Teściowa prawie zabiła mojego syna „troską”, a mój mąż tylko wzruszył ramionami
Stałam w kuchni z mokrymi rękami i słyszałam, jak mój syn charczy, a Wanda Stanisławowa mówiła spokojnie, że „zaraz mu przejdzie”. W tej samej chwili zrozumiałam, że w naszym domu walczę nie tylko o zdrowie dziecka, ale o prawo do bycia matką, której się słucha. Najbardziej bolało mnie to, że Piotr patrzył na wszystko i wybierał święty spokój.