Wybrałam wnuczkę zamiast syna – historia matki, która musiała podjąć najtrudniejszą decyzję w życiu

– Mamo, nie możesz mi tego zrobić! – głos Pawła drżał, a w oczach miał łzy, których nie widziałam u niego od dzieciństwa. Stał w moim salonie, oparty o kredens, zaciśnięte pięści wbijał w uda. Ja siedziałam na starej kanapie, tej samej, na której kiedyś układałam go do snu, a teraz czułam, jakby dzieliła nas przepaść nie do pokonania.

Wszystko zaczęło się wiele lat temu, kiedy Paweł miał zaledwie szesnaście lat. Pamiętam, jak wrócił do domu późno, z podkrążonymi oczami i dziwnym zapachem na ubraniu. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to początek końca naszej spokojnej rodziny. Mój mąż, Andrzej, próbował być surowy, ale sam miał swoje demony – pił, czasem znikał na całe noce. Ja próbowałam być tą silną, która wszystko utrzyma w ryzach, ale z każdym rokiem było coraz trudniej.

Paweł wpadł w złe towarzystwo. Najpierw alkohol, potem narkotyki. Próbowałam wszystkiego – rozmów, gróźb, błagań, terapii. Zawsze wracał na chwilę, obiecywał poprawę, a potem znów znikał. Kiedy miał dwadzieścia dwa lata, urodziła się jego córka, Zosia. Jej matka, Magda, była cicha, zamknięta w sobie, ale kochała Zosię nad życie. Niestety, nie wytrzymała długo – po dwóch latach odeszła, zostawiając małą pod moją opieką. Paweł wtedy już prawie nie mieszkał w domu. Przychodził, kiedy potrzebował pieniędzy, albo kiedy miał nadzieję, że coś jeszcze dla niego zostało.

Zosia była moim światłem. Kiedy pierwszy raz powiedziała do mnie „babciu”, poczułam, że jeszcze mogę coś naprawić. Że jeszcze mogę być dla kogoś ważna. Wychowywałam ją najlepiej, jak umiałam. Chodziłyśmy razem na spacery po parku, piekłyśmy szarlotkę, uczyłam ją czytać i pisać. Czasem pytała o tatę, a ja nie wiedziałam, co powiedzieć. Mówiłam, że jest chory, że walczy ze sobą. Nie chciałam jej kłamać, ale nie chciałam też, żeby czuła się niekochana.

Paweł pojawiał się coraz rzadziej. Raz przyszedł w środku nocy, pijany, z rozciętą wargą. Zosia wtedy spała, a ja po raz pierwszy wyrzuciłam go z domu. Krzyczał, że jestem złą matką, że przeze mnie jego życie tak wygląda. Bolało mnie to, ale wiedziałam, że muszę chronić Zosię. Od tamtej pory nasze relacje były coraz gorsze.

Kiedy Zosia skończyła osiemnaście lat, postanowiłam przepisać na nią mieszkanie. Wiedziałam, że Paweł będzie miał do mnie żal, ale nie mogłam ryzykować, że po mojej śmierci straci dach nad głową przez długi ojca. Zosia była odpowiedzialna, pracowita, miała plany na przyszłość. Chciała studiować psychologię, pomagać innym dzieciom z trudnych rodzin. Byłam z niej dumna, choć w głębi serca czułam smutek, że nie mogę być dumna z własnego syna.

Wieść o mojej decyzji dotarła do Pawła szybciej, niż się spodziewałam. Przyszedł do mnie, jakby miał nadzieję, że jeszcze zmienię zdanie. – To niesprawiedliwe, mamo. To ja jestem twoim synem. Zawsze mówiłaś, że rodzina jest najważniejsza – mówił, a w jego głosie słyszałam rozpacz i gniew.

– Rodzina to nie tylko więzy krwi, Paweł. To odpowiedzialność, troska, miłość. Zosia na to zasłużyła. Ty… – zawahałam się, bo nie chciałam go ranić, ale musiałam być szczera. – Ty miałeś wiele szans. Zawsze wybierałeś inaczej.

Wybuchł płaczem. Po raz pierwszy od lat zobaczyłam w nim tego małego chłopca, który bał się ciemności i tulił się do mnie w nocy. – Przepraszam, mamo. Ja naprawdę chciałem inaczej. Ale nie umiem…

Objęłam go, choć czułam, jak moje serce pęka. – Wiem, synku. Ale muszę myśleć o Zosi. Ona nie może płacić za twoje błędy.

Przez kolejne tygodnie Paweł nie odzywał się do mnie. Zosia widziała, że coś jest nie tak, ale nie pytała. Pewnego wieczoru usiadła obok mnie na kanapie i powiedziała: – Babciu, ja wiem, że to dla ciebie trudne. Ale dziękuję, że mi ufasz. Obiecuję, że cię nie zawiodę.

Płakałam wtedy długo. Czułam ulgę, ale też ogromny żal. Czy mogłam zrobić coś inaczej? Czy mogłam uratować Pawła, gdybyśmy mieli więcej pieniędzy, gdyby Andrzej nie pił, gdybym była bardziej stanowcza? Te pytania wracają do mnie co noc, kiedy leżę w łóżku i słucham ciszy.

Ostatnio Paweł przyszedł do mnie, trzeźwy, spokojny. Usiadł naprzeciwko i powiedział: – Chciałem ci podziękować, mamo. Za to, że nigdy mnie nie przekreśliłaś. Może kiedyś jeszcze będziesz mogła być ze mnie dumna.

Uśmiechnęłam się przez łzy. – Zawsze będę cię kochać, Pawle. Ale czasem miłość to też trudne decyzje.

Czasem zastanawiam się, czy życie mogło potoczyć się inaczej. Czy można kochać dwoje ludzi równie mocno, a jednak wybrać tylko jednego? Czy wy też musieliście kiedyś podjąć decyzję, która złamała wam serce? Jak żyć z takim ciężarem?