Po roku ciszy stanął w moich drzwiach i poprosił o drugą szansę. Czy można wybaczyć zdradę?
Dźwięk dzwonka był ten sam, co zawsze, ale ciało zareagowało inaczej. Kroki do przedpokoju liczyłam jak oddechy przed zanurzeniem. Otworzyłam i zobaczyłam go: ten sam płaszcz, ale jakby za duży; ten sam wzrok, ale nie ten sam człowiek. Michał. Mój mąż, którego nie widziałam od roku. Mężczyzna, który zostawił mnie dla innej kobiety i przez dwanaście miesięcy nie odezwał się ani razu.
— Cześć, Aniu — powiedział cicho, jakby bał się własnego głosu.
Nie odpowiedziałam od razu. Przez chwilę miałam wrażenie, że to sen, zły żart albo halucynacja wywołana bezsennością i samotnością. Ale on stał tam naprawdę, z torbą w ręku i oczami pełnymi czegoś, czego nie potrafiłam nazwać.
— Co ty tu robisz? — zapytałam w końcu, czując jak głos mi drży.
— Muszę z tobą porozmawiać. Proszę, Aniu…
Wpuściłam go do środka. Przeszedł do salonu, jakby nigdy stąd nie odszedł. Usiadł na kanapie, tej samej, na której kiedyś oglądaliśmy filmy i kłóciliśmy się o głupoty. Teraz między nami była przepaść.
— Wiem, że nie mam prawa cię o nic prosić — zaczął. — Ale… chciałem cię przeprosić. I zapytać, czy moglibyśmy spróbować jeszcze raz.
Zachciało mi się śmiać. Gorzko, ironicznie. Rok temu spakował walizkę i wyszedł bez słowa wyjaśnienia. Zostawił mnie z rachunkami, kredytem na mieszkanie i naszym synem, Kubą, który przez pół roku budził się w nocy z płaczem.
— Spróbować jeszcze raz? Po tym wszystkim? — powtórzyłam powoli. — Michał, przez rok nie wiedziałam nawet, czy żyjesz.
— Wiem… — spuścił głowę. — To była największa głupota mojego życia. Myślałem, że tamta kobieta… że będę szczęśliwszy. Ale wszystko się rozpadło. Zrozumiałem, co straciłem.
Patrzyłam na niego i czułam narastającą złość. Przez rok walczyłam o każdy dzień. O to, żeby Kuba nie czuł się gorszy od innych dzieci w przedszkolu. O to, żeby nie płakać przy ludziach. O to, żeby nie znienawidzić Michała do końca życia.
— A Kuba? — zapytałam ostro. — Przez rok nie zadzwoniłeś nawet do własnego syna!
Michał schował twarz w dłoniach.
— Nie potrafiłem… Bałem się…
— Bałeś się? — przerwałam mu. — A ja się nie bałam? Każdego dnia musiałam tłumaczyć Kubie, dlaczego tata nie wraca do domu! Wiesz, co mi powiedział ostatnio? Że chyba już cię nie pamięta.
W pokoju zapadła cisza tak gęsta, że aż bolało. Michał podniósł wzrok i zobaczyłam w jego oczach łzy.
— Chcę to wszystko naprawić — wyszeptał.
Przez chwilę miałam ochotę wyrzucić go za drzwi. Ale potem przypomniałam sobie wszystkie noce spędzone na płaczu w poduszkę i wszystkie poranki, kiedy musiałam udawać przed Kubą, że wszystko jest w porządku. Przypomniałam sobie też te dobre chwile: wspólne wakacje nad morzem, śmiech przy stole, rozmowy do późna w nocy.
— To nie jest takie proste — powiedziałam cicho. — Nie wiem nawet, czy jeszcze cię kocham.
Michał skinął głową.
— Rozumiem. Ale proszę… pozwól mi chociaż spróbować odzyskać wasze zaufanie. Twoje i Kuby.
Usiadłam naprzeciwko niego i przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. Widziałam w nim człowieka złamanego przez własne decyzje. Ale czy to wystarczy?
Wieczorem zadzwoniła moja mama.
— Aniu, słyszałam… Michał wrócił?
— Tak…
— I co zamierzasz?
— Nie wiem, mamo. Naprawdę nie wiem.
Mama westchnęła ciężko.
— Pamiętaj tylko jedno: nie rób niczego wbrew sobie. Masz prawo być szczęśliwa — powiedziała cicho.
Położyłam się spać z tysiącem myśli w głowie. Kuba spał spokojnie w swoim pokoju, nieświadomy tego, że jego tata jest znowu pod naszym dachem. Rano Michał zrobił śniadanie i próbował rozmawiać z Kubą o samochodzikach i przedszkolu. Kuba patrzył na niego nieufnie, jakby próbował sobie przypomnieć tego obcego mężczyznę.
Przez kolejne dni Michał starał się być obecny: odbierał Kubę z przedszkola, gotował obiady, sprzątał mieszkanie. Ale między nami wisiała cisza pełna niewypowiedzianych słów i żalu.
Pewnego wieczoru usiedliśmy razem przy stole.
— Aniu… wiem, że cię zraniłem bardziej niż kogokolwiek innego na świecie — powiedział Michał drżącym głosem. — Nie oczekuję cudów ani szybkiego przebaczenia. Ale jeśli dasz mi szansę… obiecuję walczyć o was każdego dnia.
Patrzyłam na niego długo. Widziałam zmęczenie na jego twarzy i szczerość w oczach. Ale widziałam też swoje własne blizny.
Nie wiem jeszcze, co zrobię. Czy można naprawdę wybaczyć zdradę? Czy da się odbudować coś, co zostało tak brutalnie zniszczone?
Czasem myślę: czy warto dawać drugą szansę komuś, kto raz już odszedł? A może lepiej nauczyć się żyć na nowo – samej? Co wy byście zrobili na moim miejscu?