„Podpisz wszystko na mnie! Dlaczego jej uwierzyłaś? Ona cię zdradza!” – Moja walka o dom, córkę i godność po zdradzie męża

– Podpisz wszystko na mnie! – krzyknął Michał, trzaskając drzwiami sypialni. Stałam w korytarzu, ściskając w dłoni telefon, na którym przed chwilą zobaczyłam wiadomość od nieznanego numeru: „Twój mąż od dawna sypia z Anką. Zasługujesz na prawdę.” Serce waliło mi jak młot, a w głowie dudniło jedno pytanie: jak mogłam tego nie zauważyć?

Michał wrócił późno, jak zwykle ostatnio. Pachniał obcymi perfumami, a jego spojrzenie było zimne, obce. – Gdzie byłaś? – zapytał, jakby to ja miała coś do ukrycia. – U mamy. Z Zosią. – odpowiedziałam, starając się nie pokazać, jak bardzo drżę. – Znowu? – prychnął. – Może powinnaś tam zostać na stałe.

Wtedy nie wytrzymałam. Pokazałam mu wiadomość. Zbladł, ale szybko odzyskał rezon. – To bzdury. Ktoś chce nas skłócić. – Ale ja już wiedziałam. Widziałam jego spojrzenie, słyszałam drżenie głosu. – Michał, proszę, powiedz prawdę. – On tylko wzruszył ramionami. – Przesadzasz. Zawsze byłaś przewrażliwiona.

Następnego dnia rano, kiedy Zosia jeszcze spała, Michał przyszedł z plikiem dokumentów. – Podpisz to. Przepisz dom na mnie. – Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. – Dlaczego miałabym to zrobić? – Bo ja na niego zarabiałem. Ty tylko siedziałaś z dzieckiem. – Jego słowa bolały bardziej niż zdrada. – Michał, to nasz dom. Zosia tu dorasta. – On tylko wzruszył ramionami. – Zawsze możesz wrócić do matki.

Zaczęła się wojna. Michał przestał się ukrywać. Przychodził późno, czasem wcale. Zosia zaczęła pytać, dlaczego tata nie je z nami kolacji. – Tata dużo pracuje, kochanie – kłamałam, choć serce mi pękało. W nocy płakałam w poduszkę, by nie usłyszała.

Pewnego dnia przyszła do mnie teściowa, pani Halina. – Wiesz, że Michał jest zmęczony. Może powinnaś być dla niego milsza. – Spojrzałam na nią z niedowierzaniem. – On mnie zdradza, a pani mówi, żebym była milsza? – Ona tylko wzruszyła ramionami. – Mężczyźni czasem potrzebują odskoczni. Ty zawsze byłaś taka sztywna.

Czułam się jak w potrzasku. Moja własna rodzina zaczęła się ode mnie odwracać. Mama mówiła: – Może powinnaś mu wybaczyć, dla Zosi. – Ale ja nie potrafiłam. Każdego dnia czułam, jak tracę grunt pod nogami. Michał coraz częściej groził, że zabierze mi córkę. – Jesteś niestabilna. Zosia powinna być ze mną. – śmiał mi się w twarz.

Zaczęłam szukać pomocy. Poszłam do prawnika. – Proszę pani, niech pani niczego nie podpisuje. To klasyczna manipulacja. – Ale Michał nie odpuszczał. Wysyłał mi SMS-y, dzwonił, groził. – Jeśli nie podpiszesz, powiem wszystkim, że jesteś wariatką. – Bałam się. Bałam się o siebie, o Zosię, o nasz dom.

Któregoś wieczoru Zosia przyszła do mnie z płaczem. – Mamusiu, dlaczego tata krzyczy? Dlaczego mówi, że cię nie kocha? – Przytuliłam ją mocno. – To nie twoja wina, kochanie. Tata jest teraz bardzo zagubiony. – Sama nie wierzyłam w te słowa, ale musiałam ją chronić.

W pracy zaczęłam popełniać błędy. Szefowa wezwała mnie na rozmowę. – Martwię się o ciebie, Aniu. Może powinnaś wziąć kilka dni wolnego? – Nie mogłam. Musiałam walczyć. O dom, o córkę, o siebie.

Pewnego dnia spotkałam Ankę, tę, z którą Michał mnie zdradzał. Stała pod naszym blokiem, paliła papierosa. – Wiesz, że on cię nigdy nie kochał? – rzuciła z pogardą. – Byłaś tylko wygodna. – Poczułam, jakby ktoś uderzył mnie w twarz. – To nieprawda. – Ale ona tylko się uśmiechnęła. – Zobaczysz, jeszcze wszystko podpiszesz.

Wieczorem Michał przyszedł znowu. – Podpisz wszystko na mnie! – wrzasnął. – Dlaczego jej uwierzyłaś? Ona cię zdradza! – Zaczęłam się śmiać przez łzy. – To ty mnie zdradzasz, Michał. To ty wszystko niszczysz. – On tylko wzruszył ramionami. – Zawsze byłaś słaba.

Wtedy coś we mnie pękło. Przestałam się bać. Zaczęłam walczyć. Zgłosiłam sprawę do sądu. Znalazłam psychologa dla siebie i dla Zosi. Przestałam słuchać rad teściowej i mamy. Zaczęłam słuchać siebie.

Proces ciągnął się miesiącami. Michał próbował wszystkiego – oczerniał mnie, manipulował, płakał przed sądem. Ale ja już nie byłam tą samą Anią. Każdego dnia budziłam się silniejsza. Zosia coraz częściej się uśmiechała. – Mamusiu, jesteś dzielna. – mówiła. – Dla ciebie, kochanie, zrobię wszystko.

W końcu sąd przyznał mi opiekę nad córką i połowę domu. Michał wyprowadził się do Anki. Teściowa przestała się odzywać. Mama w końcu zrozumiała, że nie mogę żyć w kłamstwie.

Dziś, gdy patrzę na Zosię, wiem, że przeszłam przez piekło, ale wyszłam z niego silniejsza. Czasem wciąż boję się przyszłości, ale już nie pozwolę nikomu odebrać mi godności. Ile jeszcze kobieta musi stracić, by odnaleźć siebie na nowo? Czy naprawdę musimy przejść przez tyle bólu, by w końcu uwierzyć w swoją wartość? Co wy byście zrobiły na moim miejscu?