Pomoc! Rodzina myśli, że budujemy dom dla ich syna i naszej córki! Cała prawda o rodzinnych oczekiwaniach i rozczarowaniach

– No i co, Aniu, kiedy zaczynacie planować wesele? – usłyszałam od ciotki Grażyny, zanim jeszcze zdążyłam zdjąć płaszcz. Stałam w korytarzu naszego starego mieszkania, a ona już z szerokim uśmiechem wpatrywała się we mnie, jakby znała odpowiedź na pytanie, którego nawet nie zamierzałam zadawać.

– Jakie wesele? – zapytałam, udając, że nie rozumiem.

– No przecież budujecie dom dla Kasi i Michała! – dodała z przekonaniem, jakby to było oczywiste jak fakt, że po zimie przychodzi wiosna.

Zamarłam. Od miesięcy słyszałam plotki, szepty na rodzinnych spotkaniach, ukradkowe spojrzenia. Ale teraz ciotka powiedziała to głośno. Wszyscy już wiedzieli – nasz dom miał być prezentem ślubnym dla naszej córki Kasi i syna szwagra, Michała. Tylko my o tym nie wiedzieliśmy.

Wróciłam do kuchni, gdzie mama już czekała z herbatą. – Aniu, nie przejmuj się – powiedziała cicho. – Ludzie zawsze będą gadać. Ale… może rzeczywiście powinniście pomyśleć o tej dwójce? Tacy są zgodni…

Zacisnęłam dłonie na kubku. Mój mąż, Tomek, od miesięcy harował na dwóch etatach, żebyśmy mogli postawić ten dom. Dla NAS. Dla naszej rodziny. Nie dla żadnych przyszłych zięciów czy synowych.

Wieczorem usiedliśmy z Tomkiem przy stole. – Słyszałeś, co mówią? – zapytałam.

– Słyszałem. I szczerze? Mam tego dość. To nasz dom. Nasze pieniądze. Nasze życie – odpowiedział stanowczo.

Ale presja rosła. Teściowa przynosiła katalogi ślubne „tak na wszelki wypadek”. Szwagierka dopytywała o liczbę pokoi („A może dwa osobne piętra? Młodzi będą mieli swoją przestrzeń…”). Nawet sąsiadka spod piątki rzuciła: „No wreszcie ktoś pomyślał o młodych!”

Kasia i Michał? Przyjaźnili się od dzieciństwa, ale nigdy nie było między nimi żadnej chemii. Kasia miała chłopaka z uczelni w Krakowie, Michał marzył o wyjeździe do Norwegii. Ale rodzina już widziała ich razem – najlepiej pod jednym dachem, najlepiej w naszym nowym domu.

Pewnego wieczoru Kasia wróciła do domu zapłakana.

– Mamo, czy ty naprawdę chcesz mnie wydać za Michała? – zapytała przez łzy.

Serce mi pękło.

– Kochanie, nigdy bym cię do niczego nie zmuszała! To tylko głupie gadanie ludzi…

– Ale wszyscy już wiedzą! W szkole Michała pytają, kiedy się zaręczymy! Ja nie chcę tak żyć!

Przytuliłam ją mocno. Wtedy zrozumiałam, że to nie jest już tylko nasz problem. Plotki zaczęły ranić nasze dzieci.

Następnego dnia zadzwoniłam do teściowej.

– Musimy porozmawiać – powiedziałam stanowczo.

Spotkaliśmy się u niej w salonie. Byli tam też szwagier i szwagierka.

– Słuchajcie – zaczęłam drżącym głosem – budujemy dom dla siebie. Dla naszej rodziny. Kasia i Michał są tylko przyjaciółmi. Proszę, przestańcie rozpowiadać te bzdury.

Teściowa spojrzała na mnie z wyrzutem.

– Ale przecież to byłoby takie piękne! Dwie rodziny połączone…

– Nie kosztem szczęścia naszych dzieci – odpowiedział Tomek stanowczo.

Zapadła cisza. Wszyscy patrzyli na siebie zakłopotani.

Po tej rozmowie plotki ucichły… na chwilę. Ale potem zaczęły się nowe insynuacje: „Pewnie mają coś do ukrycia”, „Może Kasia kogoś ma?”, „A może Michał jest… inny?”

Czułam się jak bohaterka taniej telenoweli. Każdy nasz ruch był komentowany przez rodzinę i sąsiadów. Każda decyzja była oceniana przez pryzmat cudzych oczekiwań.

W końcu nadszedł dzień przeprowadzki do nowego domu. Staliśmy z Tomkiem na progu, patrząc na nasze wymarzone cztery kąty. Byliśmy dumni – mimo wszystko udało nam się spełnić marzenie.

Ale radość była podszyta goryczą. Wiedziałam, że jeszcze długo będziemy musieli walczyć o prawo do własnego życia i własnych wyborów.

Wieczorem usiadłam na tarasie z kubkiem herbaty i patrzyłam na zachodzące słońce nad naszym nowym ogrodem.

Czy naprawdę tak trudno zaakceptować, że każdy ma prawo do szczęścia na własnych warunkach? Czy rodzina zawsze musi wiedzieć lepiej?

A Wy… co byście zrobili na moim miejscu?