Szukam rady: Nasza córka zmieniła się nie do poznania
– Mamo, nie przesadzaj, przecież wszystko jest w porządku – rzuciła Ola, nawet nie patrząc mi w oczy, kiedy po raz kolejny próbowałam z nią porozmawiać. Stała w kuchni, opierając się o blat, z ramionami skrzyżowanymi na piersi. Jej głos był chłodny, obcy, jakby mówiła do mnie ktoś zupełnie inny. Jeszcze rok temu Ola była pełna życia, śmiała się głośno, opowiadała mi o wszystkim, nawet o drobnych kłótniach z koleżankami czy stresie na uczelni. Teraz, odkąd wyszła za Michała, zamknęła się w sobie.
Pamiętam dzień ich ślubu – Ola promieniała, a ja płakałam ze wzruszenia. Michał wydawał się sympatyczny, choć zawsze był trochę zbyt poważny jak na swój wiek. Może to mnie powinno zaniepokoić już wtedy? Ale przecież nie chciałam być tą matką, która wtrąca się w życie dorosłej córki. Pozwoliłam im żyć po swojemu, choć z każdym kolejnym miesiącem Ola coraz rzadziej dzwoniła, coraz rzadziej wpadała na kawę. Zawsze miała wymówkę: praca, obowiązki domowe, zmęczenie.
W końcu, po kilku tygodniach ciszy, zadzwoniłam do niej. Odebrała po dłuższej chwili, jej głos był napięty. – Mamo, nie mogę teraz rozmawiać, Michał nie lubi, jak rozmawiam przez telefon wieczorami. – Zamurowało mnie. Michał nie lubi? Przecież Ola zawsze była niezależna, nigdy nie pozwalała nikomu sobą rządzić.
Zaczęłam się martwić. Z mężem, Andrzejem, rozmawialiśmy o tym wieczorami, próbując znaleźć jakieś logiczne wytłumaczenie. – Może to tylko początki małżeństwa, muszą się dotrzeć – próbował mnie uspokoić. Ale ja czułam, że coś jest nie tak.
W końcu postanowiłam pojechać do nich bez zapowiedzi. Ola otworzyła drzwi, była blada, miała podkrążone oczy. Michał siedział w salonie, nawet nie podniósł się, żeby się przywitać. – Co się dzieje, córeczko? – zapytałam, gdy zostałyśmy same w kuchni. – Nic, mamo, wszystko dobrze – odpowiedziała, ale jej głos drżał.
Zaczęłam obserwować drobiazgi. Ola nie nosiła już swoich ulubionych kolorowych swetrów, tylko szare, bezkształtne bluzy. Nie malowała się, choć zawsze lubiła delikatny makijaż. W lodówce było tylko to, co lubił Michał. Gdy zaproponowałam, żebyśmy poszły na spacer, spojrzała na zegarek i powiedziała, że nie może, bo Michał się zdenerwuje, jeśli nie będzie obiadu na czas.
Wróciłam do domu z ciężkim sercem. Andrzej próbował mnie pocieszyć, ale widziałam, że i on jest zaniepokojony. – Może powinniśmy z nią poważnie porozmawiać? – zaproponował. Ale jak? Przecież Ola zamykała się w sobie coraz bardziej.
Kilka dni później zadzwoniła do mnie sąsiadka Oli. – Pani Aniu, nie chcę się wtrącać, ale słyszałam, jak Michał krzyczał na Olę na klatce. Wyglądała na przestraszoną. – Poczułam, jakby ktoś uderzył mnie w brzuch. To już nie była tylko moja wyobraźnia.
Zebrałam się na odwagę i pojechałam do Oli jeszcze raz. Michała nie było w domu. – Ola, proszę, powiedz mi prawdę. Co się dzieje? – zapytałam, łapiąc ją za rękę. Przez chwilę patrzyła na mnie, a potem jej oczy zaszkliły się łzami. – Mamo, ja nie wiem, co robić. Michał mówi, że wszystko, co robię, robię źle. Że jestem głupia, że nikt mnie nie lubi, że tylko on mnie rozumie. Zabronił mi spotykać się z koleżankami, z wami też nie chce, żebym się widywała. – Jej głos był cichy, jakby bała się, że ktoś ją usłyszy.
Przytuliłam ją mocno. – Córeczko, musisz się bronić. Nie możesz pozwolić, żeby ktoś cię tak traktował. – Ale Ola tylko pokręciła głową. – On mówi, że to dla mojego dobra. Że świat jest zły, a tylko on mnie ochroni. Ja już nie wiem, co jest prawdą.
Wróciłam do domu i całą noc nie mogłam spać. Zastanawiałam się, gdzie popełniliśmy błąd. Czy powinnam była bardziej ingerować? Czy powinnam była wcześniej zauważyć sygnały? Andrzej próbował mnie uspokoić, ale widziałam, że i on czuje się bezradny.
Następnego dnia zadzwoniłam do psychologa. Opowiedziałam wszystko, co wiedziałam. – To klasyczna manipulacja, przemoc psychiczna – usłyszałam. – Musi pani wspierać córkę, nie naciskać, ale pokazać jej, że zawsze może na panią liczyć.
Przez kolejne tygodnie próbowałam być blisko Oli, choć ona coraz bardziej się oddalała. Michał coraz częściej zabraniał jej kontaktów z nami. W końcu Ola przestała odbierać telefony. Czułam, jakby ktoś wyrwał mi serce.
Dziś siedzę przy stole, patrzę na zdjęcie Oli z dzieciństwa i nie mogę powstrzymać łez. Czy mogłam zrobić coś więcej? Czy powinnam była walczyć o nią bardziej, zanim Michał całkowicie ją sobie podporządkował?
Czasem myślę, że może jeszcze nie wszystko stracone. Może Ola kiedyś się odezwie, poprosi o pomoc. Ale co, jeśli nie? Co, jeśli już nigdy nie odzyskam mojej córki?
Czy ktoś z was był w podobnej sytuacji? Jak pomóc dziecku, które nie chce być ratowane? Co jeszcze mogę zrobić, zanim będzie za późno?