Jeden weekend z teściami: Czy jestem tylko służącą we własnym domu?
— Magda, czy możesz jeszcze raz przetrzeć ten stół? — głos mojej teściowej przeszył ciszę sobotniego poranka jak ostrze. Stałam w kuchni, z rękami zanurzonymi w pianie, kiedy usłyszałam jej ton — nie prośbę, a rozkaz. Michał siedział przy stole, przeglądając wiadomości na telefonie. Nawet nie spojrzał w moją stronę.
Czułam, jak narasta we mnie frustracja. To już kolejny weekend, kiedy nasz dom przestaje być moim azylem. Zamiast odpocząć po ciężkim tygodniu pracy, zamieniam się w niewidzialną służącą. Teściowie przyjeżdżają w piątek wieczorem i od tej chwili wszystko kręci się wokół nich. Mama Michała od razu przejmuje dowodzenie: „Magda, a gdzie sól? Magda, a dlaczego nie ma świeżych kwiatów na stole? Magda, czy mogłabyś zrobić jeszcze herbaty?”
Wszystko to dzieje się przy biernej obecności mojego męża. Michał nigdy nie staje po mojej stronie. Kiedy próbuję mu powiedzieć, jak się czuję, odpowiada tylko: „Daj spokój, mama jest wymagająca, ale przecież cię lubi”. Lubi? Czasem mam wrażenie, że jestem dla niej tylko dodatkiem do syna — kimś, kto ma zapewnić jej komfort i wygodę.
W piątkowy wieczór, kiedy teściowie przyjechali, już od progu zaczęły się uwagi. „O, widzę, że znowu nie zdążyłaś umyć okien” — rzuciła teściowa z uśmiechem, który miał być żartem, ale mnie zabolał. Teść rozsiadł się w salonie i od razu poprosił o kawę. Michał nawet nie drgnął.
Przez cały weekend biegałam między kuchnią a salonem. Gotowałam, sprzątałam, podawałam do stołu. Kiedy próbowałam usiąść na chwilę z książką, słyszałam: „Magda, a możesz mi podać jeszcze ciasteczka?” Albo: „Magda, a gdzie jest pilot do telewizora?”
W sobotę wieczorem poczułam się tak zmęczona i upokorzona, że zamknęłam się w łazience i pozwoliłam sobie na kilka łez. W lustrze zobaczyłam kobietę z podkrążonymi oczami i smutkiem wypisanym na twarzy. Czy to naprawdę ja? Gdzie podziała się ta radosna Magda, która kiedyś wierzyła, że małżeństwo to partnerstwo?
Pamiętam nasze początki z Michałem. Byliśmy szczęśliwi — wspólne spacery po Krakowie, rozmowy do późna w nocy, plany na przyszłość. Ale odkąd pojawiła się presja ze strony jego rodziny, wszystko zaczęło się zmieniać. Michał coraz częściej stawał po stronie matki. „Ona chce dla nas dobrze” — powtarzał jak mantrę.
W niedzielę rano teściowa weszła do kuchni i zaczęła przestawiać moje rzeczy. „Tutaj powinnaś trzymać przyprawy, a nie tam. To bardziej praktyczne.” Zacisnęłam zęby. Chciałam krzyknąć: „To jest mój dom!” Ale zamiast tego tylko skinęłam głową i wróciłam do krojenia warzyw.
Po obiedzie Michał zaproponował spacer. Miałam nadzieję, że porozmawiamy szczerze. Szliśmy przez park w milczeniu. W końcu zebrałam się na odwagę:
— Michał… czy ty naprawdę nie widzisz, jak bardzo mnie to wszystko boli?
Spojrzał na mnie zdziwiony.
— O co ci chodzi?
— O twoich rodziców… O to, jak mnie traktują. Jakby bycie twoją żoną oznaczało bycie ich służącą.
Westchnął ciężko.
— Przesadzasz. Oni są starsi, trzeba im pomagać.
— Ale dlaczego tylko ja mam pomagać? Ty siedzisz z nimi przy stole, a ja biegam po kuchni!
Wzruszył ramionami.
— Po prostu tak już jest…
Te słowa zabolały mnie bardziej niż wszystkie uwagi teściowej razem wzięte. Tak już jest? Czyli tak już będzie zawsze?
Wieczorem siedziałam sama w sypialni. Słyszałam śmiechy z salonu — Michał i jego rodzice oglądali jakiś program rozrywkowy. Ja czułam się jak intruz we własnym domu.
Przypomniałam sobie rozmowę z mamą sprzed lat:
— Magda, pamiętaj: nigdy nie pozwól nikomu odebrać ci szacunku do samej siebie.
Wtedy wydawało mi się to oczywiste. Teraz… teraz nie byłam już tego taka pewna.
W poniedziałek rano teściowie wyjechali. Zostałam sama w pustym mieszkaniu. Usiadłam przy stole i spojrzałam na swoje dłonie — czerwone od detergentu.
Czy naprawdę jestem tylko cichą służącą we własnym domu? Czy to jest życie, którego chciałam? Czy znajdę w sobie siłę, żeby powiedzieć „dość”? A może już na zawsze zostanę niewidzialna — dla nich wszystkich i dla samej siebie?
Czasem zastanawiam się: ile kobiet w Polsce czuje to samo co ja? Ile z nas boi się zawalczyć o siebie? Może nadszedł czas na zmianę… Ale czy będę miała odwagę zrobić pierwszy krok?