał cicho.

– Antoś płacze. Chce wracać do domu. Mama się na niego zdenerwowała…

Piotr westchnął ciężko. – Może przesadzamy? Może nie powinniśmy ich zostawiać?

Wiedziałam, że to nie pierwszy raz, kiedy mama nie radzi sobie z dziećmi. Była surowa, czasem zbyt surowa. Ale nie mieliśmy nikogo innego, komu moglibyśmy zaufać. Moja teściowa mieszkała daleko, a znajomi mieli własne dzieci i problemy. Zawsze powtarzałam sobie, że dzieci muszą się nauczyć, że nie wszystko dostaną od razu, że babcia jest po prostu inna niż my. Ale tej nocy poczułam, że coś pękło.

Zadzwoniłam do mamy. Odebrała po kilku sygnałach, wyraźnie zirytowana.

– Co się dzieje? – zapytała bez przywitania.

– Mamo, Antoś płacze. Dlaczego kazałaś mu iść spać bez kolacji?

– Bo był niegrzeczny! Krzyczał, nie chciał się słuchać, a Hania tylko dolewała oliwy do ognia. Nie mam już do nich siły, naprawdę. – Jej głos był zmęczony, ale też pełen pretensji.

– Mamo, to są dzieci…

– Tak, dzieci, które nie mają żadnych granic! – przerwała mi. – Ty i Piotr pozwalacie im na wszystko, a potem ja muszę się z nimi użerać. Może powinniście w końcu nauczyć ich dyscypliny!

Poczułam, jak narasta we mnie złość. – Mamo, nie będziemy teraz o tym rozmawiać. Przyjedziemy po nich.

– Róbcie, co chcecie – rzuciła i się rozłączyła.

Piotr już zakładał kurtkę. – Jedziemy?

Skinęłam głową. W drodze do mamy milczeliśmy. W głowie kłębiły mi się myśli: Czy naprawdę jestem złą matką? Czy to wszystko moja wina? Może mama ma rację, może za bardzo ich rozpieszczam? Ale przecież nie chcę, żeby moje dzieci bały się babci, żeby płakały w nocy i błagały o powrót do domu.

Gdy weszliśmy do mieszkania mamy, Antoś siedział skulony na kanapie, a Hania patrzyła na nas z wyrzutem. Mama stała w kuchni, z rękami założonymi na piersi.

– Proszę bardzo, zabierajcie ich – powiedziała lodowatym tonem. – Ja już nie dam rady.

Antoś rzucił mi się na szyję, łkając. – Mamo, przepraszam, już będę grzeczny…

Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. – To nie twoja wina, kochanie – szepnęłam, głaszcząc go po głowie.

Hania stała z boku, wyraźnie zdezorientowana. – Mamo, czy babcia już nas nie kocha?

Zamarłam. Jak odpowiedzieć na takie pytanie? Przecież wiem, że mama ich kocha, ale nie potrafi tego okazać inaczej niż przez surowość i wymagania. Sama wychowywała mnie twardą ręką, zawsze powtarzała, że życie nie jest łatwe i trzeba być silnym. Ale czy to znaczy, że moje dzieci muszą cierpieć?

Wróciliśmy do domu w środku nocy. Dzieci długo nie mogły zasnąć. Antoś tulił się do mnie, a Hania pytała, czy jeszcze kiedyś pójdą do babci. Piotr siedział w kuchni, patrząc w okno. W końcu usiadłam obok niego.

– Może powinniśmy poszukać innego rozwiązania – powiedział cicho. – Może nie powinniśmy już zostawiać ich u twojej mamy.

– Ale co wtedy? – zapytałam. – Nie mamy nikogo innego. A przecież musimy pracować, załatwiać sprawy…

– Może czasem lepiej odpuścić – westchnął. – Może nie wszystko musi być idealne.

Przez kolejne dni atmosfera w domu była napięta. Mama nie dzwoniła, ja też nie miałam odwagi zadzwonić pierwsza. Dzieci były ciche, jakby bały się, że znów zostaną gdzieś same. Piotr próbował mnie pocieszać, ale widziałam, że sam ma wątpliwości. Czy naprawdę robimy wszystko dobrze? Czy nasze decyzje nie ranią naszych dzieci?

Po tygodniu mama zadzwoniła. – Może przesadziłam – powiedziała niepewnie. – Ale naprawdę nie jest mi łatwo. Jestem już stara, nie mam tyle siły co kiedyś. Przepraszam, jeśli Antoś się przestraszył.

– Mamo, ja też przepraszam. Może za dużo od ciebie wymagam. Ale musisz zrozumieć, że dla nich to było trudne.

– Wiem. Może powinniśmy się spotkać i porozmawiać. Bez dzieci.

Zgodziłam się. Spotkałyśmy się w kawiarni, jak dwie dorosłe kobiety, a nie matka i córka. Rozmawiałyśmy długo – o moim dzieciństwie, o jej samotności, o tym, jak trudno być rodzicem i babcią jednocześnie. W końcu zrozumiałyśmy, że obie popełniamy błędy, ale najważniejsze jest, żeby się wspierać, a nie oskarżać.

Dziś, kiedy patrzę na Antosia i Hanię, wiem, że tamta noc zmieniła wszystko. Już nie zostawiam ich u mamy na noc, ale spotykamy się częściej, rozmawiamy, uczymy się siebie nawzajem. Wciąż mam wątpliwości, wciąż boję się, że coś zrobię źle. Ale wiem, że nie jestem sama.

Czy każda matka czuje się czasem winna? Czy można być dobrą córką i dobrą matką jednocześnie? Może to właśnie te pytania sprawiają, że wciąż próbujemy być lepsi…