Cicha kolacja, która zamieniła się w piekło – kiedy granice przyjaźni znikają

– Magda, czy możesz mi podać sól? – zapytała Ania, uśmiechając się lekko, jakby próbowała rozładować napięcie, które już od kilku minut wisiało w powietrzu. Siedzieliśmy przy moim starym, dębowym stole, który pamiętał jeszcze czasy studenckich imprez i pierwszych poważnych rozmów o życiu. Zorganizowałam tę kolację, żeby na chwilę oderwać się od codzienności, poczuć bliskość tych, których kocham. Miało być cicho, spokojnie, bez niespodzianek. Ale los miał inne plany.

W drzwiach pojawił się Paweł – były chłopak mojej przyjaciółki, z którym od lat nie rozmawiałam. Przyszedł z Kasią, moją najbliższą przyjaciółką, bez zapowiedzi, bez pytania. Wszedł jak do siebie, rzucił kurtkę na wieszak i z szerokim uśmiechem powiedział: – Cześć wszystkim! Dawno się nie widzieliśmy, co?

W jednej chwili poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy. Spojrzałam na Anię, która zbladła jeszcze bardziej niż ja. To ona była kiedyś z Pawłem, to przez niego płakała całe noce, to ona przysięgała, że nie chce go już nigdy widzieć. A teraz siedział naprzeciwko niej, jakby nic się nie stało, jakby nie roztrzaskał jej serca na milion kawałków.

– Kasiu, mogłaś chociaż uprzedzić – powiedziałam cicho, próbując nie wybuchnąć. – To miała być kameralna kolacja.

Kasia wzruszyła ramionami. – Myślałam, że się nie obrazisz. Paweł był akurat u mnie, więc…

Zapanowała niezręczna cisza. Słychać było tylko tykanie zegara i ciche brzęczenie lodówki. Ania patrzyła w talerz, a ja czułam, jak narasta we mnie złość. Przez chwilę miałam ochotę wyrzucić ich oboje za drzwi, ale przecież nie tak mnie wychowano. Gość w dom, Bóg w dom – powtarzała zawsze mama. Ale czy każdy gość zasługuje na miejsce przy moim stole?

Paweł zaczął opowiadać o swojej nowej pracy, o podróżach, o tym, jak bardzo się zmienił. Mówił głośno, śmiał się, jakby próbował zagłuszyć własne poczucie winy. Kasia śmiała się razem z nim, a ja patrzyłam na Anię, która coraz bardziej kurczyła się w sobie. W końcu nie wytrzymała.

– Przepraszam, muszę wyjść na chwilę – powiedziała, wstając od stołu. Wyszła do łazienki, a ja poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. To miała być jej noc. Chciałam, żeby poczuła się ważna, żeby choć na chwilę zapomniała o tym, co ją spotkało. Tymczasem ktoś, kogo uważałam za przyjaciółkę, zniszczył wszystko jednym nieprzemyślanym gestem.

– Magda, co się dzieje? – zapytała Kasia, udając, że nie widzi, jak bardzo jestem zdenerwowana.

– Naprawdę nie rozumiesz? – odpowiedziałam, patrząc jej prosto w oczy. – Wiedziałaś, jak Ania się czuje. Wiedziałaś, co Paweł jej zrobił. Dlaczego go tu przyprowadziłaś?

Kasia wzruszyła ramionami, jakby to wszystko nie miało znaczenia. – Przesadzasz. To było dawno. Trzeba iść dalej.

– Może dla ciebie to było dawno – powiedziałam przez zaciśnięte zęby. – Ale dla niej to wciąż świeża rana.

Paweł spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem. – Nie chciałem robić problemów. Jeśli przeszkadzam, mogę wyjść.

– Tak, myślę, że to byłoby najlepsze – odpowiedziałam, czując, jak drżą mi ręce. – Przepraszam, ale muszę postawić granicę. To mój dom i nie chcę, żeby ktoś czuł się tu źle.

Kasia spojrzała na mnie z niedowierzaniem. – Serio? Wyrzucasz nas?

– Tak, Kasiu. Wyrzucam. Bo czasem trzeba wybrać, czyje uczucia są dla mnie ważniejsze. I dziś wybieram Anię.

Wyszli, trzaskając drzwiami. Przez chwilę stałam w milczeniu, próbując uspokoić oddech. Po chwili do kuchni wróciła Ania, z czerwonymi oczami.

– Przepraszam, Magda. Nie chciałam psuć wieczoru.

– To nie ty go popsułaś – odpowiedziałam, obejmując ją mocno. – Czasem trzeba postawić granicę, nawet jeśli to boli.

Siedziałyśmy jeszcze długo, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Wiedziałam, że ta noc coś zmieniła – nie tylko w naszej przyjaźni, ale też we mnie samej. Zrozumiałam, że nie muszę zawsze być miła, że mam prawo do własnych granic, nawet jeśli ktoś się na mnie obrazi.

Czasem zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam. Czy warto było ryzykować przyjaźń z Kasią dla dobra Ani? Czy w życiu naprawdę można mieć wszystko – i lojalność, i spokój, i szczerość? Może czasem trzeba wybrać. Co wy byście zrobili na moim miejscu?