„Moja teściowa traktuje mnie jak służącą” – Moja walka o szacunek w domu, który miał być schronieniem, a stał się więzieniem
– Znowu nie umyłaś podłogi w kuchni? – głos teściowej przeszył ciszę poranka jak nóż. Stałam przy zlewie, myjąc kubki po śniadaniu, kiedy pani Helena weszła do kuchni z miną, która nie wróżyła niczego dobrego.
– Przepraszam, zaraz to zrobię – odpowiedziałam cicho, starając się nie patrzeć jej w oczy. Czułam, jak w gardle rośnie mi gula. To był mój pierwszy tydzień po ślubie z Pawłem i już wiedziałam, że dom, który miał być naszym wspólnym schronieniem, stał się dla mnie więzieniem.
Paweł siedział w salonie, udając, że nie słyszy. Zawsze tak robił – kiedy jego matka podnosiła na mnie głos, on nagle znajdował coś do roboty albo wychodził na balkon zapalić papierosa. Kiedyś myślałam, że to tylko kwestia czasu, aż się przyzwyczai do nowej sytuacji. Teraz już wiem, że to była naiwność.
– W tym domu każdy ma swoje obowiązki – ciągnęła teściowa. – Ja całe życie pracowałam i dbałam o porządek. Nie zamierzam patrzeć, jak ktoś niszczy to, co budowałam przez lata.
Zacisnęłam dłonie na szklance tak mocno, że aż zbielały mi knykcie. Chciałam krzyknąć: „To nie jest tylko twój dom! To też mój dom!”, ale słowa ugrzęzły mi w gardle. Zamiast tego skinęłam głową i zabrałam się za szorowanie podłogi.
Wieczorem próbowałam porozmawiać z Pawłem.
– Paweł, nie mogę tak dłużej. Twoja mama traktuje mnie jak służącą. Czy ty tego nie widzisz?
Westchnął ciężko i spojrzał na mnie z wyrzutem.
– Ola, ona jest starsza. Musisz ją zrozumieć. Całe życie była panią domu. Daj jej czas.
– A co ze mną? – zapytałam drżącym głosem. – Ja też tu mieszkam. Też mam prawo czuć się dobrze.
– Przesadzasz – rzucił krótko i wrócił do przeglądania telefonu.
Czułam się coraz bardziej samotna. Każdego dnia budziłam się z lękiem przed kolejnym upokorzeniem. Teściowa potrafiła wyliczać mi błędy przy obiedzie, przy Pawle i jego ojcu. „Zupa za słona”, „pranie źle rozwieszone”, „okna brudne”. Nawet kiedy starałam się ze wszystkich sił, zawsze znalazła coś, do czego mogła się przyczepić.
Najgorsze były niedziele. Cała rodzina schodziła się na obiad: szwagierka Ania z mężem i dziećmi, szwagier Tomek z narzeczoną. Wszyscy patrzyli na mnie jak na intruza. Ania raz powiedziała mi prosto w twarz:
– Wiesz Ola, mama zawsze miała tu porządek. Nie wiem, czy dasz radę utrzymać taki standard.
Poczułam się jak dziecko w przedszkolu, któremu zabrano zabawkę. Chciałam uciec, zamknąć się w łazience i płakać, ale wiedziałam, że wtedy tylko dam im powód do plotek.
Z czasem zaczęłam unikać wspólnych posiłków. Jadłam szybko w kuchni, zanim wszyscy usiedli do stołu. Paweł tego nie zauważał albo udawał, że nie widzi. Kiedy próbowałam z nim rozmawiać o wyprowadzce, mówił tylko:
– Ola, przecież tu mamy wszystko za darmo. Po co się spieszyć?
Ale ja czułam się coraz bardziej jak niewolnica we własnym domu. Nawet kiedy byłam chora i miałam gorączkę, teściowa kazała mi sprzątać łazienkę.
– Jak będziesz miała dzieci, to dopiero zobaczysz, co to znaczy być zmęczoną – rzuciła z pogardą.
Pewnego dnia nie wytrzymałam. Po kolejnej awanturze o źle wyprasowaną koszulę Pawła wybiegłam z domu i poszłam do parku. Siedziałam na ławce i płakałam jak dziecko. Zadzwoniłam do mojej mamy.
– Mamo, ja już nie mogę…
Mama milczała przez chwilę.
– Oluś, musisz walczyć o siebie. Albo postawisz granice teraz, albo będziesz cierpieć całe życie.
Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. W głowie kłębiły mi się myśli: „Czy naprawdę jestem taka beznadziejna? Czy to ja jestem problemem?”
Następnego dnia postanowiłam porozmawiać z teściową.
– Pani Heleno… chciałabym coś powiedzieć.
Spojrzała na mnie chłodno znad gazety.
– Słucham.
– Proszę mnie traktować z szacunkiem. Jestem żoną Pawła i chcę czuć się tu jak w domu. Nie jestem pani służącą.
Przez chwilę milczała. Potem wzruszyła ramionami.
– Jak ci się nie podoba, droga wolna.
Wróciłam do pokoju i spakowałam kilka rzeczy. Paweł patrzył na mnie zdziwiony.
– Co ty robisz?
– Wyjeżdżam do mamy na kilka dni. Muszę odpocząć.
Nie zatrzymał mnie. Nawet nie zapytał dlaczego.
U mamy poczułam ulgę. Po raz pierwszy od miesięcy spałam spokojnie. Zaczęłam myśleć o sobie – o tym, czego chcę od życia i czy naprawdę chcę spędzić je w domu, gdzie jestem nikim.
Po tygodniu Paweł zadzwonił:
– Ola… wrócisz?
– Nie wiem – odpowiedziałam szczerze. – Chcę być kochana i szanowana. Jeśli tego nie dostanę… nie wrócę.
Nie wiem jeszcze, jaka będzie moja decyzja. Ale wiem jedno: zasługuję na szacunek i miłość.
Czy naprawdę musimy poświęcać siebie dla cudzych oczekiwań? Ile jeszcze kobiet tkwi w takich domach jak ja?