Nie da się udawać, że wszystko pozostało takie samo – historia Magdy z Bydgoszczy

Wszystko zaczęło się w ten zimny, lutowy wieczór, kiedy mama zadzwoniła do mnie z płaczem: „Magda, tata nie żyje. Zawał. Przyjedź natychmiast.” Pamiętam, jak rzuciłam wszystko – kubek z herbatą rozbił się o podłogę, a ja biegłam przez śnieg do samochodu, nie czując zimna. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że tej nocy skończy się moje dawne życie.

W domu panował chaos. Mama siedziała na kanapie, trzęsącymi się rękami ściskała chusteczkę. Mój młodszy brat, Szymon, patrzył w ścianę jakby nie rozumiał, co się stało. „Dlaczego on? Dlaczego teraz?” – powtarzała mama. Nie miałam odpowiedzi. Przez kolejne dni dom wypełniały zapachy kawy i ciasta przynoszonego przez sąsiadki, szelest czarnych ubrań i szeptane rozmowy o pogrzebie.

Po pogrzebie wszystko się zmieniło. Mama zamknęła się w sobie, przestała gotować obiady, a ja musiałam przejąć jej obowiązki. Szymon zaczął wracać późno do domu, coraz częściej czułam od niego alkohol. Pewnego wieczoru usłyszałam trzask drzwi i jego pijany głos:
– Zostaw mnie! Mam dość tego cyrku!

Próbowałam rozmawiać z mamą:
– Mamo, musimy coś zrobić z Szymonem. On sobie nie radzi.
– A ty myślisz, że ja sobie radzę? – wybuchła. – Każdy ma swoje problemy!

Zaczęłam czuć się jak intruz we własnym domu. Każdy dzień był walką o normalność. Praca w szkole dawała mi chwilę wytchnienia, ale wracałam do pustego mieszkania i coraz bardziej zamkniętej rodziny.

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie ciotka Basia:
– Magda, musisz przyjechać do babci. Jest coraz gorzej. Nie poznaje ludzi.
Pojechałam do Torunia. Babcia siedziała na fotelu, patrząc przez okno na szare bloki.
– Magdusiu, gdzie jest twój tata? – zapytała nagle.
– Babciu… Tata odszedł.
– Znowu? – szepnęła i rozpłakała się jak dziecko.

Wróciłam do Bydgoszczy wykończona psychicznie. Wtedy zadzwonił mój narzeczony, Paweł:
– Magda, musimy pogadać. Coś się zmieniło między nami.
– Teraz? Nie mam siły na kolejne rozmowy…
– Ale ja muszę. Poznałem kogoś.

Zamarłam. Przez chwilę nie mogłam oddychać.
– Kogo?
– Sylwię z pracy. Przepraszam…

Zawalił mi się świat po raz drugi w ciągu kilku miesięcy. Przez kilka dni nie wychodziłam z łóżka. Mama nawet tego nie zauważyła – była zajęta własnym bólem.

W końcu zebrałam się w sobie i poszłam do pracy. Tam czekała na mnie moja przyjaciółka z dzieciństwa, Kasia:
– Magda, wyglądasz okropnie. Co się dzieje?
Opowiedziałam jej wszystko – o tacie, Szymonie, babci i Pawle.
– Musisz coś zmienić – powiedziała stanowczo. – Może wyjedź na chwilę? Albo zamieszkaj sama?

Nie miałam siły na zmiany. Ale życie samo je wymusiło.

Szymon pewnej nocy nie wrócił do domu. Policja znalazła go nad Brdą – pobitego i okradzionego przez „kolegów” z osiedla. Leżał w szpitalu przez tydzień. Mama obwiniała mnie:
– Gdybyś bardziej go pilnowała…
– Mamo! To nie moja wina!
– Wszystko przez ciebie! Zawsze byłaś egoistką!

Wybiegłam z domu i długo błąkałam się po mieście. W końcu zadzwoniłam do Kasi:
– Mogę u ciebie przenocować?
– Jasne, przyjeżdżaj.

U Kasi poczułam pierwszy raz od miesięcy spokój. Jej mąż, Tomek, zrobił mi herbatę i podał kawałek sernika.
– Magda, musisz pomyśleć o sobie – powiedział cicho.

Zaczęłam wynajmować małe mieszkanie na Bartodziejach. Mama nie odzywała się do mnie przez dwa tygodnie. Szymon wyszedł ze szpitala i wrócił do dawnych nawyków. Pewnego dnia przyszedł do mnie pijany:
– Ty zawsze miałaś lepiej! Tata cię kochał najbardziej!
– Szymon, przestań! Wszyscy cierpimy!

Wtedy uderzył pięścią w ścianę i wybiegł trzaskając drzwiami.

W pracy też nie było łatwo. Dyrektorka zarzucała mi brak zaangażowania:
– Magda, dzieci cię potrzebują! Nie możesz być taka rozkojarzona!
Starałam się jak mogłam, ale czasem łzy same napływały do oczu podczas lekcji.

Pewnego dnia dostałam list polecony – mama sprzedała dom bez mojej wiedzy i przeprowadziła się do siostry pod Poznań.
Zadzwoniłam do niej wściekła:
– Jak mogłaś?! To był nasz dom!
– Twój ojciec już tu nie mieszka! Nie chcę tu być ani dnia dłużej!

Zostałam sama – bez rodziny, bez narzeczonego, bez domu.

Kasia próbowała mnie pocieszać:
– Może to szansa na nowy początek?
Ale ja czułam tylko pustkę.

Minęły miesiące. Powoli zaczęłam układać sobie życie na nowo. Zapisałam się na jogę, zaczęłam chodzić na spacery po Myślęcinku. Poznałam nowych ludzi – Anię z kursu angielskiego i Michała z sąsiedztwa. Michał zaprosił mnie kiedyś na kawę:
– Magda, masz piękny uśmiech. Szkoda, że tak rzadko go pokazujesz.
Uśmiechnęłam się pierwszy raz od dawna naprawdę szczerze.

Mama zadzwoniła po pół roku:
– Magda… tęsknię za tobą.
Rozmawiałyśmy długo – pierwszy raz bez pretensji i żalu.

Szymon trafił na terapię uzależnień po tym jak pobił go kolejny raz „kolega”. Babcia zmarła spokojnie we śnie.

Dziś wiem jedno: nie da się udawać, że wszystko pozostało takie samo po tragedii. Można próbować sklejać kawałki życia na nowo, ale blizny zostają już na zawsze.

Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: czy gdybym była silniejsza wcześniej – czy mogłabym uratować rodzinę? A może każdy z nas musi przejść swoją drogę przez ciemność? Co wy o tym myślicie?