Kiedy sąsiedzi powiedzieli mi prawdę: Zdrada Pawła

– Aniu, muszę ci coś powiedzieć… – głos pani Haliny, mojej sąsiadki z drugiego piętra, drżał, a jej oczy uciekały gdzieś w bok. Stałyśmy w ciemnej klatce schodowej, pachniało wilgocią i kurzem. Właśnie wracałam z pracy, zmęczona i z głową pełną spraw do załatwienia. Nie miałam pojęcia, że za chwilę moje życie rozpadnie się na kawałki.

– Co się stało? – zapytałam, próbując ukryć niecierpliwość. Halina była znana z plotek, ale tym razem jej mina była zbyt poważna.

– Widziałam Pawła… – zawahała się. – Widziałam go wczoraj wieczorem na mieście. Był z jakąś kobietą. Trzymali się za ręce.

Zamarłam. Przez chwilę miałam wrażenie, że nie słyszę dobrze. Paweł? Mój Paweł? Przecież jeszcze rano całował mnie na pożegnanie i mówił, że kocha. Przecież mamy dwójkę dzieci, wspólny kredyt i tyle planów na przyszłość.

– Może się pomyliłaś? – wyszeptałam, czując jak serce wali mi jak oszalałe.

– Aniu… – Halina spojrzała mi prosto w oczy. – To była ona. Ta blondynka z pracy Pawła. Widziałam ich już wcześniej razem.

Nie pamiętam, jak dotarłam do mieszkania. Klucz wypadał mi z rąk, a w głowie dudniło jedno zdanie: „To nie może być prawda”.

W domu panowała cisza. Dzieci były u babci, a Paweł miał wrócić później – mówił coś o nadgodzinach. Usiadłam na kanapie i zaczęłam analizować ostatnie miesiące. Czy były jakieś sygnały? Czy coś przeoczyłam?

Przypomniałam sobie jego częste wyjazdy służbowe, wieczorne spotkania „z kolegami”, coraz rzadsze rozmowy i chłód w spojrzeniu. Zawsze tłumaczył się pracą, zmęczeniem, stresem. A ja wierzyłam. Bo przecież tak łatwiej żyć.

Telefon zadzwonił dopiero po dwudziestej drugiej.

– Kochanie, jeszcze chwilę mnie nie będzie. Muszę skończyć raport – powiedział Paweł swoim zwyczajnym głosem.

– Dobrze – odpowiedziałam cicho. – Czekam.

Nie spałam tej nocy. Przewracałam się z boku na bok, a w głowie układałam scenariusze rozmowy. Co powiem? Jak zapytam? Czy w ogóle chcę znać prawdę?

Następnego dnia Paweł wrócił do domu jak gdyby nigdy nic. Usiadł do kolacji z dziećmi, żartował z Kubą o meczu Legii, przytulił Zosię na dobranoc. Patrzyłam na niego i czułam narastającą wściekłość.

Kiedy dzieci zasnęły, usiadłam naprzeciwko niego w kuchni.

– Paweł… muszę cię o coś zapytać.

Spojrzał na mnie zaskoczony.

– O co chodzi?

– Czy ty mnie zdradzasz?

Zamarł. Przez chwilę widziałam w jego oczach strach. Potem opuścił wzrok.

– Skąd ci to przyszło do głowy?

– Sąsiedzi cię widzieli. Z tą blondynką z twojej pracy.

Milczał długo. W końcu westchnął ciężko.

– To nie tak… Aniu…

– To jak?! – krzyknęłam, czując jak łzy napływają mi do oczu.

– To był tylko jeden raz… Byłem pijany… To nic nie znaczyło…

Poczułam się jakby ktoś uderzył mnie w twarz. Jeden raz? Nic nie znaczyło? A ja przez te wszystkie lata byłam dla niego tylko tłem?

Wybiegłam z kuchni i zamknęłam się w łazience. Siedziałam na zimnych kafelkach i płakałam tak głośno, że pewnie słyszeli mnie wszyscy sąsiedzi.

Następne dni były koszmarem. Paweł próbował rozmawiać, tłumaczyć się, przepraszać. Dzieci pytały, dlaczego mama płacze i dlaczego tata śpi na kanapie. Ja chodziłam jak cień – do pracy, do sklepu, do przedszkola po Zosię – ale nic nie czułam poza bólem.

Moja mama przyjechała któregoś dnia bez zapowiedzi.

– Aniu, musisz się pozbierać – powiedziała stanowczo. – Dla dzieci. Dla siebie.

– Mamo, ja nie wiem czy potrafię…

– Potrafisz. Jesteś silniejsza niż myślisz.

Ale ja czułam się słaba jak nigdy dotąd.

Wieczorami rozmawiałam z Haliną przez balkon. Ona jedna rozumiała mój ból.

– Wiesz… mój mąż też mnie zdradził – wyznała pewnego razu cicho. – Ale wybaczyłam mu. Dla dzieci.

Czy ja też powinnam wybaczyć? Czy można odbudować zaufanie po czymś takim?

Paweł coraz częściej prosił o rozmowę.

– Aniu, kocham cię. To był błąd życia… Nie chcę cię stracić.

Ale ja już nie byłam tą samą Anią co kiedyś. Każde jego słowo bolało mnie bardziej niż poprzednie.

Pewnej nocy usiadłam przy oknie i patrzyłam na światła miasta. Przypomniałam sobie nasze początki – pierwsze randki nad Wisłą, wspólne wakacje w Bieszczadach, narodziny Kuby i Zosi… Wszystko wydawało się takie odległe i nierealne.

W pracy zaczęli zauważać moją zmianę.

– Aniu, wszystko w porządku? – zapytała Ewa z biura obok.

– Tak… Po prostu mam trudny czas – skłamałam.

Nie chciałam być tą kobietą, którą wszyscy żałują.

Któregoś dnia Paweł przyszedł wcześniej do domu i zaczął pakować walizkę.

– Wyprowadzam się na jakiś czas – powiedział cicho. – Może to nam pomoże…

Nie zatrzymałam go. Patrzyłam tylko jak zamyka za sobą drzwi i czułam ulgę pomieszaną z żalem.

Dzieci płakały wieczorem.

– Mamo, kiedy tata wróci?

– Nie wiem, kochanie…

Minęły tygodnie pełne ciszy i samotności. Zaczęłam powoli układać sobie życie na nowo – dla dzieci, dla siebie. Chodziłam z nimi na spacery do parku Skaryszewskiego, piekliśmy razem ciasta w niedzielne popołudnia, oglądaliśmy stare zdjęcia rodzinne.

Paweł dzwonił czasem, pytał o dzieci, o mnie. Ale już nie tęskniłam tak bardzo jak na początku.

Pewnego dnia spotkałam go przypadkiem pod blokiem.

– Aniu… możemy porozmawiać?

Spojrzałam mu prosto w oczy pierwszy raz od miesięcy.

– O czym?

– O nas… O tym czy jest jeszcze dla nas jakaś szansa…

Zastanowiłam się długo zanim odpowiedziałam:

– Nie wiem… Może kiedyś wybaczę ci to wszystko. Ale teraz muszę nauczyć się żyć sama ze sobą.

Odwróciłam się i poszłam do domu. Po raz pierwszy od dawna poczułam spokój.

Czasami zastanawiam się: czy można naprawdę wybaczyć zdradę? Czy lepiej walczyć o rodzinę za wszelką cenę czy zacząć wszystko od nowa? Co byście zrobili na moim miejscu?