„To nie zdrada. To coś prawdziwego, czego z tobą nigdy nie miałem” – Historia Magdy z Warszawy

– To nie zdrada. To coś prawdziwego, czego z tobą nigdy nie miałem – powiedział, stojąc między zlewem a lodówką, jakby mówił o pogodzie. Stałam z kubkiem kawy w ręku, jeszcze ciepłym, i przez chwilę naprawdę nie rozumiałam sensu tych słów. Jakby mówił w obcym języku. Dopiero po sekundzie dotarło do mnie, że właśnie wyciął z naszego życia coś, co wydawało mi się nienaruszalne.

– Co ty powiedziałeś? – zapytałam, czując, jak drżą mi dłonie. Kawa rozlała się na blat, ale nie zwróciłam na to uwagi. Patrzyłam tylko na niego, na jego spokojną twarz, jakby to była najzwyklejsza rozmowa o zakupach.

– Magda, nie chcę cię ranić, ale musisz to zrozumieć. To nie była zdrada. To było coś, czego z tobą nigdy nie miałem. – Jego głos był cichy, niemal łagodny. Jakby tłumaczył dziecku, dlaczego nie można jeść lodów przed obiadem.

Przez chwilę miałam ochotę rzucić w niego tym kubkiem. Albo krzyknąć, że jest tchórzem, kłamcą, że przez dziesięć lat żyliśmy razem, wychowywaliśmy dzieci, planowaliśmy wakacje, remonty, przyszłość. Ale nie mogłam wydobyć z siebie głosu. W głowie miałam tylko jedno pytanie: „Dlaczego?”

– Z kim? – zapytałam w końcu, choć bałam się odpowiedzi.

– Z Anką – odpowiedział. I wtedy poczułam, jakby ktoś wbił mi nóż w brzuch. Anka. Moja przyjaciółka. Kobieta, z którą dzieliłam się wszystkim, nawet tym, czego nie mówiłam jemu.

– Jak długo? – wyszeptałam.

– Pół roku. – Nie patrzył mi w oczy. – To nie miało się tak potoczyć. Po prostu… przy niej czuję się sobą. Nie muszę udawać.

Zacisnęłam dłonie w pięści, żeby nie zacząć płakać. W głowie miałam obrazy: wspólne grille na działce, Anka śmiejąca się z moich żartów, on podający jej sałatkę, ich spojrzenia, które teraz wydawały się oczywiste. Jak mogłam tego nie widzieć?

– A ja? – zapytałam. – Przez dziesięć lat musiałeś udawać?

– Nie o to chodzi, Magda. Po prostu… między nami coś zgasło. Próbowałem, naprawdę. Ale przy niej czuję, że żyję.

Usiadłam na krześle, bo nogi odmówiły mi posłuszeństwa. W kuchni pachniało kawą i świeżym chlebem, a ja miałam wrażenie, że świat się kończy.

– I co teraz? – zapytałam, patrząc na niego przez łzy.

– Chcę odejść. Chcę spróbować być szczęśliwy. – Jego słowa były jak wyrok.

Przez kolejne dni chodziłam jak zombie. Dzieci pytały, czemu tata śpi w salonie, a ja nie umiałam im odpowiedzieć. Mama dzwoniła codziennie, ale nie miałam siły odbierać. W pracy udawałam, że wszystko jest w porządku, choć w środku czułam się jak wrak.

Najgorsze były wieczory. Siedziałam w pustym mieszkaniu, słuchałam ciszy i zastanawiałam się, gdzie popełniłam błąd. Czy powinnam była bardziej się starać? Być lepszą żoną? Może powinnam była zauważyć, że coś jest nie tak?

Pewnego dnia zadzwoniła Anka. Nie odebrałam. Przysłała SMS: „Musimy porozmawiać”. Odpisałam tylko: „Nie mam ci nic do powiedzenia”.

Dzieci zaczęły zadawać pytania. – Mamo, czemu tata nie je z nami kolacji? – zapytała Zosia. – Bo tata musi przemyśleć kilka spraw – odpowiedziałam, choć sama nie wiedziałam, co powiedzieć.

Po tygodniu przyszedł z walizką. – Wynajmę coś na Mokotowie. Będę przyjeżdżał do dzieci – powiedział.

– A ja? – zapytałam. – Co ze mną?

– Magda, musisz nauczyć się żyć bez mnie. Dasz radę. Jesteś silna. – Uśmiechnął się smutno i wyszedł.

Zostałam sama. Przez pierwsze dni nie mogłam spać. Chodziłam po mieszkaniu, dotykałam jego rzeczy, wąchałam jego koszule, jakby to mogło przywrócić dawny porządek.

W pracy zaczęłam popełniać błędy. Szefowa zaprosiła mnie na rozmowę. – Magda, co się dzieje? – zapytała. – Wyglądasz, jakbyś miała się zaraz rozpłakać.

– Mąż mnie zostawił – odpowiedziałam, a łzy same popłynęły.

– Przykro mi. Może powinnaś wziąć kilka dni wolnego? – zaproponowała.

Wzięłam. Przez trzy dni leżałam w łóżku, nie myjąc się, nie jedząc. Mama przyjechała z zupą i zmusiła mnie, żebym coś zjadła. – Magda, musisz się pozbierać. Dla dzieci. Dla siebie – powiedziała.

– Nie umiem – wyszeptałam. – On był całym moim światem.

– Świat się nie kończy na jednym facecie – odpowiedziała twardo. – Pamiętaj o tym.

Po miesiącu zaczęłam powoli wracać do życia. Zosia i Kuba potrzebowali mnie bardziej niż kiedykolwiek. Zaczęłam chodzić z nimi na spacery, piekliśmy razem ciasta, oglądaliśmy bajki.

Pewnego dnia spotkałam Ankę na ulicy. Zatrzymała się, spojrzała na mnie niepewnie.

– Magda, przepraszam. Nie chciałam, żeby to tak wyszło. – Jej głos drżał.

– Nie chcę cię znać – odpowiedziałam. – Zdradziłaś mnie gorzej niż on.

Odeszła, a ja poczułam ulgę. Po raz pierwszy od dawna poczułam, że mam prawo być zła, że mam prawo do własnych uczuć.

Minęło pół roku. Nadal boli. Ale już nie płaczę co noc. Zaczęłam chodzić na jogę, spotykać się z koleżankami, czytać książki, na które nigdy nie miałam czasu. Dzieci przyzwyczaiły się do nowej rzeczywistości. Czasem pytają o tatę, czasem o Ankę. Odpowiadam szczerze, ale bez żalu.

Czasem zastanawiam się, czy jeszcze kiedyś komuś zaufam. Czy jeszcze kiedyś poczuję się szczęśliwa. Może tak. Może nie. Ale wiem jedno: nie pozwolę już nikomu odebrać sobie poczucia własnej wartości.

Czy można naprawdę zacząć od nowa, kiedy wszystko, co znałaś, legło w gruzach? Czy wybaczenie sobie jest trudniejsze niż wybaczenie innym?