Zdrada po dwunastu latach: Jak odkryłam prawdę o Robercie

Stałam w kuchni, patrząc na zegar, który wskazywał 18:30. Robert powinien już być w domu. Zawsze wracał o tej porze, a ja przygotowywałam kolację dla naszej trójki. Zosia bawiła się w swoim pokoju, a ja próbowałam skupić się na krojeniu warzyw, choć myśli krążyły wokół czegoś zupełnie innego. Ostatnio czułam, że coś jest nie tak. Robert był obecny ciałem, ale nie duchem. Jego oczy były gdzieś daleko, a rozmowy stały się powierzchowne.

Kiedy w końcu usłyszałam dźwięk kluczy w zamku, poczułam ulgę zmieszaną z niepokojem. Robert wszedł do kuchni, uśmiechając się lekko. „Cześć, kochanie,” powiedział, całując mnie w policzek. „Jak minął dzień?”

„Dobrze,” odpowiedziałam automatycznie, choć w środku czułam się jak na krawędzi przepaści. „Zosia zrobiła piękny rysunek w szkole. Chciała ci go pokazać.”

„Świetnie,” odparł, ale jego uwaga była już gdzie indziej. Siadł przy stole i zaczął przeglądać telefon.

Kolacja przebiegła jak zwykle – rozmowy o niczym, śmiechy Zosi i nasze wymuszone uśmiechy. Ale tego wieczoru coś we mnie pękło. Kiedy Zosia poszła spać, postanowiłam porozmawiać z Robertem.

„Robert,” zaczęłam niepewnie, „czy wszystko między nami jest w porządku?”

Spojrzał na mnie zaskoczony, jakby nie spodziewał się tego pytania. „Oczywiście, dlaczego pytasz?”

„Bo czuję, że coś jest nie tak. Jesteś inny…”

Zamilkł na chwilę, a potem westchnął ciężko. „Victoria, to nie jest dobry moment na takie rozmowy. Jestem zmęczony po pracy.”

„Ale kiedy będzie dobry moment?” naciskałam. „Nie możemy tego odkładać w nieskończoność.”

Robert spojrzał na mnie z irytacją. „Nie teraz,” powtórzył i wyszedł z pokoju.

Tej nocy nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, a myśli krążyły wokół Roberta i jego tajemniczości. Coś musiało się dziać, coś, czego nie chciał mi powiedzieć.

Kilka dni później znalazłam dowód na to, co podejrzewałam. Przypadkiem natknęłam się na jego telefon leżący na stole w salonie. Nie jestem osobą, która grzebie w cudzych rzeczach, ale coś mnie tknęło. Otworzyłam wiadomości i zobaczyłam rozmowy z kobietą o imieniu Marta.

Serce mi stanęło, gdy czytałam ich wymiany zdań pełne czułości i intymności. To było jak cios prosto w serce. Jak mógł mi to zrobić? Po tylu latach wspólnego życia?

Kiedy Robert wrócił do domu tego wieczoru, czekałam na niego z telefonem w ręku. „Kim jest Marta?” zapytałam bez ogródek.

Zbladł i przez chwilę wyglądał na zagubionego. „Victoria… to nie tak jak myślisz…”

„Więc jak?” przerwałam mu ostro. „Jak to jest?”

Usiadł ciężko na kanapie i ukrył twarz w dłoniach. „Nie wiem, co ci powiedzieć,” wyszeptał.

„Powiedz prawdę,” zażądałam.

Podniósł wzrok i spojrzał mi prosto w oczy. „Tak, spotykam się z Martą od kilku miesięcy,” przyznał w końcu.

Poczułam, jak świat wokół mnie się rozpada. Wszystko, co budowaliśmy przez te lata – nasza rodzina, nasze życie – nagle straciło sens.

Przez kolejne dni żyliśmy obok siebie jak obcy ludzie. Robert starał się być obecny dla Zosi, ale między nami była przepaść nie do pokonania.

Pewnego wieczoru usiedliśmy razem przy stole kuchennym. „Co teraz?” zapytałam cicho.

Robert spojrzał na mnie z bólem w oczach. „Nie wiem,” odpowiedział szczerze. „Chcę być dla Zosi dobrym ojcem… ale między nami…”

„Między nami już nic nie ma,” dokończyłam za niego.

Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, każde pogrążone we własnych myślach.

„Może powinniśmy spróbować terapii,” zaproponowałam niepewnie.

Robert pokręcił głową. „Nie wiem, czy to coś zmieni,” powiedział smutno.

Wiedziałam, że ma rację. Nasze małżeństwo było jak dom zbudowany na piasku – wystarczyło jedno uderzenie fali, by wszystko runęło.

Teraz muszę odnaleźć się w nowej rzeczywistości – jako samotna matka i kobieta zdradzona przez mężczyznę, którego kochałam przez tyle lat.

Czy kiedykolwiek będę mogła mu wybaczyć? Czy znajdę siłę, by zacząć od nowa? To pytania, które będą mnie dręczyć jeszcze długo.