Między dwoma ojcami: Najtrudniejszy wybór mojego życia w przeddzień ślubu
— Zosia, musisz w końcu zdecydować. Jutro ślub, nie możemy dłużej tego odwlekać — głos mamy drżał, a jej oczy błyszczały od łez, których nie chciała pokazać. Stałam w kuchni naszego mieszkania na warszawskim Mokotowie, ściskając w dłoni kubek z zimną już herbatą. Za oknem padał deszcz, a krople bębniły o parapet jakby odliczały czas do tej jednej, najważniejszej decyzji w moim życiu.
— Mamo, nie rozumiesz… — zaczęłam, ale przerwała mi gestem. — Rozumiem aż za dobrze. Ale to twoje życie, twoja decyzja. — Jej głos był twardy, choć widziałam, jak bardzo ją to boli.
Wróciłam do swojego pokoju i usiadłam na łóżku. Przed oczami miałam dwie twarze: Marka — mojego ojczyma, który przez ostatnie dwadzieścia lat był przy mnie zawsze, i Pawła — mojego biologicznego ojca, który pojawił się nagle po latach ciszy, jakby nic się nie stało.
Telefon zadzwonił. Spojrzałam na ekran: „Tata Marek”. Przez chwilę nie wiedziałam, czy odebrać. W końcu nacisnęłam zieloną słuchawkę.
— Zosiu? Wszystko w porządku? — zapytał cicho.
— Tak… Nie… Nie wiem… — głos mi się załamał.
— Wiem, że to trudne. Nie musisz się spieszyć z decyzją. Kocham cię i cokolwiek postanowisz, będę przy tobie — powiedział spokojnie, jak zawsze. Poczułam ciepło w sercu i łzy napłynęły mi do oczu.
Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. To był Paweł. Stał niepewnie na progu, z bukietem białych róż.
— Mogę wejść? — zapytał cicho.
Skinęłam głową.
— Zosiu… Wiem, że nie byłem najlepszym ojcem. Wiem, że zawiodłem cię wiele razy. Ale chciałbym choć raz zrobić coś dobrze. Chciałbym cię poprowadzić do ołtarza — powiedział drżącym głosem.
Patrzyłam na niego długo. Był dla mnie niemal obcy, a jednak czułam, jak wewnątrz wszystko się we mnie burzy. Przez lata wyobrażałam sobie ten dzień: tata prowadzi mnie do ołtarza, patrzy z dumą i wzruszeniem. Ale w moich marzeniach zawsze był to Marek.
Noc była długa. Leżałam na łóżku i przewracałam się z boku na bok. Wspominałam dzieciństwo: pierwsze kroki na rowerze z Markiem, wspólne wypady nad jezioro, wieczorne rozmowy przy herbacie. Ale też pamiętałam zdjęcia Pawła na półce, listy bez odpowiedzi i ciche łzy mamy.
Rano obudziłam się zmęczona i rozbita. Mama czekała już w kuchni.
— Zdecydowałaś? — zapytała cicho.
— Jeszcze nie… Muszę porozmawiać z nimi oboma — odpowiedziałam i wyszłam z domu.
Najpierw poszłam do Marka. Siedział w swoim warsztacie, naprawiając stary zegar.
— Cześć, tato…
Spojrzał na mnie z uśmiechem.
— Cześć, księżniczko. Przyszłaś podjąć decyzję?
Usiadłam obok niego.
— Boję się, że kogoś skrzywdzę…
Marek położył mi rękę na ramieniu.
— Zosiu, nie musisz wybierać między nami. Ja wiem, kim dla ciebie jestem. I wiem też, że Paweł jest twoim ojcem biologicznym. Jeśli chcesz dać mu tę chwilę — zrób to. Ja będę dumny niezależnie od wszystkiego.
Łzy popłynęły mi po policzkach.
— Dziękuję…
Potem spotkałam się z Pawłem w kawiarni niedaleko rynku.
— Zosiu… Przepraszam za wszystko. Wiem, że nie mogę cofnąć czasu. Ale chciałbym być częścią twojego życia choć przez chwilę…
Patrzyłam na niego i widziałam w jego oczach żal i nadzieję.
— Tato… Nie wiem, czy potrafię zapomnieć o przeszłości. Ale chcę spróbować ci wybaczyć.
Objął mnie delikatnie i poczułam ulgę.
Wieczorem wróciłam do domu i długo rozmawiałam z mamą.
— Cokolwiek zdecydujesz, będziemy cię wspierać — powiedziała cicho.
W nocy długo patrzyłam w sufit. W końcu napisałam dwie wiadomości: jedną do Marka, drugą do Pawła.
Rano dzień ślubu zaczął się nerwowo. Suknia wisiała na drzwiach szafy, a ja patrzyłam na siebie w lustrze z poczuciem ciężaru na sercu.
Marek przyszedł pierwszy. Uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło.
— Jesteś najpiękniejsza na świecie — szepnął.
Potem pojawił się Paweł. Stał w progu i patrzył na mnie z dumą i wzruszeniem.
W końcu podjęłam decyzję: poprosiłam obu ojców, żeby razem odprowadzili mnie do ołtarza. Chciałam pokazać światu, że rodzina to nie tylko więzy krwi, ale przede wszystkim miłość i obecność.
Gdy szliśmy razem przez kościół, czułam spokój i szczęście. Wiedziałam, że wybrałam dobrze — wybrałam sercem.
Czasem zastanawiam się: czy można mieć dwóch ojców? Czy rodzina to coś więcej niż tylko nazwisko? Może prawdziwa rodzina to ci, którzy są przy nas wtedy, gdy najbardziej ich potrzebujemy.