„Pomogła mojej byłej żonie, ale obecnej już nie chce” – historia syna, który nie rozumie matki
– Mamo, naprawdę nie rozumiem, dlaczego nie możesz nam pomóc. Przecież kiedy Marta została sama, byłaś u niej codziennie, gotowałaś jej obiady, zabierałaś dzieci na weekendy. A teraz, kiedy ja i Kasia mamy problemy, zamykasz przed nami drzwi – powiedziałem z goryczą, patrząc na nią przez stół w kuchni. Mama spojrzała na mnie z tym swoim spokojem, który zawsze mnie irytował, bo czułem, że za nim kryje się coś, czego nie potrafię zrozumieć.
– Paweł, twoja sytuacja jest zupełnie inna. Marta została sama z dwójką dzieci, bez pracy, bez wsparcia. Ty masz Kasię, macie siebie. – Jej głos był łagodny, ale stanowczy.
Poczułem, jak narasta we mnie złość. – Ale przecież my też mamy problemy! Straciłem pracę, Kasia zarabia grosze w sklepie, nie stać nas na czynsz. Prosiłem cię tylko, żebyśmy mogli się na jakiś czas wprowadzić do ciebie. To naprawdę tak dużo?
Mama westchnęła, odwróciła wzrok. – Paweł, jesteś dorosły. Masz trzydzieści sześć lat. Musisz w końcu nauczyć się brać odpowiedzialność za swoje decyzje. Kiedy rozwodziłeś się z Martą, mówiłam ci, żebyś nie zostawiał jej bez wsparcia. Ale ty wolałeś się odciąć, płacić najniższe możliwe alimenty i udawać, że to nie twój problem.
Zacisnąłem pięści. – To nieprawda! Zawsze dawałem tyle, ile mogłem!
– Naprawdę? – Mama spojrzała mi prosto w oczy. – A pamiętasz, jak Marta musiała pożyczać ode mnie na rachunki, bo ty spóźniałeś się z przelewami? Jak dzieci płakały, bo nie mogły pojechać na wycieczkę szkolną, bo nie miałeś „akurat” pieniędzy?
Nie wiedziałem, co powiedzieć. W głowie miałem tysiąc wymówek, ale żaden nie brzmiał przekonująco. W końcu tylko wzruszyłem ramionami.
– Teraz jest inaczej – powiedziałem cicho. – Teraz naprawdę potrzebuję pomocy. Kasia jest w ciąży, nie możemy zostać na ulicy.
Mama zamilkła na chwilę. Widziałem, jak walczy ze sobą. – Paweł, ja nie odwracam się od ciebie. Ale musisz zrozumieć, że nie mogę ciągle ratować cię z opresji. Pomogłam Marcie, bo nie miała nikogo. Ty masz rodzinę, masz żonę. To wy musicie się wspierać.
– Ale przecież jesteś moją matką! – wybuchłem. – Czy to tak trudno zrozumieć, że czasem dzieci potrzebują pomocy?
Mama pokręciła głową. – Dzieci, tak. Ale ty już nie jesteś dzieckiem, Paweł. Jesteś ojcem. I czas, żebyś zaczął zachowywać się jak ojciec, a nie jak chłopiec, który liczy, że mama wszystko za niego załatwi.
Wyszedłem z kuchni trzaskając drzwiami. Kasia czekała w samochodzie, nerwowo bawiąc się pierścionkiem. – I co? – zapytała cicho.
– Nic. Nie chce nam pomóc. Twierdzi, że musimy sobie radzić sami.
Kasia spuściła głowę. – Może ma rację…
– Nie, nie ma racji! – przerwałem jej ostro. – Zawsze była po stronie Marty. Zawsze. Nawet po rozwodzie. Jakby to ona była jej córką, a nie ja jej synem.
Kasia milczała, a ja poczułem, jak narasta we mnie żal. Przypomniałem sobie, jak po rozwodzie mama przychodziła do Marty, przynosiła jej zakupy, zabierała dzieci na ferie. A ja? Ja byłem wtedy sam. Nikt nie zapytał, jak się czuję. Nikt nie zapytał, czy sobie radzę.
Wróciliśmy do wynajmowanego mieszkania. Kasia położyła się na kanapie, ja usiadłem przy stole i wpatrywałem się w ścianę. W głowie miałem chaos. Czy naprawdę jestem aż tak złym synem? Czy to wszystko moja wina?
Wieczorem zadzwoniła siostra. – Słyszałam, że byłeś u mamy. Paweł, ona się martwi. Ale nie może cię ciągle ratować. Musisz w końcu dorosnąć.
– Łatwo ci mówić – odburknąłem. – Ty zawsze byłaś jej oczkiem w głowie.
– To nieprawda. Po prostu nie robię z siebie ofiary. Może czas, żebyś i ty przestał.
Rzuciłem telefon na łóżko. Czułem się niezrozumiany, osamotniony. Kasia próbowała mnie pocieszyć, ale widziałem, że sama jest przerażona. Nie wiedzieliśmy, co dalej.
Kilka dni później dostałem pismo z sądu – Marta domagała się podwyższenia alimentów. Znowu. Poczułem, jak świat wali mi się na głowę. Zadzwoniłem do mamy. – Mamo, proszę, pomóż mi. Nie dam rady sam.
– Paweł, musisz w końcu zrozumieć, że twoje decyzje mają konsekwencje. Pomogę ci znaleźć pracę, ale nie zamieszkacie u mnie. To jest mój dom. Potrzebuję spokoju.
Rozłączyłem się. Siedziałem długo w ciszy, patrząc na Kasię, która płakała po cichu. Wtedy zrozumiałem, że nie mogę już liczyć na nikogo. Muszę w końcu wziąć odpowiedzialność za swoje życie.
Ale czy naprawdę zasłużyłem na to, by własna matka odwróciła się ode mnie w najtrudniejszym momencie? Czy rodzina nie powinna być zawsze razem, bez względu na wszystko? Co wy o tym myślicie?