„Powiedziała, że kłamię o ciąży dla pieniędzy” – Kolacja, która rozbiła moją rodzinę
– Naprawdę nie wiem, jak możesz patrzeć mi w oczy po tym wszystkim, co zrobiłaś – głos teściowej, pani Haliny, przeszył ciszę jak nóż. Siedzieliśmy przy stole, a barszcz w moim talerzu już dawno wystygł. Mój mąż, Tomek, nerwowo obracał widelec w dłoni, a jego ojciec, pan Marian, patrzył w okno, jakby chciał uciec z tego mieszkania.
Wszystko zaczęło się od mojego wyznania. Z trudem zebrałam się na odwagę, by powiedzieć: – Jestem w ciąży. Spodziewamy się dziecka. – Przez chwilę miałam nadzieję, że zobaczę łzy wzruszenia, uśmiechy, może nawet oklaski. Zamiast tego usłyszałam tylko ciężkie westchnienie i cichy syk teściowej: – No proszę, a już myślałam, że nie wymyślisz nic nowego, żeby wyciągnąć od nas pieniądze.
Zamarłam. Przez chwilę nie mogłam oddychać. Tomek spojrzał na mnie zdezorientowany, jakby nie wiedział, po czyjej stronie powinien stanąć. – Mamo, co ty mówisz? – zapytał cicho, ale Halina już się rozkręcała. – Przecież to oczywiste! Najpierw była ta twoja „choroba”, potem „problemy w pracy”, a teraz nagle ciąża? Myślisz, że nie widzę, co się dzieje? Chcesz nas naciągnąć na kolejne pieniądze, bo wiecie, że Marian dostał premię!
Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. – To nieprawda – wyszeptałam. – Kocham Tomka, chcemy tego dziecka. Nie chodzi o pieniądze…
– Przestań się mazać! – przerwała mi Halina. – Zawsze byłaś taka słaba. Tomek, otwórz wreszcie oczy! Ona tobą manipuluje!
Wtedy nie wytrzymałam. – Dość! – krzyknęłam, zrywając się od stołu. – Nie pozwolę, żebyś mnie tak traktowała! Nigdy nie prosiłam was o pieniądze, a jeśli nawet, to tylko wtedy, gdy naprawdę nie mieliśmy wyjścia!
Tomek wstał, próbując mnie uspokoić, ale Halina nie dawała za wygraną. – Widzisz, jak się zachowuje? To nie jest kobieta dla ciebie! Zrujnuje ci życie, zobaczysz!
Wybiegłam z kuchni, trzaskając drzwiami. W łazience osunęłam się na podłogę i rozpłakałam się jak dziecko. Słyszałam przez drzwi podniesione głosy, kłótnie, a potem ciszę. Po chwili Tomek wszedł do łazienki, uklęknął przy mnie i objął mnie ramionami. – Przepraszam – wyszeptał. – Nie wiem, co mam robić. Mama… ona zawsze taka była, ale nigdy nie sądziłem, że posunie się tak daleko.
– Tomek, ja nie dam rady tak żyć – powiedziałam przez łzy. – Nie chcę, żeby nasze dziecko dorastało w takim domu, wśród takich ludzi.
Tego wieczoru postanowiliśmy wrócić do siebie. W drodze do domu milczeliśmy. Czułam, jakby coś we mnie pękło. W nocy zaczęłam mieć silne bóle brzucha. Tomek natychmiast zawiózł mnie do szpitala. Lekarze zrobili badania, kazali mi leżeć. – Stres mógł wywołać skurcze – powiedziała pielęgniarka, patrząc na mnie ze współczuciem. – Proszę się oszczędzać.
Leżałam na szpitalnym łóżku, patrząc w sufit i zastanawiałam się, jak to się stało, że jedna kolacja zniszczyła wszystko, co budowaliśmy przez lata. Tomek przychodził codziennie, przynosił mi ulubione jogurty i książki. Ale w jego oczach widziałam strach. Bał się o mnie, o dziecko, ale też o to, co będzie dalej z jego rodziną.
Po tygodniu wyszłam ze szpitala. Tomek był przy mnie, ale między nami pojawiła się niewidzialna ściana. Unikaliśmy rozmów o jego matce, o tamtej kolacji. Udawaliśmy, że wszystko wraca do normy, ale wiedziałam, że to tylko pozory.
Pewnego dnia zadzwoniła Halina. – Chcę porozmawiać – powiedziała chłodno. – Przyjdźcie do nas. Musimy to wyjaśnić.
Nie chciałam tam iść, ale Tomek nalegał. – Może mama się opamiętała – mówił z nadzieją. – Może przeprosi.
Weszliśmy do mieszkania jego rodziców. Halina siedziała przy stole, z założonymi rękami, a Marian stał w kącie, jakby chciał się rozpłynąć w powietrzu. – Usiądźcie – powiedziała Halina. – Przemyślałam wszystko. Może rzeczywiście przesadziłam. Ale musicie zrozumieć, że ja tylko chcę dla Tomka jak najlepiej. Boję się, że go skrzywdzisz.
– Skrzywdzę? – powtórzyłam, czując, jak narasta we mnie gniew. – To wy mnie skrzywdziliście. Wasze słowa, wasza nieufność… Przez was prawie straciłam dziecko!
Halina spojrzała na mnie zaskoczona. – Przesadzasz. To tylko słowa. Każdy czasem powie coś głupiego.
– Nie, mamo – wtrącił się Tomek. – To nie były tylko słowa. To była przemoc. Psychiczna. I jeśli nie potrafisz tego zrozumieć, nie chcę, żebyś miała kontakt z moją rodziną.
Halina zbladła. Marian spuścił głowę. Przez chwilę nikt się nie odzywał. W końcu wstałam. – Musimy odejść. Dla dobra naszego dziecka.
Wyszliśmy. Na klatce schodowej Tomek złapał mnie za rękę. – Kocham cię – powiedział cicho. – Wybacz mi, że nie stanąłem po twojej stronie od razu.
Minęły miesiące. Urodziłam zdrową córeczkę, Zosię. Halina próbowała się z nami kontaktować, wysyłała listy, prezenty, ale nie byłam gotowa na pojednanie. Może kiedyś jej wybaczę, ale najpierw muszę uleczyć własne rany.
Czasem patrzę na Zosię i zastanawiam się, czy uda mi się stworzyć dla niej dom pełen miłości, mimo tego, co przeszliśmy. Czy można odbudować zaufanie po takim upokorzeniu? Czy wy potrafilibyście wybaczyć komuś, kto zniszczył waszą rodzinę jednym słowem?