Kiedy rodzina to nie tylko krew: Czy mogę przyjąć córkę i wnuczkę, ale nie jej męża?

– Mamo, proszę cię, nie mamy już dokąd pójść – głos Magdy drżał, a jej oczy były czerwone od płaczu. Stała w moim przedpokoju, trzymając za rękę swoją pięcioletnią córeczkę, Zosię. Za nimi, z torbami w rękach, stał jej mąż, Paweł. Czułam, jak serce mi wali, a w gardle rośnie gula. To był ten moment, którego się bałam od miesięcy.

Nie spałam całą noc. W głowie kłębiły mi się myśli: czy mogę odmówić własnej córce schronienia? Czy mam prawo powiedzieć „nie” człowiekowi, który jest ojcem mojej wnuczki? Ale przecież wiem, co się dzieje za zamkniętymi drzwiami ich mieszkania. Słyszałam krzyki przez telefon, widziałam siniaki na rękach Magdy, które tłumaczyła upadkiem ze schodów. Zosia coraz częściej milczała i chowała się za matką. Paweł… Paweł potrafił być czarujący, kiedy chciał. Ale ja widziałam jego prawdziwą twarz.

– Mamo, proszę… – Magda ścisnęła moją dłoń. – Tylko na chwilę. Dopóki nie znajdziemy czegoś własnego.

Spojrzałam na Pawła. Stał z opuszczoną głową, ale czułam jego wzrok na sobie. Wiedziałam, że jeśli go wpuszczę, mój dom przestanie być bezpiecznym miejscem. Przypomniałam sobie, jak kilka lat temu podczas świąt Bożego Narodzenia wybuchł awantura o to, że barszcz był za słony. Paweł rzucił talerzem o ścianę i wyszedł trzaskając drzwiami. Magda wtedy płakała całą noc.

– Magda – zaczęłam powoli, czując jak łzy napływają mi do oczu – ty i Zosia możecie zostać u mnie tak długo, jak będziecie potrzebować. Ale…

Zawahałam się. Paweł podniósł głowę i spojrzał na mnie z wściekłością.

– Ale co? – syknął przez zaciśnięte zęby.

– Ty… ty nie możesz tu zostać – powiedziałam cicho.

Zapadła cisza. Magda zbladła, Zosia zaczęła płakać.

– Mamo! – krzyknęła Magda. – Jak możesz?! Przecież to mój mąż!

– Wiem – odpowiedziałam drżącym głosem. – Ale nie pozwolę ci znowu cierpieć. Nie pozwolę, żeby Zosia dorastała w strachu.

Paweł rzucił torbami o podłogę.

– Wiedziałem! Zawsze mnie nienawidziłaś! – wrzasnął. – To przez ciebie ona jest taka słaba!

Magda zakryła uszy Zosi i przytuliła ją mocno do siebie.

– Paweł, proszę cię…

– Nie! – przerwał jej. – Jeśli wychodzisz ze mną, to teraz! Albo zostajesz z tą starą wiedźmą!

Patrzyłam na córkę i widziałam w jej oczach rozpacz i strach. Widziałam też coś jeszcze – cień ulgi? Może nadzieję?

– Mamo… ja…

Zosia wtuliła się w Magdę jeszcze mocniej.

– Chcę zostać z babcią – wyszeptała dziewczynka.

Paweł spojrzał na mnie z nienawiścią.

– Jeszcze pożałujesz – rzucił i wybiegł z mieszkania trzaskając drzwiami tak mocno, że aż zatrzęsły się szyby.

Zostałyśmy we trzy w ciszy przerywanej tylko szlochem Zosi. Przytuliłam je obie najmocniej jak potrafiłam.

Tamtej nocy Magda długo nie mogła zasnąć. Siedziałyśmy w kuchni przy herbacie z melisy. Patrzyła na mnie oczami pełnymi łez.

– Mamo… boję się. Co jeśli on wróci? Co jeśli zabierze mi Zosię?

Objęłam ją ramieniem.

– Jesteś silniejsza niż myślisz. Teraz jesteście bezpieczne. Pomogę ci znaleźć pracę, mieszkanie… wszystko się ułoży.

Ale sama nie byłam tego taka pewna. Bałam się Pawła. Bałam się tego, do czego może być zdolny człowiek zraniony i upokorzony. Bałam się też o Magdę – czy wytrzyma presję? Czy nie wróci do niego ze strachu lub poczucia winy?

Przez kolejne dni żyłyśmy jak na bombie zegarowej. Paweł wydzwaniał do Magdy po kilkanaście razy dziennie. Groził jej, błagał o powrót, obiecywał poprawę. Raz nawet przyszedł pod blok i krzyczał pod naszymi oknami. Musiałam wezwać policję.

Sąsiedzi patrzyli na nas z litością albo ciekawością. W sklepie pani Kasia szepnęła mi do ucha: „Dobrze pani zrobiła, Ewo. Trzeba chronić dzieci.” Ale były też głosy: „Rodzina powinna być razem”, „To nie pani sprawa”, „Może przesadza?”

Czułam się rozdarta między lojalnością wobec córki a poczuciem winy wobec Pawła. Przecież kiedyś był dla nas dobry… Czy miałam prawo go wyrzucić?

Magda powoli odzyskiwała siły. Zosia zaczęła się uśmiechać i bawić lalkami w moim salonie. Wieczorami czytałyśmy bajki i tuliłyśmy się pod kocem.

Pewnego dnia Magda przyszła do mnie z decyzją:

– Mamo… zgłoszę to na policję. Nie chcę już więcej żyć w strachu.

Przytuliłam ją mocno i po raz pierwszy od dawna poczułam nadzieję.

Dziś minął miesiąc od tamtej nocy. Paweł nie daje nam spokoju, ale mamy wsparcie psychologa i prawnika. Magda znalazła pracę w pobliskiej kawiarni, Zosia chodzi do przedszkola i coraz częściej się śmieje.

Czasem jednak budzę się w nocy zlękniona: czy zrobiłam dobrze? Czy miałam prawo rozbić rodzinę dla ich bezpieczeństwa? Czy można być matką i babcią jednocześnie chroniącą i raniącą?

Może rodzina to nie tylko krew i wspólny adres? Może czasem trzeba mieć odwagę powiedzieć „dość”, nawet jeśli boli? Jak wy byście postąpili na moim miejscu?