To nie jest mój syn – Historia Kingi i Grzegorza

– Kinga, przestań! Przestań wreszcie kłamać! – głos Grzegorza odbijał się echem od ścian naszego mieszkania. Stałam w kuchni, trzymając w ramionach Olgierda, który właśnie przestał płakać po kolejnej nieprzespanej nocy. Mój mąż patrzył na mnie z takim chłodem, jakby widział obcą osobę.

– Grzesiek, proszę cię… – wyszeptałam, czując jak łzy napływają mi do oczu. – To twój syn. Nasz syn.

– Nie kłam! – krzyknął, uderzając pięścią w stół. – Wszyscy widzą, że nie jest do mnie podobny! Matka mi mówiła od początku, że coś tu nie gra! Myślisz, że jestem głupi?

W tamtej chwili świat się zatrzymał. Czułam, jakby ktoś wyrwał mi serce z piersi. Przez ostatnie miesiące Grzegorz coraz częściej wracał do domu późno, unikał mnie wzrokiem, a kiedy patrzył na Olgierda, w jego oczach pojawiał się cień podejrzenia. Ale nigdy nie sądziłam, że posunie się do czegoś takiego.

– Chcesz mnie wyrzucić? – zapytałam cicho, ledwo słyszalnie.

– Tak. Zabierz go i wyjdź. Nie chcę was tu więcej widzieć.

Nie pamiętam, jak spakowałam torbę. Pamiętam tylko zimne spojrzenie Grzegorza i drżące rączki Olgierda zaciskające się na mojej bluzce. Wyszłam z mieszkania na trzecim piętrze bloku na warszawskim Ursynowie i poczułam lodowaty wiatr na twarzy. Była połowa listopada.

Zadzwoniłam do mamy. – Mamo… mogę przyjechać? – głos mi się łamał.

– Córeczko, co się stało? – zapytała od razu zaniepokojona.

– Grzesiek… wyrzucił mnie z domu. Powiedział, że Olgierd nie jest jego synem.

Po drugiej stronie zapadła cisza. Wiedziałam, że mama nigdy nie przepadała za Grzegorzem, ale nie spodziewała się takiego obrotu spraw.

– Przyjeżdżaj natychmiast. Czekam na ciebie.

Wsiadłam do autobusu z dzieckiem na rękach i torbą przewieszoną przez ramię. Ludzie patrzyli na mnie ukradkiem – młoda kobieta z niemowlakiem, zapuchnięta od płaczu. W głowie kłębiły mi się myśli: Co zrobiłam źle? Czy naprawdę mogłam dać Grzegorzowi powód do takich podejrzeń?

Mama przyjęła mnie bez słowa wyrzutu. Ułożyła Olgierda w łóżeczku po moim młodszym bracie i podała mi herbatę z malinami.

– Kinga, powiedz mi prawdę. Czy to możliwe…? – zaczęła ostrożnie.

– Mamo! – przerwałam jej gwałtownie. – Nigdy go nie zdradziłam! Przysięgam!

Mama ujęła moją dłoń i ścisnęła ją mocno.

– Wiem, córeczko. Ale musisz być silna. Ludzie będą gadać.

I rzeczywiście zaczęli gadać. Sąsiadki pod blokiem szeptały na mój widok, a ciotka Halina zadzwoniła z pytaniem: „To prawda, że Grzesiek cię zostawił? Bo mówił coś twojemu ojcu…”.

Przez pierwsze dni żyłam jak w amoku. Olgierd płakał częściej niż zwykle, jakby wyczuwał mój niepokój. Mama próbowała mnie pocieszać, ale czułam się jak cień samej siebie.

Po tygodniu zadzwonił Grzegorz.

– Chcę testów DNA – powiedział bez przywitania.

– Zgadzam się – odpowiedziałam natychmiast. – Ale jeśli okaże się, że jesteś ojcem…

– To co? – przerwał mi z pogardą.

– To przeprosisz mnie przed całą rodziną.

Zgodził się. Umówiliśmy się na badania w prywatnej klinice. Pielęgniarka pobrała wymazy ode mnie, od Grzegorza i od Olgierda. Czułam się upokorzona – jakby ktoś podważał moją godność jako kobiety i matki.

Czekałam na wyniki dwa tygodnie. Każdy dzień był torturą. Mama próbowała mnie namówić na rozmowę z psychologiem, ale nie chciałam rozmawiać z nikim poza nią i synkiem.

W końcu zadzwoniła klinika: „Wyniki są gotowe”.

Spotkaliśmy się z Grzegorzem w gabinecie lekarskim. Siedział sztywno na krześle, nawet na mnie nie spojrzał.

Lekarz otworzył kopertę i przeczytał:

– Wyniki jednoznacznie potwierdzają ojcostwo pana Grzegorza Kowalskiego wobec Olgierda Kowalskiego.

Grzegorz pobladł. Przez chwilę siedział w milczeniu, a potem zerwał się z miejsca.

– To niemożliwe…

– Masz czarno na białym – powiedziałam cicho, czując jak łzy napływają mi do oczu. – Zniszczyłeś naszą rodzinę przez swoje podejrzenia.

Wyszedł bez słowa.

Przez kolejne tygodnie próbował dzwonić, pisać wiadomości: „Przepraszam”, „Nie wiedziałem”, „Daj mi szansę”. Ale ja już nie potrafiłam mu zaufać. Nie po tym wszystkim.

Najgorsze było to, że jego matka rozpowiedziała po całej rodzinie i sąsiadach swoją wersję wydarzeń: „Kinga zdradziła Grzesia”. Nawet po wynikach testów nikt nie chciał jej słuchać.

Zaczęły się plotki w pracy: „Słyszałaś o Kindze? Mąż ją wyrzucił…”. Szefowa patrzyła na mnie z litością, koleżanki unikały rozmów o rodzinie.

Pewnego dnia spotkałam Grzegorza pod blokiem mamy.

– Kinga… błagam cię… wróć do mnie…

Popatrzyłam mu prosto w oczy:

– Zaufanie buduje się latami, a niszczy w jednej chwili. Nie potrafię już być twoją żoną.

Odwróciłam się i weszłam do klatki schodowej, czując ulgę pomieszaną z żalem.

Minęły miesiące. Znalazłam nową pracę w księgarni niedaleko domu mamy. Olgierd rósł zdrowo, coraz częściej się uśmiechał. Zaczęłam powoli odzyskiwać spokój ducha.

Czasem zastanawiam się, czy mogłam zrobić coś inaczej. Czy gdybym była bardziej stanowcza wobec teściowej albo szybciej zgodziła się na testy DNA, wszystko potoczyłoby się inaczej? Ale wiem jedno: jestem silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.

Czy naprawdę można odbudować zaufanie po zdradzie serca? Czy rodzina to tylko więzy krwi, czy coś znacznie więcej? Może wy mi powiecie…