Mama obiecała nam mieszkanie po babci, a potem wszystko się rozpadło. Czy można wybaczyć taki zawód?
– Mamo, przecież obiecałaś… – mój głos drżał, a w oczach czułam piekące łzy. Stałam w kuchni rodziców, jeszcze w kurtce, z walizką w ręku. Wróciliśmy z Michałem z podróży poślubnej i od razu przyszliśmy do nich, bo mama napisała, że musi nam coś ważnego powiedzieć.
Mama stała przy oknie, odwrócona plecami. Widziałam tylko jej ramiona, które lekko drżały. Tata siedział przy stole, blady jak ściana. Michał ściskał moją dłoń pod stołem.
– Czasami życie układa się inaczej, niż planowaliśmy – powiedziała mama cicho, nie patrząc na mnie. – Rozwodzimy się z tatą. A ja… ja zamieszkam w mieszkaniu po babci.
Poczułam, jakby ktoś wyciągnął mi dywan spod nóg. Przecież jeszcze miesiąc temu mama zapewniała nas, że to mieszkanie jest dla nas. Że ona i tata zostaną w swoim domu, a my będziemy mogli zacząć nowe życie w kawalerce po babci na Pradze.
– Ale… przecież mówiłaś… – zaczęłam, ale głos mi się załamał.
– Wiem, kochanie. Ale wtedy nie wiedziałam jeszcze… – urwała i spojrzała na tatę. Ten tylko spuścił głowę.
Michał próbował mnie uspokoić:
– Może znajdziemy coś innego? – szepnął.
Ale ja nie mogłam uwierzyć. Przez całe narzeczeństwo planowaliśmy wszystko pod to mieszkanie: remont, meble, nawet kolory ścian. Mama była przy tym obecna, doradzała nam, cieszyła się razem z nami. A teraz…
Wyszłam z kuchni i zamknęłam się w łazience. Oparłam się o zimne kafelki i pozwoliłam łzom płynąć. Jak mogła mi to zrobić? Czy naprawdę przez cały ten czas wiedziała, że planuje rozwód? Czy czekała tylko na mój ślub, żeby nie zepsuć mi uroczystości?
Przez kolejne dni żyliśmy z Michałem jak w zawieszeniu. Wynajęliśmy pokój u znajomych jego rodziców na Ochocie. Wszystko było tymczasowe: nasze rzeczy w kartonach, ubrania w walizkach. Każdego ranka budziłam się z nadzieją, że to tylko zły sen.
Mama dzwoniła codziennie. Raz płakała, raz próbowała tłumaczyć:
– Z tatą już od dawna się nie układało… Nie chciałam cię martwić przed ślubem…
Ale ja nie chciałam słuchać. Czułam się zdradzona przez najbliższą osobę.
Tata też próbował rozmawiać:
– To nie twoja wina, Karolina. My po prostu… przestaliśmy być rodziną.
Ale jak to? Przecież jeszcze miesiąc temu siedzieliśmy wszyscy razem przy stole i śmialiśmy się z dzieciństwa Michała. Mama piekła szarlotkę, tata opowiadał o swoim pierwszym samochodzie. Czy to wszystko było udawane?
Michał był cierpliwy. Wieczorami tulił mnie i powtarzał:
– Najważniejsze, że mamy siebie.
Ale ja nie umiałam przestać myśleć o tym mieszkaniu. To nie chodziło tylko o cztery ściany – to był symbol nowego początku, bezpieczeństwa. Teraz czułam się jak bezdomna we własnym mieście.
Pewnego dnia spotkałam mamę na ulicy. Wyglądała na zmęczoną i postarzałą o kilka lat.
– Karolinko…
– Po co mi to zrobiłaś? – zapytałam bez ogródek.
Zamilkła na chwilę.
– Bałam się zostać sama – wyszeptała. – Twój tata… on już od dawna miał kogoś innego. Ja nie miałam nikogo. To mieszkanie po babci to jedyne miejsce, gdzie czuję się bezpieczna.
Patrzyłam na nią długo. W jej oczach widziałam ból i strach. Po raz pierwszy pomyślałam o niej nie jak o matce, ale jak o kobiecie – samotnej, zdradzonej przez męża.
Ale czy to usprawiedliwiało jej kłamstwo wobec mnie?
Wieczorem długo rozmawiałam z Michałem.
– Może powinnam jej wybaczyć? – zapytałam cicho.
– To twoja decyzja – odpowiedział spokojnie. – Ale pamiętaj: masz prawo być zraniona.
Minęły tygodnie. Znalazłam pracę w kawiarni niedaleko naszego tymczasowego mieszkania. Michał dostał awans i zaczęliśmy odkładać na własne M2. Mama czasem dzwoniła, czasem pisała SMS-y: „Tęsknię za tobą”.
W końcu spotkałyśmy się na kawie. Było inaczej niż kiedyś – mniej śmiechu, więcej ostrożności w słowach.
– Przepraszam cię za wszystko – powiedziała nagle mama. – Wiem, że cię zawiodłam.
Patrzyłam na nią długo i czułam, jak powoli puszcza we mnie żal.
Dziś wiem jedno: rodzina to nie tylko wspólne mieszkanie czy obietnice. To też ból, rozczarowanie i trudne wybory. Ale czy można naprawdę wybaczyć komuś taką zdradę zaufania?
Czasem pytam siebie: czy gdybym była na miejscu mamy, postąpiłabym inaczej? Czy potrafiłabym wybrać między własnym szczęściem a szczęściem dziecka?
A wy? Czy potrafilibyście wybaczyć taką zdradę najbliższej osoby?