Czy mam prawo do szczęścia w wieku pięćdziesięciu siedmiu lat?
– Mamo, czy ty naprawdę myślisz, że on cię kocha? – głos Julii drżał od tłumionych emocji, a jej oczy błyszczały gniewem i troską jednocześnie. Stałyśmy naprzeciwko siebie w mojej kuchni, między zapachem świeżo parzonej kawy a stertą nieumytych naczyń. Za oknem padał deszcz, a ja czułam, jakby każda kropla uderzała prosto w moje serce.
Nie odpowiedziałam od razu. Wpatrywałam się w swoje dłonie, które lekko drżały. Czy naprawdę miałam prawo do szczęścia? Czy nie powinnam już dawno pogodzić się z samotnością?
– Julia, ja… ja wiem, co czuję – wyszeptałam w końcu, choć sama nie byłam pewna, czy to prawda. – Dragan jest dla mnie dobry. Przynosi mi kwiaty bez okazji, słucha mnie… Czuję się przy nim młodsza.
Julia westchnęła ciężko i usiadła przy stole. – Mamo, on jest ode mnie tylko kilka lat starszy! Znasz go dopiero pół roku. Skąd wiesz, że nie chodzi mu o twoje mieszkanie? O pieniądze po tacie?
Zabolało mnie to. Zawsze byłam dumna z tego, że wychowałam Julię na rozsądną kobietę. Ale teraz jej rozsądek był jak nóż wbity prosto w moje marzenia.
– Myślisz, że jestem naiwna? – zapytałam cicho.
– Nie… Po prostu się o ciebie boję – odpowiedziała Julia, a jej głos złagodniał. – Po śmierci taty byłaś taka zagubiona. Nie chcę, żeby ktoś cię skrzywdził.
Zamilkłyśmy. W powietrzu zawisła cisza pełna niewypowiedzianych słów. Przypomniałam sobie pogrzeb mojego męża, Andrzeja. Jak bardzo wtedy potrzebowałam wsparcia, a wszyscy oczekiwali ode mnie siły. Przez lata byłam dla wszystkich podporą – dla Julii, dla wnuków, dla sąsiadów. Ale kto był podporą dla mnie?
Dragan pojawił się nagle. Poznałam go na kursie tańca dla seniorów w domu kultury na Pradze. Był inny niż wszyscy mężczyźni, których znałam – otwarty, czuły, z poczuciem humoru. Kiedy pierwszy raz zaprosił mnie na kawę, poczułam się jak nastolatka. Przez pół roku spotykaliśmy się niemal codziennie. Zaczęłam znowu się malować, kupiłam nową sukienkę. Znów chciało mi się żyć.
Ale Julia nie potrafiła tego zrozumieć.
– Mamo, proszę cię… – zaczęła znowu. – Przynajmniej nie rób nic pochopnie. Porozmawiaj z notariuszem. Zabezpiecz mieszkanie.
Poczułam się upokorzona. Czy naprawdę myślała, że jestem aż tak głupia?
– Julia, jestem dorosła! – podniosłam głos bardziej niż zamierzałam. – Mam prawo decydować o swoim życiu!
Julia spuściła wzrok i wyszła bez słowa. Zostałam sama w kuchni, z bijącym sercem i łzami w oczach.
Wieczorem zadzwonił Dragan.
– Milenko, co się stało? Słyszę po głosie, że coś nie tak.
Chciałam mu powiedzieć wszystko: o kłótni z Julią, o moich wątpliwościach i strachu przed samotnością. Ale zamiast tego tylko westchnęłam.
– Nic takiego… Po prostu ciężki dzień.
– Może chcesz się spotkać? Przyjadę po ciebie.
Zgodziłam się bez wahania. Potrzebowałam jego obecności bardziej niż kiedykolwiek.
Spotkaliśmy się w małej kawiarni na Saskiej Kępie. Dragan trzymał mnie za rękę przez cały czas. Opowiadał o swoim dzieciństwie w Białymstoku, o tym jak stracił żonę na raka i jak długo nie potrafił nikomu zaufać.
– Wiesz, Milena… Ja też się boję – powiedział nagle cicho. – Boję się, że cię stracę przez twoją rodzinę.
Spojrzałam mu w oczy i zobaczyłam tam szczerość i lęk. Może Julia się myliła?
Wróciłam do domu późno. Julia już spała, ale na stole leżała kartka: „Mamo, przepraszam za wszystko. Kocham cię”.
Przez kolejne dni unikałyśmy trudnych tematów. Skupiałyśmy się na wnukach, zakupach i codziennych sprawach. Ale napięcie wisiało w powietrzu jak burza przed ulewą.
Pewnego popołudnia zadzwoniła do mnie sąsiadka, pani Zofia.
– Milenko, słyszałam, że chcesz wyjść za mąż! Gratuluję! Ale uważaj na tego Dragana… Słyszałam różne rzeczy.
Zamarłam. Plotki rozchodziły się szybciej niż światło po klatce schodowej starej kamienicy.
Wieczorem zadzwoniła Julia.
– Mamo… Musimy porozmawiać poważnie – powiedziała bez ogródek. – Wynajęłam detektywa.
Zatkało mnie.
– Co?!
– Chcę mieć pewność, że Dragan jest tym za kogo się podaje.
Poczułam się zdradzona przez własną córkę.
– Nie wierzę… Jak mogłaś?!
– Robię to dla ciebie! – krzyknęła Julia przez łzy.
Rozłączyłam się bez słowa. Całą noc nie mogłam zasnąć. W głowie kłębiły mi się myśli: czy rzeczywiście jestem ślepa? Czy Dragan coś przede mną ukrywa?
Następnego dnia zadzwonił domofon. To był Dragan.
– Musimy porozmawiać – powiedział poważnie już od progu.
Usiedliśmy naprzeciwko siebie w salonie.
– Milena… Twoja córka kontaktowała się ze mną przez jakiegoś faceta. Pytał o moją przeszłość, o długi… Czuję się upokorzony.
Zrobiło mi się niedobrze ze wstydu i żalu.
– Przepraszam cię… Nie wiedziałam…
Dragan spojrzał na mnie smutno.
– Kocham cię, Milena. Ale nie wiem, czy dam radę żyć pod takim ostrzałem podejrzeń.
Poczułam jakby świat mi się zawalił pod nogami.
Przez kolejne dni unikałam wszystkich: Julii, Dragana, sąsiadek. Zamknęłam się w sobie i płakałam po nocach jak dziecko.
W końcu zebrałam się na odwagę i zaprosiłam Julię na rozmowę.
– Czego ty tak naprawdę chcesz? – zapytałam ją prosto w oczy. – Żebym była sama do końca życia?
Julia rozpłakała się i przytuliła mnie mocno.
– Chcę tylko twojego szczęścia… Ale boję się je stracić.
Wtedy zrozumiałam: jej lęk był równie wielki jak mój głód miłości.
Minęły tygodnie zanim wszystko wróciło do względnej równowagi. Detektyw niczego nie znalazł na Dragana poza kilkoma drobnymi długami sprzed lat i alimentami na dorosłego już syna z pierwszego małżeństwa. Julia przeprosiła Dragana osobiście; on przyjął jej przeprosiny z godnością i dystansem.
W końcu zdecydowałam: wyjdę za Dragana. Nie dlatego, że boję się samotności – ale dlatego, że chcę jeszcze raz poczuć radość życia.
Dziś patrzę na swoje odbicie w lustrze i pytam siebie: czy mam prawo do szczęścia w wieku pięćdziesięciu siedmiu lat? Czy miłość jest przywilejem młodych – czy może odwagą tych, którzy mimo wszystko chcą jeszcze kochać?