Ale rozwód w wieku 65 lat? Kto w ogóle rozwodzi się w tym wieku?
— Tadeusz, czy ty mnie w ogóle słuchasz? — głos Anny odbił się echem w pustym salonie, w którym od miesięcy nie było już śmiechu dzieci ani zapachu świeżo upieczonego ciasta. Siedziałem przy stole, patrząc w okno na szare, listopadowe niebo, i czułem, jak coś we mnie pęka. — Paweł napisał, że Zosia dostała piątkę z matematyki! — Anna nie przestawała, jakby chciała wypełnić ciszę, która od dawna była naszym jedynym towarzyszem.
— Tak, słyszałem — odpowiedziałem, choć nie miałem pojęcia, o czym mówiła. Myślami byłem gdzie indziej. Wspominałem czasy, gdy jeszcze rozmawialiśmy o czymś innym niż nasz syn i wnuki. O podróżach, o książkach, o marzeniach, które mieliśmy, zanim wszystko sprowadziło się do codziennych raportów z życia Pawła.
Kiedy Paweł wyjechał do Niemiec, Anna wpadła w obsesję na punkcie kontaktu z nim. Każdy dzień zaczynał się i kończył rozmową przez Skype’a, a ja czułem się coraz bardziej zbędny. Próbowałem z nią rozmawiać, zaproponowałem wyjazd na Mazury, wspólne wyjście do teatru, ale zawsze słyszałem to samo:
— Może innym razem, Tadeusz. Dziś muszę zadzwonić do Pawła, bo Zosia ma katar.
Z czasem przestałem próbować. Zaszywałem się w swoim pokoju, czytałem gazety, chodziłem na długie spacery po parku. Tam poznałem Ewę. Miała rude włosy, śmiała się głośno i nie bała się mówić, co myśli. Spotykaliśmy się przypadkiem na ławce przy stawie. Najpierw rozmawialiśmy o pogodzie, potem o książkach, aż w końcu o życiu. Opowiedziała mi o swoim rozwodzie, o dorosłych dzieciach, które wyjechały do Anglii, o samotności, która czasem przygniatała ją do ziemi.
— Wiesz, Tadeusz, czasem mam wrażenie, że już nic dobrego mnie nie spotka. Ale potem przychodzę tutaj i czuję, że jeszcze żyję — powiedziała pewnego dnia, patrząc mi prosto w oczy.
Zacząłem czekać na te spotkania. Czułem się przy niej młodszy, ważny, potrzebny. Z Ewą rozmawiałem o wszystkim — o polityce, o dawnych filmach, o tym, jak bardzo boję się starości. Z Anną nie rozmawiałem już prawie wcale.
Pewnego wieczoru, kiedy wróciłem do domu, Anna siedziała przy stole z kubkiem herbaty. Spojrzała na mnie uważnie.
— Gdzie byłeś? — zapytała cicho.
— Na spacerze. Jak zwykle — odpowiedziałem, unikając jej wzroku.
— Tadeusz, co się z nami stało? — jej głos zadrżał. — Przecież kiedyś byliśmy szczęśliwi. Co się zmieniło?
Chciałem jej powiedzieć, że wszystko się zmieniło. Że nie potrafię już z nią rozmawiać, że czuję się w tym domu jak cień. Ale nie miałem odwagi. Zamiast tego wzruszyłem ramionami i poszedłem do swojego pokoju.
Następnego dnia spotkałem się z Ewą. Siedzieliśmy na ławce, a ona nagle złapała mnie za rękę.
— Tadeusz, czy ty mnie lubisz? — zapytała, a ja poczułem, jak serce bije mi szybciej niż przez ostatnie dwadzieścia lat.
— Lubię. Bardzo — odpowiedziałem, patrząc jej w oczy. — Chyba nawet więcej niż lubię.
Wróciłem do domu późno. Anna czekała na mnie w kuchni. Na stole leżała kartka papieru.
— Co to jest? — zapytałem.
— To lista rzeczy, które chciałabym jeszcze zrobić w życiu. Może spróbujemy razem? — spojrzała na mnie z nadzieją, której nie widziałem od lat.
Poczułem się rozdarty. Z jednej strony Anna, z którą spędziłem większość życia, matka mojego syna, kobieta, z którą dzieliłem radości i smutki. Z drugiej Ewa — nowa, świeża, pełna życia, dająca mi poczucie, że jeszcze mogę być szczęśliwy.
Przez kilka tygodni żyłem w zawieszeniu. Spotykałem się z Ewą, wracałem do Anny, próbowałem rozmawiać, ale wszystko było sztuczne, wymuszone. Pewnego dnia Anna powiedziała:
— Wiem, że masz kogoś. Widziałam was razem w parku. Nie chcę cię zatrzymywać na siłę, Tadeusz. Ale powiedz mi prawdę: kochasz ją?
Nie potrafiłem skłamać. Skinąłem głową. Anna rozpłakała się, a ja poczułem, że zawodzę ją po raz drugi — najpierw odchodząc emocjonalnie, teraz fizycznie.
Rozwód w wieku 65 lat? Kto w ogóle rozwodzi się w tym wieku? — pytałem sam siebie, podpisując papiery w kancelarii. Patrzyłem na Annę, która była mi bliska przez całe życie, i na Ewę, która czekała na mnie z nadzieją na nowy początek. Syn nie rozumiał mojej decyzji. Przestał się odzywać, wnuki nie dzwoniły. Anna zamknęła się w sobie, a ja… ja próbowałem odnaleźć się w nowej rzeczywistości.
Czasem budzę się w nocy i pytam sam siebie: czy warto było wszystko zburzyć dla chwili szczęścia? Czy człowiek ma prawo szukać miłości na starość, nawet jeśli rani tych, których kochał przez całe życie? A może to tylko egoizm, który przychodzi z wiekiem, kiedy człowiek boi się samotności bardziej niż czegokolwiek innego?
Może wy mi powiecie: czy na miłość i szczęście jest jakiś termin ważności? Czy powinienem był zostać, czy miałem prawo odejść?